I. Założenia pracy
II. Krótki zarys roli postaci kobiecej w kulturze i literaturze
III. Krótki zarys roli postaci kobiecej w literaturze fantastycznej
IV. Kobiece duety w Rękopisie znalezionym w Saragossie
1. Podwójność a jedność
a) Stosunek równorzędności
b) Stosunek nierównorzędności
c) Casus Rebeki, czyli podwójność w jedności
2. Nadziemskość a ziemskość
a) Kobieta demon
b) Kobieta społeczna
3. Miłość
a) Miłość lesbijska
b) Miłość we troje lub czworo
c) Przejawy sadyzmu
d) Miłość między osobami nierównego stanu
e) Miłość z istotami nadziemskimi
4. Kochanka a matka
V. Kobieta w słowa ubrana, czyli jak opisywane są kobiety
VI. Miłość w słowa ubrana, czyli jak bohaterowie mówią o swoich
uczuciach
VII. Krótko o szaleństwie z miłości
VIII. Wpływ romansów na zachowania zakochanych
IX. Rękopisowe maskarady
X. Zakończenie
Bibliografia
Niniejsza praca, pod ogólnym tytułem "Kobieta w Rękopisie znalezionym
w Saragossie", ma za zadanie przedstawić postaci kobiece opisane w powieści
w ich wielorakości i pod różnymi aspektami. Nie będzie więc naszym celem zarysowanie
jakiegoś typu kobiety charakterystycznego dla Rękopisu..., bowiem sylwetki kobiece
są tu tak liczne i tak niejednoznaczne, że jest to zadaniem niemożliwym. Można
jednak odnaleźć cechę wspólną, łączącą wszystkie Rękopisowe kobiety, a mianowicie
fakt, że każda z nich da się opisać poprzez pewną formę podwójności. Praca nasza
opiera się na dokładnej analizie tekstu. Nawet jeśli mówimy o prawdziwości natury,
o historii, czy funkcji społecznej, to robimy to nie tyle w odniesieniu do rzeczywistości,
co do świata przedstawionego powieści, czyli do świadomości bohatera-narratora.
Dwa kolejne rozdziały (II i III) stanowią rodzaj wprowadzenia w problematykę
ujmowania postaci kobiecej z punktu widzenia jej dwoistej i nieokreślonej natury.
Są to również możliwe sposoby interpretacji funkcji kobiety w literaturze, a
poprzez nią - i w kulturze. Dwoistość i niejednoznaczność postaci kobiecej stanowi
punkt wyjścia dla strukturalnej analizy bohaterek Rękopisu..., czyli dla wydobycia
wszelkiego rodzaju układów dwójkowych.
Jako że Rękopis znaleziony w Saragossie został napisany po francusku, postanowiliśmy
sięgnąć również do wersji francuskojęzycznej. Czytając rozdziały dotyczące różnic
językowych, należy pamiętać, że żadna z istniejących wersji nie jest jedyną
i ostateczną wersją zaaprobowaną przez autora. Wersje francuskie, które się
zachowały i posłużyły do opracowania wydania René Radrizzaniego, są fragmentaryczne,
czasami są to przeróbki. Jedyna integralna wersja - ta, którą przetłumaczył
w połowie XIX wieku Edmund Chojecki - nie zachowała się, w związku z czym tekst
Chojeckiego należy traktować jako jedyną pełną wersję powieści. Wersja francuska,
którą dysponujemy, zawiera fragmenty (razem około siedmiu dni) ponownie przełożone
z polskiego tłumaczenia. Biorąc to wszystko pod uwagę, nie można oczekiwać,
by porównanie obu wersji doprowadziło do wiążących wniosków. Nie mamy tu bowiem
do czynienia z oryginałem i jego tłumaczeniem, ale z dwoma różniącymi się nieco
wariantami tej samej powieści. Dlatego autorka, poza porównaniami, nie pokusiła
się o wysnucie ogólnych wniosków dotyczących sposobu tłumaczenia.
Pojawienie się postaci kobiecej jest równoznaczne z pojawieniem się wątku miłosnego.
W związku z tym miłość w jej różnych aspektach zajęła sporo miejsca w naszej
pracy. Romansowość i maskarady - przedmiot ostatnich rozdziałów - są również
ściśle powiązane z pierwiastkiem kobiecym, bowiem to kobiety w głównej mierze
są czytelniczkami romansów i to one również przebierają się, a nawet są inicjatorkami
maskarad.
Stosunek do kobiety w kulturze judeochrześcijańskiej jest zdecydowanie ambiwalentny.
Jej wizerunek negatywny łączy się z przypisywaną jej mityczną rolą sprowadzenia
na ziemię grzechu, nieszczęść i śmierci. W ten właśnie sposób jawi się pierwsza
kobieta - biblijna Ewa, która - ona jedyna, a z nią wszystkie kobiety - ponosi
winę za utratę raju. Wskutek swego czynu pierwsza kobieta traci swój status
niezależności. Bóg mówi do niej: "mąż twój będzie panował nad tobą"
(Rdz.3,16). Interpretacja tego zdania doprowadzi do ujęcia kobiecie części jej
człowieczeństwa. Rolę podobną do tej, jaką odgrywa Ewa w tradycji judeochrześcijańskiej,
spełnia w mitologii grecko-rzymskiej Pandora jako ta, która sprowadziła na ludzkość
wszystkie nieszczęścia. Zarówno Ewa jak i Pandora stają się odpowiedzialne za
to, czego ludzie obawiają się najbardziej - za śmierć.
Jednakże kobieta nie jest tylko wieczna pokutnicą. Dzięki swojej mocy tworzenia
- dawania początku nowym istnieniom - oraz swej łączności ze śmiercią, którą
sprowadziła na świat; dzięki temu, że jest wcieleniem tego, co zwyczajnie niepojmowalne,
nabiera kobieta wymiaru nadnaturalnego, a nawet często bywa utożsamiana z demonem.
Kathryn Bulver, powołując się na gnostyckie wersje mitu o Edenie, wspomina Lilith,
pierwszą żonę Adama, która miała zostać matką demonów. Inne wersje identyfikują
Ewę z wężem, a Nina Auerbach cytuje dawną chrześcijańską tradycję ikonograficzną,
według której wąż o twarzy kobiety jest narzędziem upadku pierwszego człowieka.
Związek kobiety ze śmiercią podkreśla również Jean Delumeau objaśniając motywy
strachu przed kobietą w kulturze Zachodu. To właśnie kobietom przypadały zabiegi
wokół zmarłych. Uważano je bowiem za bliższe naturze, za bliższe cyklowi związanemu
z wiecznym powrotem, który wiedzie od życia ku śmierci i od śmierci ku życiu.
Także w afrykańskich bajkach pojawia się motyw kobiety, która sprawia, że na
świecie pojawia się śmierć. Kobieta jest więc jednocześnie tą, która daje życie
i tą, która sprowadza śmierć, tą, która tworzy i tą, która niweczy. Stąd wielość
jej wyobrażeń w postaci potwora bądź demona. W niektórych plemionach pierwotnych
panowało przekonanie, że "kobieta to tajemnicze stworzenie, które komunikuje
się z duchami, a zatem dysponuje magicznymi mocami, których może użyć, aby wyrządzić
krzywdę mężczyźnie." Żeby zabezpieczyć się przed jej mocami, mężczyzna
musi poddać kobietę swojej woli. Z kolei Delumeau przywołuje mity i legendy,
według których demony mogą ukraść komuś członka. Dlatego też mężczyzna lęka
się kobiecego seksualnego kanibalizmu. Postawę mężczyzny wobec kobiety - a w
naszej kulturze to właśnie męski punkt widzenia jest dominujący - cechuje zdecydowane
napięcie pomiędzy gwałtowną siłą, która go do kobiety przyciąga a lękiem, że
przez nią może umrzeć. Dowody na taką postawę można znaleźć wśród przygód Odyseusza.
Na przykład syreny reprezentują taką jednoczesną siłę fascynacji i niszczenia.
Podobną mocą odznacza się Kirke. Mężczyzna, który podda się jej urokowi, traci
własną tożsamość. Tak więc mężczyznę zawierzającego samego siebie kobiecie uważa
się za zgubionego, za nie-mężczyznę. Kobieta - zło, które przyciąga; rozkosz,
która uśmierca - była zawsze dla mężczyzny źródłem lęku, którego chciał się
on pozbyć poprzez uprzedmiotowienie go. Tłumaczy on sobie, że nie chodzi o to,
iż to on lęka się kobiety, lecz o to, że to ona jest złośliwa, zdolna do każdej
zbrodni, że jest drapieżnikiem, wampirem, wiedźmą o nienasyconych żądzach. Jednym
słowem, jest uosobieniem tego, co złe. I tak duchowni Kościoła katolickiego,
którym najbardziej zależało na zohydzeniu kobiety, żeby usprawiedliwić bezżeństwo
księży, wypracowali całą teorię ontyczną kobiety. Powoływali się mianowicie
na pisma św. Augustyna, który głosił, że każda istota ludzka ma duszę duchową
aseksualną i ciało seksualne. W przeciwieństwie do ciała kobiecego, które nie
odzwierciedla duszy, a więc nie ma w sobie niczego boskiego, ciało osobnika
płci męskiej jest odbiciem duszy. Mężczyzna jest więc w pełni obrazem Boga,
natomiast kobieta - nie, ponieważ nie tylko jej ciało, ale nawet i dusza stanowi
nieustanną przeszkodę dla nakazów rozumu. Jak wiadomo kobiety w swoim postępowaniu
nie kierują się rozumem, ale namiętnościami, a to właśnie rozum został dany
człowiekowi od Boga, by czynił dobro i mógł je odróżnić od zła. Kobieta zatem,
jako niższa od mężczyzny ontycznie i moralnie winna być mu podporządkowana.
Opinie św. Augustyna nie odbiegają od poglądów Arystotelesa i Platona. Ten pierwszy
twierdził, że kobieta jest mężczyzną okaleczonym i niezupełnym, drugi natomiast
umieszczał kobietę pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem.
Zarzuty kleru przeciwko kobietom były formułowane w dziełach typu cytowanego
przez Delumeau De planctu ecclesiae autorstwa franciszkanina Alvara Pelayo.
Litanię kobiecych grzechów i win rozpoczyna, oczywiście, Ewa jako "początek"
i "matka grzechu" oraz ta, przez którą wszyscy zostaliśmy skazani
na śmierć. Następnie autor przechodzi do charakterystyki kobiet w ogóle. Otóż
kobieta jest z natury kurtyzaną. Cechuje ją niepohamowana lubieżność. Maluje
się, by tym łatwiej wabić mężczyzn. Dalej jest kobieta "bezbożną wróżbitką",
ponieważ zajmuje się rzucaniem uroków. Poza tym jest też kobieta "kapłanem
bałwochwalstwa", ponieważ namawia mężczyznę do nieprawości oraz skłania
go do porzucenia prawdziwej wiary. Podobna jest w tym do wina, które powoduje
ten sam skutek. Człowiek, który oddaje się namiętnościom ciała, wznosi świątynię
bożkowi i zaniedbuje prawdziwego Boga dla bóstw diabelskich. Pelayo podaje w
tym względzie przykład Salomona, który miał najmniej siedemdziesiąt małżonek
i trzysta nałożnic. Oddając się rozwiązłości z tymi kobietami, składał jednocześnie
ofiary bożkom, których one czciły. Zdaniem Pelaya ten to właśnie zły przykład
naśladują chrześcijanie, którzy łączą się z Żydówkami lub muzułmankami. Do stałego
repertuaru epitetów określających kobietę należą: "bezrozumna", "krzykliwa",
"zmienna", "gadatliwa", "nieuczona", "chce
wszystkiego na raz", "swarliwa" i "złośnica". Pelayo
nakazuje kobietom okrywać sobie głowy "na znak podporządkowania i wstydu
z przyczyny grzechu, jaki kobieta, pierwsza z nich, sprowadziła do świata".
Autorzy innych tego rodzaju prac dodają, że kobiety pod pozorną pokorą kryją
temperament pełen pychy i niepoprawny, w czym podobne są do Żydów (!). Nastąpiło
tu zrównanie dwóch winowajców ludzkości: tych, które są winne śmiertelności
ludzi i tych, którzy są winni śmierci Chrystusa. Zarówno kobiety jak i Żydzi
nie są traktowani jako ludzie, zarówno jedne jak i drugich prawo w dużym stopniu
ogranicza, rodzi się też pogarda, jeśli nie nienawiść, zarówno do jednych jak
i do drugich. Wystarczy tu jedynie wspomnieć procesy o czary praktykowane aż
do XVIII w.
W XII w. Bernard de Morlas, mnich z Cluny, pisze: "Niewiasta jest złą r
z e c z ą, z ciała, ciałem samym." W ten sposób, sprowadzając ją do ciała,
odbiera jej wszelką podmiotowość. Zarzuca jej, że się "maluje, odmienia,
kładzie na się barwiczkę" i zaleca mężom, by trzymali swoje małżonki mocną
ręką. Pewien zaś uczony jezuita stwierdza, że literatura sakralna bardzo mało
wspomina o "prorokiniach Boga", podczas gdy prorokiń bożków było u
pogan krocie.
W średniowieczu modne było wyobrażenie zwane "Frau Welt" świadczące
o nierozerwalnym związku idei kobiecej piękności ze śmiercią. Było to przedstawienie,
najczęściej w postaci rzeźby, wyobrażające piękną kobietę o uśmiechniętej twarzy,
której często towarzyszył nadskakujący jej młodzieniec. Tył rzeźby przedstawiał
rozkładającego się trupa, pełnego robaków i pokrytego ropuchami. W starożytności
świadomość przemijania była zachętą do życia. Świadomość zagłady kazała rozkoszować
się wszelkimi jego urokami. W średniowieczu, którego głównym i ostatecznym wymiarem
było życie pozaziemskie, świadomość ta zaprawiona była melancholią. Z uwagi
na przeniesienie akcentu z teraźniejszości w przyszłość życie świeckie, nęcące
swym pozornym powabem, nie było w swej istocie niczym innym jak śmiercią, gdyż
zakładało odwrócenie się od jedynie prawdziwej formy życia - życia wiecznego,
którego dawcą i źródłem był Chrystus. Odcinało więc człowiekowi drogę do zbawienia,
oznaczając śmierć straszliwszą niż śmierć ciała, mianowicie zagładę duszy. Ilustrację
tego rodzaju poglądów znajduje Julian Krzyżanowski w czternastowiecznych Gesta
romanorum - zbiorze powiastek łacińskich. Jedna z nich zatytułowana Exemplum
quod debemus relinquere mundum opisuje rycerza, który ukochał życie świeckie.
Spotyka on na swojej drodze dziewicę piękną z przodu, a trupa z tyłu, która
przedstawia mu się jako życie świeckie.
Podobny charakter mają średniowieczne tańce śmierci. Śmierć jest w nich zawsze
przedstawiana w postaci szkieletu. Ciekawe jest jednak, że w niektórych z tych
utworów śmierć zwraca się do młodzieńca tonem kochanki, jak to ma miejsce we
wspomnianych przez Krzyżanowskiego Heures a l'usage de Rome z 1502 r. ; w innych
przybiera szaty wytwornej damy albo "fille de joie". Tego rodzaju
wyobrażenia uzasadniają poniekąd powszechne w tym czasie opinie, że kobieta
jest "chimerą (...). Ma nadobną powierzchowność; jej dotknięcie cuchnie,
jej towarzystwo jest śmiercionośne." Musiał je mieć w pamięci również Reymont,
kiedy pisał w Wampirze : "Piękność twoja to pozór, którym szatan przywodzi
cię do grzechu, to maska kryjąca cuchnącego trupa, więc ją znienawidź i daj
w pogardę samemu sobie."
W 1565 r. pewien cieszący się powodzeniem autor, Adam Schubert, w książce noszącej
tytuł Diabeł domowy zachęca mężów, by używali kija na małżonkę, zwłaszcza jeśli
jest ona "istnym demonem" (!). Ta sama "mądrość życiowa"
przejawia się również w cytowanych przez Delumeau przysłowiach, jak: "Zły
koń czy dobry, ostrogi w boki wbijasz, zła baba, dobra, ani rusz bez kija."
Przysłowia odzwierciedlają również związek między żywiołem kobiecym a światem
piekielnym: "Kobieta sztuki zgadła prędzej od diabła." Tego rodzaju
wierzenia ludowe potwierdza św. Tomasz z Akwinu twierdząc, że "diabły mogą
w formie inkubów i sukubów mieć stosunki płciowe z istotami ludzkimi."
W XVII w. Richelieu, zgodnie z poglądami Kartezjusza na zgubność namiętności
duszy, które przyciemniają rozum, stwierdza, że kobiety "działają podług
namiętności zajmujących zwykle miejsce rozumu w ich duszy." Współczesny
Richelieumu Pierre de Lancre, radca parlamentu w Bordeaux, a wcześniej kat w
Labourd, ma na temat kobiet inną teorię: "zwyczajnie są natury wilgotnej
i lepkiej. To, co mokre, burzy się łatwo i przyjmuje rozmaite odciski i postacie."
Obok wszystkich negatywnych charakterystyk tradycyjnie przypisywano kobiecie
również rolę pośredniczki ze względu na jej ambiwalentny charakter łączący w
sobie to, co ziemskie i to, co nadprzyrodzone. I tak Ewa działała jako pośredniczka
między człowiekiem a nadprzyrodzonymi siłami demonicznymi reprezentowanymi przez
węża-szatana. Jednakże swoista dwoistość kobiety - to połączenie podziwu i pogardy,
o którym była już mowa - sprawiała, że kobieta mogła pośredniczyć nie tylko
między światem ziemskim a nadprzyrodzonym pierwiastkiem zła, ale również między
człowiekiem a pierwiastkiem boskim. Taką pośredniczką była
Maryja. Z kolei Muzy, tradycyjne wyobrażenie inspiracji artystycznej, odgrywały
rolę pośredniczek pomiędzy artystą a ideałem estetycznym, którego poszukiwał.
Pierre Mabille czynił z kobiety, według archaicznej tradycji, pośredniczkę między
człowiekiem a całym kosmosem, jednocześnie wróżkę i czarownicę.
Jednocześnie więc, jakby na przekór wszystkim opiniom widzącym w kobiecie zło
absolutne, które należy piętnować, istniał w tradycji nurt sublimacji postaci
kobiecej. To samo średniowiecze, którego Kościół tak chętnie widział w kobiecie
sprawczynię wszelkich nieszczęść i tak energicznie nastawał na jej niezależność,
to średniowiecze, które wydało Fabliaux, gdzie zdania typu: "femme est
faite pour tromper: mensonge devient vérité et vérité devient mensonge"
są nader częste, to samo średniowiecze zrodziło również amour courtois. Niektórzy
badacze literatury widzą w sposobie postępowania rycerza wobec swojej damy odwrócenie
naturalnego - opierającego się na interpretacji Biblii, ale, jak to próbowano
od zawsze udowodnić, uzasadnionego naturą - porządku rzeczy. Chodzi mianowicie
o zachwianie nakazanego Biblią stosunku między kobietą a mężczyzną ("mąż
twój będzie panował nad tobą" (Rdz.3,16)) oraz między Bogiem a człowiekiem.
Jeśli bowiem przyjmiemy, że kobieta była traktowana jak bóstwo, miłość dworska
byłaby przekroczeniem pierwszego przykazania ("Nie będziesz miał bogów
cudzych przede mną"). Psychoanalitycy natomiast, jak Karen Horney, skłonni
są przypuszczać, że nawet gloryfikacja kobiet, jaka się dokonuje poprzez zasady
miłości dworskiej, ma swoje korzenie nie tyle w męskim pragnieniu miłości, co
w chęci ukrycia swego lęku przed kobietą. Mężczyzna może wtedy przekonywać sam
siebie, że nie ma sensu lękać się istoty tak cudownej, tak pięknej, ba, tak
świętej.
Jakiekolwiek by nie były zdania badaczy na temat genezy i funkcjonowania miłości
dworskiej, pozostaje faktem, że dopracowała się ona własnego kodeksu postępowania
i wywierała głęboki wpływ na mentalność aż do czasów współczesnych. Jednakże
miłość dworska w żaden sposób nie przekreśliła tendencji do deprecjonowania
kobiety w naszej kulturze. Do dziś to, co uważane za niższe, karygodne, określane
jest jako kobiece, np. kobieca tkliwość, natomiast to, co u kobiet jest wybitne,
określane jest jako męskie.
Podsumowując ten krótki przegląd poglądów na naturę i rolę pierwiastka kobiecego
w kulturze podkreślmy raz jeszcze ambiwalentny charakter kobiety. W jej wizerunku
odnajdujemy dwoistość związaną z tym, że łączy on w sobie sfery krańcowo różne,
a więc moc tworzenia (życie) i moc niszczenia (śmierć), sferę ziemską (jest
kobieta niewątpliwie stworzeniem z krwi i kości) i nadprzyrodzoną (bywa demonem),
pierwiastek zła i pierwiastek świętości. Ponadto kobieta nie tylko sama w sobie,
w swojej naturze jest dwoista, ale dwoisty jest również stosunek do niej otaczających
ją mężczyzn. Jest on złożony z jednoczesnego ruchu przyciągania i lęku, ubóstwienia
i pogardy. Bardzo istotna jest ta dwoistość, nieoznaczoność, niedefiniowalność
kobiecej natury, gdyż zaważy ona na trudności dookreślenia statusu kobiety w
kulturze. Brak jednoznaczności w jej ujęciu ma też inną konsekwencję. Oto kobieta
może być inkarnacją (alegorią) każdej, najsprzeczniejszej idei.
Zanim przejdziemy do opisu postaci kobiecej w literaturze fantastycznej, musimy
najpierw odpowiedzieć na pytanie, czym jest literatura fantastyczna. Jako pewnik
bez konieczności dowodzenia przyjmiemy, że Rękopis znaleziony w Saragossie jest
powieścią prymarnie fantastyczną (prymarnie, ponieważ nie da się jednoznacznie
przypisać jej do jakiejkolwiek kategorii). Jako taką opisują tę powieść badacze,
do których będziemy się w niniejszym rozdziale odwoływać, m. in. Roger Caillois,
Tzvetan Todorov czy Kathryn Bulver.
Pierwsze studium dotyczące literatury fantastycznej ukazało się w 1830 roku
i jest autorstwa Charles'a Nodiera. Traktuje on jako fantastyczne wszystko to,
co przeciwstawia się realizmowi. Inni badacze skłonni są traktować jako fantastyczny
każdy tekst, który zawiera jakiekolwiek elementy cudowności, a mianowicie: baśnie
czarodziejskie, Odyseję, Opowieści tysiąca i jednej nocy, Dantego, Szekspira,
Perraulta i in. Literaturze fantastycznej poświęcili też uwagę Guy de Maupassant
oraz Zygmunt Freud. Z nowszych opracowań należy wymienić pracę Louisa Vaxa,
dla którego "l'appréhension simultanée de l'attrait et de la répulsion
constitue l'ambivalence de la sexualité comme du fantastique". Ciekawe,
że jego wnioski są zbieżne z tymi, które zostały sformułowane dla scharakteryzowania
natury pierwiastka kobiecego w poprzednim rozdziale. Inną definicję literatury
fantastycznej podaje Jean Bellemin-Noël. Jego zdaniem fantastyczność polega
na pojawieniu się w realistycznym świecie powieściowym czegoś, co - według powszechnej
świadomości - jest w tym świecie nie do przyjęcia.
Wyczerpujące studium literatury fantastycznej dał Tzvetan Todorov w swojej pracy
zatytułowanej Introduction a la littérature fantastique. Głównym wyznacznikiem
powieści fantastycznej według niego jest wahanie (hésitation). Jest to niepewność
bohatera - a razem z nim i czytelnika - co do natury tego, co mu się przytrafia,
wahanie, czy wypadki należy tłumaczyć w sposób racjonalny, czy też widzieć w
nich działanie sił nadprzyrodzonych. Wahanie to zaznacza się w języku powieści
poprzez zastosowanie retoryki dwuznaczności, tj. użycie w tekście francuskim
(a z takim mamy właśnie do czynienia w przypadku Rękopisu...) tzw. l'imparfait
de la modalisation. Są to zwroty wprowadzające, które, nie zmieniając sensu
zdania, zmieniają relację między podmiotem wypowiedzi a samą wypowiedzią, jak:
il me semblait (wydawało mi się), je croyais (sądziłem) itp. Taką funkcję pełni
również wyrażenie być może.
Żeby mogło mieć miejsce wahanie ze strony czytelnika, musi on utożsamić się
z bohaterem i czytanym tekstem. Będziemy więc mieć do czynienia z mistycznym
stylem lektury. Odrzuca zatem Todorov interpretację alegoryczną oraz poetycką,
czyli autoreferencjalną, tzn. nie przyjmuje, że powieść tego rodzaju to tylko
słowa nie odnoszące się do żadnej rzeczywistości. Identyfikacji czytelnika z
bohaterem pomaga fakt, że narracja w powieści fantastycznej jest zawsze pierwszoosobowa.
Jest to więc fantastyka subiektywna. Bohater i utożsamiający się z nim czytelnik
wahają się między realnością a iluzorycznością. Todorov wyjaśnia to następująco
: "on doutait non que les événements fussent arrivés, mais que notre compréhension
en ait été exacte."
Todorov wyróżnia dwa typy powieści fantastycznych. Do pierwszego typu, nazwanego
l'étrange (zsubstantywizowany przymiotnik : dziwny), zalicza takie powieści,
których niesamowite wydarzenia znajdują na końcu swoje racjonalne wyjaśnienie.
Jako przykłady ilustrujące ten typ wymienia powieści Ann Radcliffe i Clary Reeves.
Drugi typ, zwany le merveilleux (zsubstantywizowany przymiotnik: cudowny), polega
na tym, że autor nie podaje racjonalnego wyjaśnienia opisywanych, nadzwyczajnych
wydarzeń. Ten typ reprezentują, według Todorova, Horace Walpole, Matthew Gregory
Lewis oraz Maturin. Jeśli chodzi o gotyk, to nie zalicza go wcale do literatury
fantastycznej. Według poczynionych wyżej rozróżnień Rękopis znaleziony w Saragossie
należy do typu literatury fantastycznej zwanego étrange i tak właśnie kwalifikuje
go Todorov, zauważając wszakże, że racjonalne rozwiązanie opisywanych w powieści
wydarzeń jest całkowicie pozbawione wewnątrzpowieściowego prawdopodobieństwa
i że rozwiązanie uciekające się do sfery nadprzyrodzonej byłoby bardziej uzasadnione
wewnętrzną logiką tekstu.
Podsumowanie wszystkich teorii dotyczących literatury fantastycznej przynosi
cytowana już książka Kathryn Bulver. Według niej literatura fantastyczna charakteryzuje
się wkroczeniem w kadr zwyczajnej rzeczywistości czegoś, co normalnie jest nie
do przyjęcia; spowodowanym dwuznacznością tekstu wahaniem między wyjaśnieniem
racjonalnym a nieracjonalnym; strachem lub niepokojem odczuwanym przez jednego
lub kilku bohaterów oraz przez utożsamiającego się z nimi czytelnika. Nie bez
powodu Bulver konstruuje taką definicję. Jej zdaniem to właśnie pierwiastek
kobiecy reprezentuje w tekście fantastycznym to, co nie do przyjęcia i, dzięki
niejednoznacznej naturze postaci kobiecej w tekście, przyczynia się do wahania
(l'hésitation), które Todorov uznał za wyznacznik gatunku. Bulver pisze: "le
féminin représente, pour les auteurs masculins qui ont écrit la majorité des
textes fantastiques canoniques, l'objet fantastique idéal, un locus pour l'ambiguité
du fantastique aussi bien que représentante de l'Autre : les pôles négatifs
et positifs du surnaturel." Również Roger Caillois uważa postać kobiecą
za niezbędny składnik literatury fantastycznej. Jednoczy ona tematy: uwiedzenia,
śmierci lub groźby śmierci, nadprzyrodzoności.
Kobieta w interesującym nas gatunku przedstawia się jako pośredniczka między
bohaterem a szatanem albo jako sam diabeł pod postacią pięknej kobiety. Kathryn
Bulver widzi w tym obrazie kobiety fantastyczną wersję femme fatale. Do analizy
postaci kobiecej wprowadza autorka pojęcia sacrum i profanum. To ostatnie jest
definiowane jako wszystko to, co ludzkie, realne. Narrator-mężczyzna każdej
powieści fantastycznej sytuuje najpierw realne miejsce, w którym się dzieją
opisywane wydarzenia i realny czas akcji. Dopiero w tak przedstawiony świat
wkracza pierwiastek żeński. On to właśnie reprezentuje sacrum, czyli to, co
nie do przyjęcia, nadprzyrodzoność boską lub diaboliczną albo obie na raz. Bulver
zalicza tak przedstawiony pierwiastek kobiecy do sfery sacrum, ponieważ według
definicji, którą się posługuje, sacrum jest wszystko to, co łączy w sobie misterium
tremendum, tj. strach przed niezrozumiałym oraz misterium fascinans, tj. przyciąganie
przez to samo niezrozumiałe. Mamy tu więc do czynienia z tą samą ambiwalencją,
którą obserwowaliśmy w poprzednim rozdziale.
Dwoistość postaci kobiecej w literaturze fantastycznej polega również na tym,
że łączy ona piękność ze śmiercią. Piękność tych kobiet jest zawsze doskonała,
jak gdyby nadprzyrodzona, pochodząca z innego świata. Jednocześnie pociąga ona
za sobą rozkład, zgniliznę i śmierć. Jest więc kobieta istotą dwuznaczną. Piękna,
ale pięknością częstokroć śmiercionośną, obrazuje ona ambiwalencję mężczyzny
w stosunku do kobiety. Ambiwalencję istniejącą we wszystkich kulturach i wyrażającą
się podwójną postawą przyciągania i odrazy, pożądania i strachu.
W sztuce uwodzenia kobieta-demon, podobnie jak diabeł, posługuje się przebraniem,
by ukryć swoje prawdziwe zamiary. Jej celem bowiem - jak i celem szatana - jest
doprowadzenie swojej ofiary do zguby tak, by się ona tego nie domyśliła. Miłość
kobiety-demona jest miłością śmiercionośną. Obiecuje ona rozkosze, by w ostateczności
zabić bohatera. W pewnej mierze jest kobieta w literaturze fantastycznej pośredniczką:
między mężczyzną a sferą nadprzyrodzoną (sacrum), między mężczyzną a tym, co
demoniczne, między mężczyzną a śmiercią.
Celem uwodzenia przez kobietę-demona w literaturze fantastycznej jawi się przekonanie
bohatera, by postąpił za nią do grobu. Jest to więc rodzaj inicjacji, wtajemniczenia
go w śmierć. Dzieje się tak dlatego, że erotyczne połączenie z kobietą demonem,
którego w pewnym momencie pragnie bohater, reprezentuje połączenie między "ja"
i "innym", połączenie prowadzące do unicestwienia "ja",
czyli do śmierci bohatera. Podobne skojarzenie miłości fizycznej i śmierci ma
miejsce w mitologii germańskiej. Istnieje tam słowo Liebstod, czyli "miłość-śmierć",
które odnosi się do wydania na śmierć króla podczas jego małżeństwa (i, co za
tym idzie, skonsumowania tego małżeństwa) z Boginią albo Walkirią, która w następstwie
zabiera go do nieba. Bogini czy też Walkiria jest istotą ze sfery sacrum, król
natomiast reprezentuje najwyższy szczebel władzy ziemskiej. W ten sposób sugerowane
jest unicestwienie profanum w połączeniu z sacrum. Dla mężczyzny - bohatera
powieści fantastycznej - to właśnie kobieta (połączenie z pierwiastkiem żeńskim)
stanowi zagrożenie.
Georges Bataille w książce zatytułowanej Erotyzm podkreśla związki między erotyzmem
a strachem, dokładniej strachem przed śmiercią. Według niego życie łączy się
z nieciągłością istnienia, podczas gdy śmierć sugeruje jego ciągłość. Ta ciągłość
odnaleziona w śmierci może się przejawiać w "śmiercionośnym połączeniu"
oraz w "rozpadzie istnień" podczas aktu seksualnego. Fascynacja śmiercią,
która ma miejsce podczas przejścia z postawy normalnej do pożądania, podkreśla
jeszcze związek między seksualnością a śmiercią, a tym samym między kobietą
a śmiercią, ponieważ podmiot męski widzi właśnie w kobiecie obiekt swojego pożądania.
Bataille uznaje sferę erotyczną za należącą do sacrum, dokładniej, sytuującą
się w jego biegunie negatywnym bądź demonicznym. W naszej fallocentrycznej kulturze
jest oczywistym, że z punktu widzenia mężczyzny aspekt przerażający erotyzmu
reprezentowany jest przez żeńskiego partnera związku.
Przerażający obraz kobiety rodzi się ze strachu mężczyzn przed kobietami. Freud
w Le Tabou de la virginité określa postawę mężczyzn wobec kobiet słowem Scheu.
Obejmuje ono potrójny sens: nieśmiałości, fascynacji i strachu. Tę postawę Freud
uzasadnia faktem, że kobieta różni się od mężczyzny, a różnica ta jest dla niego
niezrozumiała, tajemnicza i dziwna. O dwóch władzach, męskiej i żeńskiej, Julia
Kristeva pisze: "le masculin, en apparence vainqueur, avoue dans son acharnement
meme contre l'autre, le féminin, qu'il est menacé par une puissance asymétrique,
irrationnelle, rusée, incontrolable." Według niej, z męskiego punktu widzenia,
kobiecość kojarzy się z tym, co godne pogardy, z tym, co jest zewnętrzne wobec
"ja".
Identyfikacja pierwiastka żeńskiego z Innym - z sacrum, z tym, co nadprzyrodzone
lub nie do przyjęcia, a pierwiastka męskiego z "ja" - z tym, co znane,
codzienne i do przyjęcia, czyli profanum, prowadzi Bulver do konstatacji, że
ich wzajemne relacje należy rozpatrywać jak te, które zachodzą między sacrum
a profanum, to znaczy za pomocą tabu. Słowo tabu obejmuje dwa znaczenia na pozór
przeciwstawne. Z jednej strony opisuje istoty bądź rzeczy poświęcone lub boskie,
z drugiej odnosi się do tego, co niepokojące, niebezpieczne, zabronione, nieczyste.
Związek między sacrum a tabu jest jednokierunkowy: to, co sacrum jest tabu,
ale to, co tabu niekoniecznie musi być sacrum.
Inny aspekt sacrum - strach przed zarażeniem - jest również jednym z aspektów
pierwiastka kobiecego. Mężczyzna boi się zarażenia przez kobiecość, osłabienia
przez kobietę. To zarażenie mężczyzny przez kobietę może się przejawiać w feminizacji
mężczyzny. Kiedy kobieta, tradycyjnie widziana jako pasywna i poddana mężczyźnie,
zdoła go zdominować, mamy wtedy do czynienia - według Bulver - z kobietą kastrującą
(femme castratrice) , która odbiera mężczyźnie jego męską władzę. Prototypem
kobiety kastrującej byłaby Omfala.
Tak przedstawiają się poglądy na istotę pierwiastka kobiecego w literaturze
fantastycznej. Podkreślmy raz jeszcze jego dwoisty charakter zawierający się
w niepewności co do natury kobiecej w powieściach fantastycznych oraz w jednoczesnym
ruchu przyciągania i strachu, a także w związku miłości kobiety demona ze śmiercią.
To, co zostało powiedziane w poprzednim rozdziale na temat postaci kobiecej
w literaturze fantastycznej, można odnieść również do Rękopisu znalezionego
w Saragossie. Nie będzie więc naszym zadaniem udowadnianie po raz kolejny
faktu dwoistości postaci kobiecej, który przyjmiemy jako oczywisty. Postaramy
się go jednak uzupełnić.
Istotność liczby dwa oraz różnorodność układów dwójkowych w Rękopisie znalezionym
w Saragossie zauważył Jean Fabre. Pojawiają się one w formie rozdwojenia
lub podwojenia, lub jako kombinacja obu tych form. Wystarczy zauważyć, że wszyscy
bohaterowie, z wyjątkiem głównego, jako biorący udział w wielkiej mistyfikacji,
obdarzeni są podwójną tożsamością. Te same zasady rozdwojenia i/lub podwojenia
dotyczą również postaci kobiecych. Ciekawym jest, że dwoistość postaci kobiecej,
o której była mowa w poprzednich rozdziałach, bardzo często rozkłada się w powieści
na dwie kobiety, które zawsze występują w nierozłącznej parze i - stanowiąc
swoje przeciwieństwa - równocześnie się uzupełniają. Innymi słowy, fizycznemu
podwojeniu towarzyszy rozdwojenie w sferze mentalno- psychologicznej. Postaramy
się bliżej przyjrzeć temu zjawisku, analizując kobiece duety pojawiające się
w Rękopisie..., najpierw te, w których bohaterki występują w stosunku
do siebie równorzędnym, potem te, w których status bohaterek nie jest jednakowy,
by następnie odnaleźć inne cechy podwójności. Naszą charakterystykę rozpoczniemy
jednak od przeciwstawienia podwójności jedności.
Jeżeli dwójka dominuje w przedstawianiu postaci kobiecych, to na tym większą
uwagę zasługuje fakt pojawienia się kobiety niezespolonej w żaden sposób parą
z inną kobietą. Dlatego właśnie uznaliśmy za ważne przeciwstawienie par, o których
mowa będzie niżej, przypadkowi Rebeki, któremu poświęcony zostanie odrębny podrozdział.
W stosunku wzajemnej równorzędności pozostają postaci kobiece reprezentujące
siostry, kuzynki lub też kobiety zajmujące tę samą pozycję społeczną. Najpełniejszym
przedstawieniem takiej relacji jest obraz Eminy i Zibeldy. Są one dwiema siostrami,
których charaktery na tyle kontrastują ze sobą, że można by powiedzieć, iż mamy
tu do czynienia z jedną duszą rozdzieloną na dwa ciała. Po raz pierwszy pojawiają
się one przed Alfonsem ubrane po mauretańsku i trzymając się za ręce (D.1,21)
, co jest symbolem ich całkowitej unii, gdyż nigdy żadnej z nich nie ujrzymy
samej. Kobiety te, nawet poprzez swój wygląd zewnętrzny, kontrastują ze sobą
i jednocześnie się uzupełniają: "Każda z nich była w odmiennym rodzaju
doskonałą pięknością. Jedna wysoka, smukła, olśniewająca, druga zaś łagodna
i bojaźliwa. Kibić i rysy starszej na pierwszy rzut oka zadziwiały regularnością.
Młodsza była bardziej ujmująca i zachwycała drobnymi usteczkami i niezwykłym
blaskiem oczu, ocienionych długimi, jedwabnymi rzęsami."(D.1,21)
Emina - starsza o dwa lata od siostry - jest w przeciwieństwie do tej ostatniej
bardziej nakierowana na rozum, poważniejsza i rozsądniejsza. Ona to wiedzie
prym jeśli chodzi o rozmowę, zwłaszcza poważną, nie traci głowy, kiedy wydarza
się coś nieprzewidzianego, jak w przypadku, gdy siostry dowiadują się, że medalion
zawieszony na szyi Alfonsa zawiera fragment prawdziwego krzyża. Zibelda blednie
i nie wie, co ma odpowiedzieć; rozsądna Emina ratuje ją z opresji swoim wyjaśnieniem
przestrachu towarzyszki (D.1,23). To również Emina opowiada Alfonsowi historię
Afrykanek. Reprezentuje więc ona władzę słowa i rozumu. Jest też Emina bardziej
powściągliwa niż siostra, nie tylko jeśli chodzi o wyrażanie uczuć, które ogranicza
do rzucania "wejrzeń pełnych uczucia" lub brania za rękę (D.1,23),
ale również w zwykłych zachowaniach. Podczas pierwszego spotkania, przygotowując
się do opowiadania historii muzułmanek, Emina siada przy Alfonsie, podczas gdy
Zibelda pozwala sobie na to, by się obok niego położyć (D.1,23).
Zibelda dochodzi do głosu zawsze wtedy, gdy idzie o uczucia. Jest bardziej wylewna
od swej opanowanej siostry. Już podczas pierwszego spotkania ściska Alfonsa
w objęciach (D.1,26). Kiedy Emina ośmiela się spojrzeć na ukochanego "czułymi
oczyma", jej siostra zarzuca mu ręce na szyję (D.29,330). I nawet jeśli
Eminie zdarzy się ulec impulsowi namiętności i "czule uściskać" kochanka,
Zibelda zawsze posuwa się dalej, a mianowicie do złożenia na ustach Alfonsa
"tkliwego pocałunku" (D.1,30). Tę przeciwstawność temperamentów swoich
kochanek zauważył również i sam Alfons: "Zibelda, która nie przeszkadzała
siostrze, ile razy rozmowa toczyła się o rzeczach poważnych - odbierała swoje
prawa, gdy następowała chwila uczucia. Okryty byłem przymilaniami, pochlebstwami
i zadowolony z siebie i z drugich." (D.4,60) Gdzie indziej powie jeszcze:
"Zachwycała mnie poważna piękność Eminy i lube szczebiotanie jej siostry."
(D.5,70)
Emina kieruje się w swoich ocenach i postępowaniu zasadami wynikającymi z rozumu.
Pojęcie cnoty nie jest jej obce. Dla Zibeldy natomiast główną wartością, odniesieniem
i motorem postępowania jest namiętność. Oto jak obie siostry komentują historię
Zota: "Emina utrzymywała, że odwaga wtedy tylko zasługuje na nasz szacunek,
kiedy jest użyta na poparcie zasad cnoty. Zibelda dodała, że można było pokochać
małego szesnastoletniego rozbójnika." (D.6,84) Nawet w ich codziennych
zatrudnieniach rysuje się przeciwstawność temperamentów i upodobań. Zatrudnienia
Eminy są poważne, natomiast jej siostra oddaje się płochościom wynikającym z
chęci podobania się. Dzień siódmy rozpoczynają dziewczęta następująco: "Emina
czytała Koran, Zibelda zaś przymierzała perły i szale." (D.7,85)
Stanowią więc obie siostry ilustrację odwiecznego konfliktu między namiętnościami
a rozumem. Ten ostatni, reprezentowany tutaj przez Eminę, był zwykle (w szczególności
w wieku osiemnastym) pozytywnie wartościowany. Oto co pisze na ten temat Madame
de Genlis w powieści Adele i Teodor, czyli listy o edukacji: "I tak widziałaś
- mówi matka Adeli do córki - że Richardson (który bez wątpienia miał głęboką
wiadomość serca ludzkiego) strzegł się zawsze, aby Klaryssę nie wystawił pogrążoną
w namiętności, nawet podówczas, gdy sobie podchlebnie wystawiała charakter Lovelaca,
nie unosiła się ku niemu innym czuciem prócz czucia przekładającej go nad innych
skłonności, a nigdy ani na chwilę miłością. A jednak maluje ją z sercem najtkliwszym;
że jednak wystawił opatrzoną w gruntowne maksymy, w rozum wysoki, w imaginację
porządną, pokazał, że się w niej nigdy zająć nie mogło czucie wtenczas tylko
napełniające serce, gdy głowę zawraca, a od którego rozum zawsze obroni osobę
rozsądną i umiejącą władać sobą samą." W przypadku Rękopisu znalezionego
w Saragossie wartościowanie nie istnieje. Obie siostry są umieszczone na jednym
poziomie i traktowane jednakowo. O ich równości świadczy również fakt, że podczas
spotkań z Alfonsem plasują się one równolegle po obu stronach kochanka, co -
jak zobaczymy niżej - nie jest szczegółem bez znaczenia.
Istotną cechą stosunku obu kobiet jest ich wzajemna, nierozerwalna łączność,
która datuje się już od ich dzieciństwa. Dziewczęta wszystko robią wspólnie
i zawsze są razem. "Płakałyśmy, gdy chciano nas chociaż na chwilę rozdzielić.
W dzień bawiłyśmy się przy jednym stoliku, a w nocy podzielałyśmy jedno posłanie"
(D.1,24) - mówi Emina. Ich nierozłączność posunięta jest do tego stopnia, że
wiadomość o tym, iż mają być rozdzielone poprzez małżeństwa z dwoma różnymi
mężczyznami, doprowadza je do "najgwałtowniejszej rozpaczy" (D.1,26),
a uspokajają się dopiero po obietnicy poślubienia jednego i tego samego małżonka.
Nie ma w nich ani odrobiny zazdrości: pragnienia jednej są też pragnieniami
drugiej, szczęście jednej jest też szczęściem drugiej. Zibelda wyznaje przed
Alfonsem: "Jakże byłabym szczęśliwa, gdybym, widząc cię na łonie Eminy,
mogła także nazywać się twoją małżonką!" (D.1,26) Również w pojęciu Alfonsa
obie kobiety są nierozdzielnie ze sobą złączone. W dniu dwudziestym dziewiątym
wyznaje im: "Powszechnie utrzymują, że można kochać prawdziwie tylko jedną
kobietę - jest to błąd bez wątpienia, gdyż ja kocham was zarówno obie. Serce
moje bynajmniej was nie rozdziela, obie razem wspólnie nad nim panujecie."
(D.29,330) Traktuje je więc jak gdyby były jedną kobietą, nie czyniąc między
nimi różnicy.
Opisane wyżej cechy ich wzajemnej relacji dowodzą, że obie te kobiety zostały
przedstawione w taki sposób, jak gdyby stanowiły zupełną jedność. Ożywiane są
tymi samymi pragnieniami, wszystkim się dzielą i nigdy się nie rozstają. Ich
dusze są złączone tak bardzo, że zdaje się, jak gdyby obie miały jedną i tę
samą duszę, jak gdyby były jednym. Mamy więc do czynienia z dwiema istotami,
które
osiągnęły ze sobą absolutne zjednoczenie. Spostrzeżenie to potwierdzają słowa
Eminy: "Dusze nasze zdawały się razem zlewać i doskonalszego szczęścia
nie pojmowałyśmy"(D.1,25). W dniu trzydziestym szóstym, w którym Żyd Wieczny
Tułacz relacjonuje wierzenia Egipcjan, pojawia się zdanie (skrócone w wersji
polskiej o część, która nas interesuje) dotyczące Boga i związanej z nim teorii
liczb. W wersji francuskiej interesujący nas fragment brzmi następująco: "...le
Grand Etre (...) offre une forme (...) simple (...), lorsque l'âme, entierement
purifiée, s'éleve au-dessus de tous les nombres et meme du binaire si voisin
de l'unité" (J.36,397). Podwójność jawi się więc u Potockiego jako zbliżona
do jedności, co jeszcze bardziej uzasadnia nasze twierdzenia o jedności Eminy
i Zibeldy.
Żeby skłonić Alfonsa do złamania słowa danego swoim kochankom, Paszeko opowiada
przygodę z Kamillą i Inezillą. Jest to powtórzenie w wersji uproszczonej i tendencyjnej
historii Alfonsa z Eminą i Zibeldą, dlatego w przypadku Kamilli i Inezilli można
też mówić o stosunku równorzędności. One również są siostrami o przeciwstawnych
temperamentach (bo trudno tu mówić o charakterach). Kamilla jest zalotna i namiętna
natomiast jej siostra odznacza się skromnością (D.2,35). Jest to właściwie wszystko,
czego się o nich dowiadujemy. Nie wystarczy to więc, by móc określić ich wzajemną
relację uczuciową. Jedno jest pewne: stosunek równorzędności polegający na całkowitym
zespoleniu przestaje tu obowiązywać. Nie tylko dlatego, że narrator obiera swoje
bohaterki z wszelkich uczuć, nie dając żadnej z nich dojść do głosu, by mogła
opowiedzieć swoją historię tak, jak uczyniła to Emina. Różnica polega przede
wszystkim na stosunku do nich obiektu ich pożądania. Otóż Alfons nie rozdziela
swoich kochanek, nie musi wybierać między jedną a drugą. Jego dwie kochanki
są jak gdyby jedną. Role Kamilli i Inezilli są natomiast wyraźnie podzielone.
Oto Paszeko jest kochany przez Kamillę, sam zaś kocha Inezillę. Nie może więc
być mowy o takiej jedności jak w przypadku Eminy i Zibeldy.
Dochodzą natomiast do głosu, żeby zdać sprawę ze swoich uczuć, dwie córki pani
Santarez z historii Błażeja Hervasa - Celia i Zorilla. Podobnie do Eminy i Zibeldy
one także kochały się już od dzieciństwa: "Od czasu naszego urodzenia żadna
chmurka nie zasępiła naszych wzajemnych uczuć. Miłość więcej niż sama krew nas
łączyła." (D.51,514) Jednakże w ich wzajemne uczucia wkrada się zazdrość
(nieznana Eminie i Zibeldzie) spowodowana przybyciem do ich domu Hervasa. I
to żeby jej uniknąć, a nie z naturalnej skłonności dzielenia się wszystkim,
proszą one kochanka, by nie rozdzielał ich w swoich pieszczotach i kochał obie
jednakowo: "Przyrzeknij obie nas zarówno kochać i zarówno dzielić między
nas twoje pieszczoty." (D.51,514) W ich wzajemnym stosunku można się też
doszukać elementu zjednoczenia. Po tym, jak dziewczęta zwalczyły w sobie zazdrość,
"zbliżyły [się ich] serca." (D.51,514) One także pojawiają się na
kartach powieści razem stanowiąc przeciwwagę dla matki, z którą wspólnie tworzą
trójkę kochanek Hervasa. Błażej przeciwstawia ich młodość i niedojrzałość rozwiniętym
wdziękom ich matki - kobiety zaledwie trzydziestoletniej (D.51,510). Jednakże
opozycja ta nie zawsze jest obowiązująca. Mamy tu bowiem bardziej do czynienia
z trójką niż z dwójką. Poza tym dziewczyny nie zawsze występują razem, na przykład
Błażeja odwiedzają oddzielnie: "Każda z nich zjawiała się osobno"
(D.51,511). Stosunek Celii i Zorilli realizuje w pewnym sensie układ dwójki
połączonej w jedność, ale w sposób bardzo niedoskonały i z wieloma odchyleniami.
O kolejnej parze sióstr opowiada historia Zota. Chodzi tu o matkę i ciotkę bohatera.
Ich stosunek - daleki od jedności - polega na wzajemnej rywalizacji. Obie łączy
to samo pragnienie: prześcignąć siostrę w bogactwie i prestiżu. Ich poczynania
odbijają się na dobrym samopoczuciu, honorze oraz sakiewce ich mężów. Historia
matki Zota czerpie motywy z opowieści wezyra przeznaczonej dla Szeherezady w
Księdze tysiąca i jednej nocy. Chodzi o opowieść o ośle, wole i gospodarzu,
która pokazuje, jak należy postępować ze zbyt ciekawską (ogólnie uciążliwą)
żoną. W odróżnieniu od arabskiego oryginału Potocki wprowadza postać siostry,
jakby nie mogąc zostawić żadnej kobiety bez jej dopełnienia, bez pary. W Rękopisie...
również, Zoto-ojciec "nie ma serca ukarać własnej żony" (D.5,67),
jak czyni to bohater opowieści z Tysiąca i jednej nocy.
W historii matki Zota i jej siostry mamy do czynienia nie tyle z dopełnianiem
się, co z równoległością. Równoległość ta przejawia się w postępowaniu obu bohaterek:
jeśli jedna ma kolczyki i łańcuszek, druga również musi je mieć, podobnie ze
szpilką, lokajem i szopką. Równoległość można też odnaleźć w ich charakterze
- obie są niesłychanie próżne. Zoto następująco opisuje swoją matkę: "Matka
moja, o ile pamiętam, była nadzwyczaj dobra i często płakała, myśląc o niebezpieczeństwach,
na jakie się jej małżonek naraża; niedługo jednak wystąpienie w jakim ubiorze
lub klejnocie, na przekór siostrze lub sąsiadkom, osuszało jej łzy." (D.6,73)
Opowieść o matce i ciotce Zota jest pozbawiona elementu erotycznego. Dzieje
się tak być może ze względu na osobę narratora - syna. Chociaż, gdyby wierzyć
plotkom z epoki przypisującym Potockiemu związki ze swoją matką, siostrą i teściową,
opowieść o relacji miłosnej między matką a synem nie byłaby u tego autora szokująca.
Co ciekawe, obok wielu opisów związków kazirodczych, nie ma w Rękopisie... takiego
związku między matką a synem.
Dwie siostry są również wzmiankowane w historii Frasquety Salero. Siostra Frasquety
- Dorota została tu wprowadzona jakby prawem kontrastu z zalotną narratorką.
Frasqueta, wbrew napomnieniom matki, całymi dniami przesiaduje w oknie. Matka,
żeby ją do tego zniechęcić, stawia jej za przykład starszą siostrę: "Bądź
skromna i poważna jak twoja siostra, inaczej nigdy nie znajdziesz męża."
(D.35,385) Postać Doroty ma za zadanie wykpienie tego rodzaju przepisów godnego
zachowania panien na wydaniu, ponieważ okazuje się, że: "Matka myliła się,
gdyż moja siostra dotąd jeszcze jest panną, ja zaś już przeszło od roku mam
męża." (D.35,385)
Interesującym przypadkiem podwójności jest para: dziewczyna - jej odbicie w
lustrze. Orlandyna z historii Tybalda de la Jacquiere oddaje się kontemplacji
swego lustrzanego odbicia i zdaje się odnajdować w zwierciadle drugą, podobną
sobie dziewczynę: "Czasami wyobrażałam sobie, że widzę w zwierciadle towarzyszkę,
w moim wieku, która odpowiada na moje poruszenia i dzieli moje uczucia. Im więcej
oddawałam się złudzeniu, tym bardziej ta igraszka mnie bawiła." (D.10,119)
Ten rodzaj podwójności - z samej swojej natury - charakteryzuje się absolutną
równoległością. Ponadto opiera się on na imaginacji i iluzji, w związku z czym
można by powiedzieć, że w planie wyobraźni mamy do czynienia z rozdwojeniem
jednej i tej samej osoby.
Do omawianej kategorii par można również zaliczyć córki naczelnika Cyganów,
tak z daleka podobne do Eminy i Zibeldy, że Alfons niejednokrotnie ulega złudzeniu,
iż widzi swoje kuzynki. Z bliska jednak: "wcale nie były podobne do moich
kuzynek" (D.12,132). Ich jednoczesne podobieństwo i niepodobieństwo do
kochanek Alfonsa sprawia, że są one w jakiś sposób z nimi kojarzone. Jednakże,
oprócz tego, że pojawiają się one tylko razem, niewiele więcej możemy o nich
powiedzieć. Nie znamy nawet ich imion (być może dlatego, by podtrzymać złudzenie
Alfonsa - a z nim i czytelnika - co do tożsamości Cyganek z Eminą i Zibeldą).
Pewnym rodzajem równoległości w stosunku do historii Eminy i Zibeldy jest
fakt pojmowania przez jednego mężczyznę dwóch kobiet za żony. Dzieje się tak
w przypadku matek obu córek Avadora. Naczelnik Cyganów, nie mogąc się zdecydować
na wybór pomiędzy Quittą i Zittą, gdyż "obie były zachwycające" (D.61,599),
ożenił się z obiema. Zresztą nie było to problemem, ponieważ - wedle słów obu
kobiet - wielożeństwo jest u Cyganów dozwolone i, by się ono dopełniło, nie
potrzeba żadnej ceremonii religijnej. Obrządku religijnego nie potrzebowały
też Emina i Zibelda, żeby móc nazywać Alfonsa swoim mężem, a on obie kobiety
swoimi małżonkami (D.62,604). Wystarczyło, aby dopełnił się akt miłosny. W wersji
francuskiej jest to wyraźnie zaznaczone w dniu siódmym: "Puis Emina tira
une épingle d'or qui retenait sa chevelure et s'en servit pour fermer exactement
les rideaux de mon lit. Je ferai comme elle, et je jetterai un rideau sur le
reste de cette scene. Il suffira de savoir que mes charmantes amies devinrent
mes épouses." (J.7,100) Faktem jest, że jako muzułmanek nie obowiązują
ich takie same zasady jak chrześcijan, ale już dla Kamilli i Inezilli, które
również nazywają Paszeka swoim mężem (D.2,38), i wielożeństwo, i brak obrządku
religijnego są grzechem. Sam Paszeko wyznaje w swojej relacji: "Zaślubiłem
rozkosz i zbrodnię" (D.2,37). Skądinąd nawet w kulturze chrześcijańskiej
ceremonia religijna nie zawsze jest konieczna. Świadczy o tym historia Doroty
i Don Fernanda w Don Kichocie, chociaż tam dodatkowo zaangażowana była przysięga
i podpis oraz Le Diable amoureux Cazotte'a, gdzie Biondetta mówi do Alvara:
"J'ai votre parole, vous avez la mienne. Voila l'essentiel." Fakt
pojmowania dwóch kobiet za żony jest opisany jako normalny zwyczaj w Biblii,
kiedy wymieniane jest potomstwo Kaina, dwie żony ma Ezaw, jak również i Jakub,
którego małżonki są jednocześnie siostrami. Do stylu biblijnego nawiązuje historia
Uzedy (nie bez powodu, gdyż jest on Żydem i wywodzi swój ród od biblijnego Aarona),
którego jeden z przodków również zaślubił dwie kobiety (D.65,624).
Połączenie w parę może się też odbyć dzięki pełnieniu tej samej społecznej funkcji.
Dzieje się tak w przypadku dwóch ciotek: Felicji Dalanosy - ciotki Avadora i
Marii de Torres - ciotki Elwiry, a matki Lonzeta. Łączy je całkowite oddanie
swoim dzieciom. Są dla nich nie tylko pobłażliwe, posuwają się nawet do ich
uwielbienia, czy wręcz ubóstwienia. "Poczciwa dona Dalanosa, widząc moje
postępowanie,
wmówiła w siebie, że natura, stwarzając mnie, wydała jedno z najrzadszych arcydzieł"
(D.12,135) - opowiada Pandesowna. Już podczas pierwszego pojawienia się Marii
de Torres narrator znajduje jej podobieństwo z Dalanosą: "Za nimi postępowała
kobieta w pewnym wieku, którą można było wziąć za moją ciotkę Dalanosę, nie
tak dla podobieństwa rysów, jak raczej ruchów i całej postaci, zwłaszcza zaś
dla tego samego wyrazu dobroci rozlanego na jej twarzy." (D.15,172)
W momencie gdy Avadoro przyjmuje na siebie rolę Elwiry, mieszają się również
w jego relacji role Dalanosy i Marii de Torres. Narrator przestaje je odróżniać,
ponieważ w chwili zamiany obie stały się jego ciotkami: Dalanosa, gdyż zawsze
nią była, a Maria de Torres - jako ciotka Elwiry, którą właśnie się stał. Pojawiają
się więc w jego opowiadaniu (ale tylko wtedy, gdy jest przebrany za Elwirę)
słowa: "moja nowa ciotka" (D.17,196) albo: "ciotka Torres"
(D.18,200) (D.20,231 i 234) na określenie Marii de Torres, na określenie obu
tych kobiet używa słów: "obie ciotki" (D.17,195 i 196) (D.20,231 i
234), a w wersji francuskiej nawet: "moje ciotki" ("mes tantes")
(J.17,200) (J.20,235).
Na zasadzie tej samej pozycji społecznej są również ze sobą związane Giralda
i dona Mensia, obie pełniące sukcesywnie obowiązki dueny major przy boku księżnej
Medina Sidonia. Ich przedstawienia dalekie są jednak od podobieństwa. Oprócz
piastowanej funkcji nie mają ze sobą nic wspólnego, a ich zachowania są przeciwstawne.
Giralda kocha księżnę jak córkę i pragnie jedynie jej dobra, podczas gdy Mensia
chce ją zgubić i w końcu się jej to udaje.
W stosunku równoległości ze względu na pozycję społeczną pozostają też przyjaciółki:
księżna Medina Sidonia i księżniczka d'Avila. Łączy je wspólna deklaracja: jednej,
że nie wyjdzie powtórnie za mąż, drugiej, że za mąż nie wyjdzie nigdy. W istocie
księżniczka d'Avila nie dotrzymała swego przyrzeczenia, wstąpiła bowiem w związki
małżeńskie, ale tak jak gdyby tego nie uczyniła. Nic dziwnego, gdyż w powieści,
z którą mamy do czynienia, wydarzenia same sobie przeczą i same siebie podają
w wątpliwość. W przypadku księżnej Sidonii i księżniczki d'Avila mamy do czynienia
z dwiema parami, ponieważ para przyjaciółek jest uzupełniona parą przyjaciół
złożoną z kawalera Toledo i Avadora. Czwórka ta "spotykała się podczas
wszystkich rozrywek stolicy." (D.55,551)
Szczególny przypadek stosunku równorzędności jest przedstawiony w historii kabalisty.
Chodzi tam o dwie kobiety istniejące jedynie w wymiarze nadziemskim: córki Salomona
i królowej Saby. Są one bliźniaczkami, które, dzięki temu, że Saba nawróciła
się w chwili rozwiązania, otrzymały nieśmiertelność. Został też im przeznaczony
jeden, wspólny małżonek, którym ma być kabalista. W powieści nie pojawiają się
one inaczej jak tylko pozwalając dojrzeć końce ich nóżek w zwierciadle.
Przedstawiony powyżej katalog kobiecych dwójek, których bohaterki pozostają
związane ze sobą stosunkiem równorzędności, daje poznać, że nie ma dwóch par,
których elementy byłyby jednakowo ukształtowane. Każda z par odznacza się innymi
cechami i każda pełni inną rolę w powieści. Ta różnorodność w jedności (bo przecież
za każdym razem mamy do czynienia z dwójką) jest charakterystyczna dla Rękopisu
znalezionego w Saragossie. Różnorodne są też przedstawienia par, w których status
bohaterek nie jest jednakowy.
Stosunek nierównorzędności jest najczęściej reprezentowany przez pary: pani
- służąca. W tym przypadku nigdy się nie zdarza, by obie kobiety stanowiły dopełniające
się przeciwieństwa. Zwykle służąca jest w pewnym sensie obrazem swojej pani,
ma podobne gusta i podobnie się zachowuje. Stosunek pani i służącej jest zwykle
bardziej oficjalny. Nie można tu mówić o ich wzajemnym uczuciu takim, jakie
łączy Eminę i Zibeldę oraz Celię i Zorillę.
Para tego rodzaju pojawia się w historii Velasqueza. Tworzy ją ciotka narratora
- Antonia oraz jej służąca - Marika. Ich wizerunek można opisać przez porównanie
z Eminą i Zibeldą, ponieważ ich wprowadzenie do historii geometry (jak to było
w historii Paszeka) ma na celu skłonienie Alfonsa do złamania słowa danego swoim
kuzynkom. Marika i jej pani są rówieśnicami (D.24,261), podczas gdy Eminę i
Zibeldę dzieliła nieznaczna różnica wieku. Jest też Marika "tegoż samego
humoru" (D.24,261) co jej pani. Zachodzi więc tu relacja równoległości,
a nie uzupełniania się. Obie też zasadniczo nie pojawiają się razem i nie robią
wszystkiego wspólnie. Ciotka Velasqueza, chcąc uwieść siostrzeńca, "szczególnie
była dla [niego] dobra i przynajmniej dwadzieścia razy na dzień wchodziła do
[jego] pokoju pytając, czy nie chce czekolady, limoniady lub czego podobnego."
(D.24,261) Rola służącej polegała na zastępowaniu swojej pani, jeśli ta nie
mogła odwiedzić geometry. Co więcej, jeśli chodziło o ciotkę, Velasquez musiał
cierpieć jej obecność w swoim pokoju i to, że przeszkadzała mu w jego obliczeniach
(choć niechcący przyczyniła się do stworzenia jego systemu), natomiast służącej
mógł się łatwo pozbyć, odprawiając ją bez ceremonii (D.24,262). Podczas nocy
spędzanej w Venta Quemada nierówność społeczna obu kobiet jest wyraźnie zaznaczona.
Kiedy Antonia siada na łóżku obok Velasqueza, Marika sadowi się w jego nogach
wspierając głowę na jego kolanach (D.25,273). Nie umieszczają się więc, tak
jak Emina i Zibelda po obu bokach kochanka. Kolejną różnicą jest fakt, że sam
Velasquez nie kocha żadnej z tych kobiet, natomiast one kochają go obie.
Innym przykładem relacji pani - służąca, w której pojawia się ten trzeci, jest
para margrabina Baduli (zwana we francuskiej wersji Paduli) i Sylwia z historii
margrabiego Torres Rovellas. One również są rówieśniczkami i również uwodzą
tego samego mężczyznę, z tym, że nie spędzają z nim nocy razem, ale po kolei:
najpierw pani, potem służąca. Obie żyją jedynie dla miłości. Margrabia Torres
powie o Baduli, że "oddycha tylko miłością" (D.42,433). W wersji francuskiej
zamiast słowa "miłość" pojawia się "volupté" - "lubieżność"
(J.42,435). W tym przypadku to służąca jest wyżej wartościowana niż jej pani.
Jest ona piękniejsza od margrabiny i mniej musi wkładać wysiłku w sztukę uwodzenia.
Mówi: "Pani moja (...) ucieka się do gwałtownych środków, bez których ja
potrafię się obejść." (D.42,434) To jej właśnie przypada honor opowiedzenia
historii swojej pani. Nic dziwnego, że służąca Baduli dostępuje tej nobilitacji,
jaką jest prawo do opowiadania. Okazuje się bowiem, że jest ona stryjeczną siostrą
swojej pani.
Oprócz związku ze swoją służącą (czy też stryjeczną siostrą) margrabina Baduli
uwikłana jest w inny jeszcze rodzaj podwójności. Otóż w rzeczywistości nie jest
ona margrabiną Baduli, tylko Laurą Cerelli, biedną przekupką z Genui. Zmiana
nazwiska wiąże się u niej ze zmianą społecznego statusu, a nawet w pewnym sensie
i osobowości. Oto signor Ricardi, wysoki urzędnik kościelny, zupełnie tak jak
Arnolf ze "Szkoły żon" zapragnął wychować sobie małą dziewczynkę,
by uczynić ją w przyszłości swoją kochanką. Wybór jego padł na Laurę Cerelli,
którą starannie wykształcił i, żeby zatrzeć wszelkie ślady jej pochodzenia i
dawniej kondycji, uczynił ją margrabiną Baduli. Przy okazji warto tu zauważyć
wiążącą, czy też stanowiącą moc słowa (performatyw według teorii Austina). Ricardi
bowiem zwraca się do Laury następująco: "Jesteś wdową po margrabim Baduli"
(D.42,438) i tym samym staje się ona inną kobietą. Z nieśmiałej przekupki żyjącej
w zgodzie ze swoimi rówieśnikami i przez nich kochanej zamienia się w wymagającą
i wyrachowaną utrzymankę libertyna. Stała się ona inną osobą już w pierwszej
chwili swojego nowego życia, kiedy to została przebrana w bogate szaty. Sylwia
opowiada: "...przejrzawszy się w zwierciadle nie mogła się poznać"
(D.42,436). Tak więc wystarczy zmienić strój i nazwisko, by stać się kimś innym.
Kobiety w Rękopisie znalezionym w Saragossie, jeśli nie pojawiają się zdublowane
przez siostrę czy przyjaciółkę, występują w towarzystwie służącej, zwanej najczęściej
dueną major. Dlatego, kiedy udają się do Kościoła, przybywają parami, jak to
zostało opisane w dniu dwudziestym dziewiątym (D.29,328). I tak młoda hrabianka
de Lirias, która stanie się pretekstem maskarady urządzonej przez Avadora, ma
za towarzyszkę kobietę trzydziestoletnią, pełniącą funkcję jej wychowawczyni
- donę Klarę Mendozę. Ineza Moro, w której zakochał się Lopez Soarez, również
nie pojawia się na przechadzkach po Buen Retiro sama. Zawsze towarzyszy jej
służąca, a pod jej nieobecność - służący (D.34,372). W braku dueny młoda dziewczyna
może występować w towarzystwie starszej krewnej, na przykład ciotki, jak to
ma miejsce w przypadku pań Cimiento zastawiających przy pomocy Busquera sidła
na ojca Avadora (D.54).
Rolę wychowawczyni przy boku księżnej Medina Sidonia odgrywa Giralda. Była ona
mamką, a potem ochmistrzynią księżnej, kobietą z ludu (jedną z nielicznych w
Rękopisie... obok Mariki - żony Diega Hervasa), która - wedle jej słów - "umie
kochać i nienawidzić" (D.27,294). Księżna i Giralda, ukrywając Avadora,
odwiedzają go na zmianę (nigdy razem) i na zmianę przynoszą mu jedzenie. Po
pewnym czasie przywiązują się do niego, który to stosunek łączy je w więź prawie
rodzinną. Avadoro ujmuje to następująco: "Mamka postępowała ze mną jak
z synem, księżna zaś była dla mnie prawdziwą siostrą." (D.27,294) W istocie
Giralda zastępowała księżnej matkę, która, oddana całkowicie swemu ojcu, nie
zajmowała się nią wcale, pozostawiając jej edukację w rękach mamki.
Szczególnym przypadkiem stosunku nierównorzędności jest połączenie matki i córki
w ten sposób, że ta druga stanowi przedłużenie pierwszej: nosi to samo imię,
podobne jest jej przeznaczenie i podobne skłonności. Pierwszą tego rodzaju parę
stanowi Elwira de Noruna, siostra Marii de Torres i jej córka nosząca to samo
imię na pamiątkę matki, która przy jej narodzinach umarła. W Elwirze de Noruna
zakochany był hrabia de Penna Velez, ale, jako że nie ośmielił się on nigdy
wyznać jej swych uczuć, oddała ona rękę hrabiemu Rovellas. Jeszcze zanim Elwira
została hrabiną Rovellas, jej siostra wraz ze swoim mężem zabawiali się w nadawanie
jej wszystkich tytułów, jakimi podpisywał swoje listy hrabia, a było ich sporo:
"hrabia Rovellas, margrabia de Vera Lonza y Cruz Velada, dziedziczny komandor
Talla Verde y Rio Floro, pan na Tolasquez y Riga Fuera y Mendez y Lonzos, y
otros, y otros, y otros." (D.16,181) Na skutek plotek służby, jakoby Elwira
była kochanką hrabiego de Penna Velez, mąż jej odsunął ją od siebie i nie chciał
uznać jej dziecka, co spowodowało, że hrabina, wydawszy na świat dziewczynkę,
umarła w chwilę po tym.
Maleńka Elwira stanowi przedłużenie swojej matki w tym sensie, że została przeznaczona
temu samemu mężczyźnie, który kochał jej matkę, albowiem Penna Velez, pragnąc
odsunąć wszelkie podejrzenie co do tego, by mógł być ojcem dziewczynki, zobowiązał
się pojąć ją za żonę, gdy dziecko dorośnie. Dlatego też, tak jak w przypadku
jej matki, jeszcze przed jej małżeństwem z Penną Velez (które zresztą nigdy
nie doszło do skutku dzięki umiejętnościom aktorskim Avadora) obdarzano Elwirę
tytułem wicekrólowej, gdyż Penna Velez sprawował urząd wicekróla Meksyku. Ponadto,
w momencie kiedy zostają one po raz pierwszy wprowadzone przez narratorów -
Elwira de Noruna w opowiadaniu Marii de Torres (D.15,173), a Elwira Rovellas
w historii naczelnika Cyganów - obie mają po czternaście lat (co prawda w wersji
polskiej wiek Elwiry Rovellas został określony na lat trzynaście (D.17,193),
ale w wersji francuskiej ma ona czternaście lat (J.17,197)). Również córka Elwiry
Rovellas będzie w podobny sposób stanowić przedłużenie swojej matki, gdyż zostanie
poślubiona synowi hrabiego de Penna Velez, synowca wicekróla.
Kolejną parę matka - córka, w obrębie której następuje paralelizm losów stanowi
księżna Medina Sidonia i jej matka, margrabina de Val Florida. Nie wiadomo,
czy obie kobiety nosiły to samo imię, gdyż nie znamy imienia margrabiny. Jednakże
w tym przypadku nie jest to istotne, bowiem cechą łączącą matkę i córkę będzie
stosunek do ich ojców. Mąż margrabiny de Val Florida, podejrzewając ją o niewierność,
odesłał ją do ojca, margrabiego Astorgas, którego była jedynym dzieckiem. Tym
samym jej córka Eleonora, początkowo mieszkająca razem z matką u margrabiego,
była również jedynaczką. Księżna Medina Sidonia, która jest narratorką tej opowieści,
tak charakteryzuje matkę: "Margrabina miała duszę tkliwą i potrzebującą
kochania, całe więc przywiązanie zwróciła na ojca i uczucie to, podniesione
aż do egzaltacji, osłodziło nieco gorycz długich jej zmartwień." (D.27,295)
Kiedy margrabia Astorgas umarł, jego córka, tak dalece z nim związana, nie przeżyła
go ani o minutę.
Po śmierci margrabiego i jego córki ojciec Eleonory wezwał ją do siebie. Pamiętając,
że "margrabina de Val Florida kochała swego ojca do szaleństwa, szanowała
go aż do uwielbienia, zdawała się żyć tylko dla niego" (D.27,298), jej
córka postanowiła postępować tak samo ze swoim ojcem: "przyrzekłam sobie
kochać go z całej duszy, chciałam nawet stać się koniecznym warunkiem jego szczęścia."
(D.27,298) Starała się więc Eleonora we wszystkim przypodobać ojcu: była zawsze
przy nim, mieszała naiwne uwagi do jego rozmów z przyjaciółmi, co wzbudzało
powszechną wesołość, a nawet podawała mu listy do czytania. Spośród nich jej
uwagę zwróciła korespondencja od księcia Medina Sidonia - najlepszego przyjaciela
margrabiego de Val Florida. Jako że Eleonora kochała swego ojca, pokochała też
jego przyjaciela, a fakt, że był on od niej o wiele lat starszy, nie przeszkadzał
jej bynajmniej. Sama mówi o tym następująco: "Byłam właśnie w tym wieku,
w którym młode dziewczęta wcale nie zastanawiają się nad latami mężczyzn. Chłopiec
tak jak ja czternastoletni byłby mi się wydał dzieckiem niegodnym mojej uwagi.
Ojca bynajmniej nie uważałam za starego, książę zaś, mając pięć lat mniej, był
w moich oczach młodzieńcem." (D.28,302)
Zgadzając się wyjść za księcia Medina Sidonia, Eleonora przeniosła na niego
uczucia, które żywiła w stosunku do ojca. Jak pisze Karen Horney w swojej książce:
"małżeństwo to jest wynik podświadomego pragnienia związania się z ojcem."
Dla Eleonory margrabia de Val Florida był ideałem męskości, dlatego poślubiła
jego najlepszego przyjaciela. Mąż stanowi tu substytut ojca. Karen Horney pisze
również, że: "przykazanie i ślubowanie wierności wobec współmałżonka, z
którymi wstępujemy w związek małżeński, traktowane są przez nieświadomość jako
odnowienie czwartego przykazania. Stąd brak uczucia miłości wobec partnera w
małżeństwie staje się dla nieświadomości takim samym grzechem jak nieprzestrzeganie
przykazania odnoszącego się do rodziców." W związku z powyższym, fakt zamordowania
księcia Medina Sidonia - nawet jeśli uczyniła to z własnej inicjatywy ochmistrzyni
Giralda - staje się powodem klęski księżnej: traci ona swoją jedyną córkę i
jej męża i dopełnia swoich dni w odosobnieniu.
Historia księżnej Medina Sidonia, podobnie jak Elwiry, jest historią trzypokoleniową.
Tym razem nie ma jednak zupełnego paralelizmu, gdyż, jako że książę Medina Sidonia
został zamordowany, jego córka nie mogła mu poświęcić życia. Za to poślubiła
mężczyznę z tej samej rodziny, co mąż jej matki: margrabiego Medinę wiodącego
swój ród z Sidoniów (D.57,572). By pozostać jeszcze przy paralelizmie matki
i córki: książę Velasquez, który jest zwiastunem nowiny o przyszłym związku,
radzi matce - "najmłodszej i najpiękniejszej ze wszystkich teściowych"
(D.57,573) - zaprowadzić córkę do ołtarza w stroju podobnym do stroju panny
młodej: "białej atłasowej sukni haftowanej srebrem" (D.57,573).
Interesujące będzie również prześledzenie związku tekstowego księżniczki d'Avila
i jej córki, którą miała z Avadorem. Księżniczka d'Avila ma na imię Manuela
i tak też jest konsekwentnie nazywana w wersji francuskiej, gdzie pojawia się
po raz pierwszy w dniu pięćdziesiątym piątym. W wersji polskiej pojawia się
ona najpierw w dniu czterdziestym siódmym, gdzie odgrywa pewną rolę w rozwiązaniu
intrygi prowadzącej do małżeństwa Inezy Moro z Lopezem Soarez. W tej historii
nosi imię Beata, na cześć infantki Beaty, z którą jakoby był związany jej ojciec
(D.47,475). Następnie pojawia się w dniu pięćdziesiątym piątym już jako Manuela
(D.55,552).
Zmianie ulega nie tylko jej imię, ale nawet ton z jakim narrator, którym jest
w obu przypadkach Avadoro, o niej opowiada. W dniu czterdziestym siódmym mówi
o jej wyniosłości z pewnym ironicznym dystansem, podczas gdy od dnia pięćdziesiątego
piątego ma dla niej czułość jak dla kobiety, którą ubóstwia. Fragment dnia czterdziestego
siódmego, w którym pojawia się księżniczka d'Avila, nie jest dobrze wkomponowany
w całość powieści, dlatego wydawca francuski przyjął inną wersję. Tłumacz, czy
wydawca, wersji polskiej musiał nie zauważyć tej niezgodności.
Przyjmijmy więc, że księżniczka miała na imię Manuela, bowiem w wersji polskiej
córka jej również została nazwana Manuelą. Zdawać by się mogło, że i w tym przypadku
będziemy mieli do czynienia z paralelizmem: matka - córka. Jednakże tak się
nie dzieje, gdyż księżniczka d'Avila, przyrzekłszy nigdy nie wyjść za mąż, musiała
ukrywać swoje (zresztą też sekretne) małżeństwo z Avadorem oraz owoc ich związku.
Oddała więc dziecko pod nadzór Uzedy i, przestawszy interesować się jej losem,
w pewnym sensie się jej wyrzekła. W momencie kiedy się to dokonuje, dziecko
zostaje nazwane przez narratora innym imieniem, którym będzie nazywane do końca
powieści, natomiast imię Manuela nigdy się już w zastosowaniu do niej nie pojawi.
Dziewczynka staje się Ondyną, jak wyjaśnia narrator dlatego, że została ochrzczona
tylko z wody, a nie z oleju (D.59,586). Wraz ze zmianą imienia córka Manueli
rozpoczyna zupełnie nowe życie, które będzie całkowicie przeciwstawne z życiem
jej matki. Będzie ona reprezentować naturalność w opozycji do sztuczności księżniczki
d'Avila.
Odrzucenie sztuczności świata przejawia się już w fakcie, że nie przybiera Ondyna
żadnych tytułów, do których zresztą miałaby prawo. Księżniczka d'Avila mówi,
że jej córka "nigdy nie dowie się o swoim pochodzeniu" (D.59,587),
przez co znika zupełnie mała Manuela, a rodzi się istota aspołeczna, ściśle
związana z naturą i nie mająca już nic wspólnego ze swoją wyniosłą matką. Nawet
fakt, że nie została ona ochrzczona według ceremonii kościelnej, zbliża ją do
natury i stanowi o tym, że w jej wizerunku zostało odrzucone wszystko to, co
kulturowe. Młoda Ondyna nie miała preferencji do żadnej religii. Można by powiedzieć,
że wyznawała je wszystkie albo raczej, że wyznawała religię natury. Zakonnik,
który był jej wychowawcą, nazywa ją "dziewczyną dziwnego sposobu myślenia"
(D.60,593) i oto jak wyjaśnia, dlaczego: "Gdyśmy ją nauczali zasad świętej
naszej wiary, słuchała z uwagą i nie dawała poznać po sobie, że wątpi w prawdę
naszych słów; po chwili jednak uczestniczyła w modlitwach mahometańskich, a
nawet przy uroczystościach pogan." (D.60,593)
W przeciwieństwie do wymyślnej skłonności jej matki do maskarady, podstępu,
a nawet oszustwa, Ondyna jest zupełnie naturalna. Nawet jej wygląd zewnętrzny
ma w sobie coś zwierzęcego i nosi pewne znamiona dzikiej pierwotności: "miała
ramiona i nogi obnażone, zielona jedwabna suknia przylegała do jej ciała, włosy
spadały w bujnych pierścieniach na śnieżną szyję, niekiedy wstrząsała nimi jak
grzywą. Widok ten przypominał mi dzikich mieszkańców Ameryki." (D.60,593)
Ponadto dziewczyna "mało mówiła, drapała się na drzewa, chodziła po skałach
i rzucała w jezioro." (D.60,593) "Wstręt do rozmowy" (D.61,596),
gdyż rzeczywiście Ondyna nie wypowiada w powieści ani jednego słowa, jest również
charakterystyczny dla stanu natury i także przeciwstawia córkę matce, biorącej
czynny udział w aferach politycznych i tak przemyślnej w przebierankach, fałszach
i maskaradach.
Żyjąc tak jak żyła, Ondyna była zupełnie wolna, nie uznawała nad sobą żadnej
władzy i "nie miała żadnego wyobrażenia o stosunkach towarzyskich"
(D.60,594); nie tak jak jej matka uwikłana w intrygi dworskie, ograniczona przez
honor własnej rodziny i negująca naturę nawet w swoim postanowieniu niewychodzenia
za mąż, które w jej mniemaniu wywyższało ją nie tylko ponad wszystkie kobiety,
ale nawet i ponad mężczyzn (D.58,581). W tym sposobie myślenia objawia się tylko
jej duma, zupełnie obca Ondynie. Żyjąca w stanie natury córka Manueli "była
niewinna, a raczej nie znała ani grzechu, ani niewinności." (D.63,613)
Taką różnorodność przedstawiają postaci kobiece uwikłane w pary z innymi kobietami.
Przyjrzyjmy się z kolei postaci kobiecej, która nie ma pary, nie jest jednak
wolna od podwójności.
W przeciwieństwie do innych kobiet Rebeka pojawia się na kartach powieści sama.
Nie towarzyszy jej ani siostra, ani służąca, ani ciotka, ani nawet matka. Na
pierwszy rzut oka wydaje się, że nie dotyczy jej układ dwójkowy. Jest tak na
pewno, jeśli chodzi o taki rodzaj dwójek, jaki scharakteryzowaliśmy powyżej.
Rebeka, sama nie będąc częścią dwójki, jest dwójkami otoczona. Już samo jej
przyjście na świat jest naznaczone podwójnością, rodzi się bowiem pod znakiem
Bliźniąt. Za służących ma dwoje Mulatów w tym samym wieku. Ponadto ojciec przeznaczył
jej na dwóch nadziemskich małżonków Bliźnięta Zodiaku. Następuje tu odwrócenie
w porównaniu z historią Alfonsa, Paszeka czy Velasqueza. Tak jak oni z dwójką
kochanek, tak ona (jako jedyna kobieta w Rękopisie...) ma do czynienia z dwójką
kochanków. Obu mężczyzn może zobaczyć jedynie w lustrze. Co ciekawe, mają oni
w sobie coś kobiecego: "Barki ich były szerokie i nieco zaokrąglone, jak
u kobiet; piersi także miały kobiece kształty" (D.14,162). Na skutek historii
z Bliźniętami staje się też Rebeka jedyną kobietą, która się budzi pod szubienicą
braci Zoto. Faktem jest, że przebudzenie pod szubienicą przydarzy się jeszcze
niejakiej Doloricie, ale nie stanie się to w związku z jej domniemaną relacją
z demonami, tyko ze zgoła prozaiczniejszych powodów. Po prostu, jako że była
obłąkana i żyła w górach, śpiąc, gdzie popadnie, zaszła tam w nocy i zasnęła,
nie zdając sobie sprawy, gdzie jest.
Podwójność Rebeki przejawia się też w tym, że nie wiemy, jak naprawdę się nazywa.
Poznajemy ją bowiem jako Rebekę - siostrę kabalisty. Jednakże w toku powieści
zmienia ona imię, każąc Velasquezowi nazywać się Laurą Uzedą (D.29,329). W wersji
francuskiej Alfons wątpi w prawdziwość tego nazwiska, określając Rebekę słowami
"la fausse Uzeda" - "fałszywa Uzeda" (J.33,365) i (J.40,421).
W wersji polskiej w jednym miejscu pojawiają się słowa: "chytra Żydówka"
(D.33,363), w drugim - brak jakiegokolwiek określenia (D.40,421).
Związek z podwójnością ma również fakt, że, w momentach, gdy nie pojawiają się
Emina i Zibelda, Rebeka w pewnym sensie je obie zastępuje. Odwiedza bowiem Alfonsa
w nocy (D.9,111), siada obok niego na łóżku (D.9,112), chociaż "elle s'y
assit pour s'asseoir" (J.9,118), których to słów brakuje w tym zdaniu w
wersji polskiej, i kusi młodzieńca do wyjawienia tajemnicy swoich kuzynek tak,
jak one kusiły go do przejścia na wiarę muzułmańską. Poza tym Alfons czeka na
jej przybycie podobnie, jak czekał na swoje dwie kochanki (D.10,123). I tak
jak w przypadku Eminy i Zibeldy mieliśmy do czynienia z doskonałą jednością
w podwójności, tak Rebeka zdaje się być również rodzajem doskonałości.
W porównaniu z wszystkimi innymi kobietami w Rękopisie znalezionym w Saragossie
jej status jest najwyższy. Jako jedyna jest ona gruntownie wykształcona i to
nie na sposób kobiecy, ale raczej tak, jak byli kształceni mężczyźni. Ona też,
jako jedyna kobieta, jest wtajemniczona w nauki kabalistyczne. O jej kształceniu
opowiada brat - kabalista: "Nie miałem jeszcze dwunastu lat, siostra zaś
ośmiu, kiedy umieliśmy już po hebrajsku, po chaldejsku, po syrochaldejsku, znaliśmy
mowy Samarytanów, Koptów, Abisyńczyków i różne inne umarłe lub umierające języki.
Nadto bez pomocy ołówka mogliśmy rozłożyć litery każdego wyrazu wedle wszelkich
zasad oznaczonych prawidłami kabalistyki." (D.9,105) Rebeka też podbija
serce Velasqueza swoim zainteresowaniem dla geometrii i innych nauk ścisłych,
z których "kobiety zwykle nie mogą zrozumieć pierwszych (...) początków"
(D.19,213). Jednakże tak jak w przypadku przebudzenia się pod szubienicą i w
swojej skłonności do nauki znajdzie Rebeka odpowiedniczkę. Będzie nią Blanka
Velasquez, przeznaczona na małżonkę Henrykowi - ojcu geometry. Podzielała ona
jego miłość do nauki i - jak powiada geometra - "z wolna postępowała za
nim na drodze nauk." (D.19,215) "Z wolna", albowiem okazała się
być sobowtórem Rebeki bardzo niedoskonałym, gdyż zdradziła naukę dla namiętności,
a raczej dla sarabandy, podczas gdy Rebece udało się połączyć i naukę, i miłość
w osobie Pedra Velasqueza, którego poślubiła. Nawiasem mówiąc, w powieści znajdzie
się również duplikat Blanki w postaci córki Henryka nazwanej imieniem jego niedoszłej
małżonki.
Jednakże, mimo tego niezwykłego jak na kobietę wykształcenia, dzieli Rebeka
urodę ze wszystkimi innymi kobietami (w Rękopisie... nie ma kobiet brzydkich).
Brat mówi o niej, że "równie jest piękna jak uczona." (D.9,110) Alfons
po wysłuchaniu opowiadania kabalisty sądził, że będzie miał do czynienia z czarownicą,
tymczasem: "Zachwycająca Rebeka, która nas przyjęła u bramy zamkowej, była
najrozkoszniejszą blondynką, jaką można sobie wyobrazić. Śnieżysta suknia, spięta
zapinkami nieocenionej wartości, spływała po jej uroczej kibici. Zdawało się
z powierzchowności, że mało dba o strój; wszelako, gdyby nawet było przeciwnie,
nie mogłaby powabniej podnieść uroku czarownych wdzięków." (D.9,110) Ponadto
zdarza się jej też stroić, żeby się przypodobać Velasquezowi (D.26,275) i (D.37,400).
Zdawać by się mogło, że mamy do czynienia ze zwyczajną dziewczyną, a nie z przyszłą
małżonką niebiańskich Bliźniąt.
Już w dniu dziewiątym występują oznaki wahania Rebeki co do sensowności oddawania
się naukom kabalistycznym. Wyznaje ona przed Alfonsem: "Ja nie jestem stworzona
do tych nadziemskich umiejętności; cóż mi przyjdzie po marnym panowaniu nad
złymi duchami? Wolałabym stokroć bardziej panować nad sercem przywiązanego małżonka"
(D.9,112), a żegnając się z nią narrator stwierdza, że "zdawała się z przykrością
wracać do swoich kabalistycznych zatrudnień." (D.9,112). Następnie, w dniu
piętnastym, Rebeka podejmuje decyzję o zupełnym porzuceniu kabały, motywując
to następująco: "I na cóż mi ta próżna nieśmiertelność, jaką mój ojciec
chciał mnie obdarzyć? Czyż i bez tego nie jesteśmy wszyscy nieśmiertelni? Czyż
nie mamy złączyć się razem w przybytku sprawiedliwych? Pragnę używać tego krótkiego
życia, przepędzić je z prawdziwym małżonkiem, nie zaś z gwiazdami. Chcę być
matką, widzieć dzieci moich dzieci, a potem, znudzona i syta życia, chcę zasnąć
w ich objęciach i ulecieć na łono Abrahama." (D.15,170) W tym samym dniu,
prosząc Alfonsa, by już jej nawet nie wspominał o naukach kabalistycznych, składa
deklarację: "Pragnę tylko to wiedzieć, co sama słyszę, i nie chcę znać
innej nauki poza umiejętnością uszczęśliwienia tego, kogo pokocham." (D.15,179)
François Rosset zauważa: "W momencie właśnie, gdy w naszej powieści opadną
maski na ciemnej scenie duchów, sukubów, trupów i tym podobnych diabelstw, zainteresowania
kabalistyczne młodej Rebeki ulegają dziwnemu osłabieniu." Można więc przypuszczać,
że uczoność Rebeki jest tylko jedną jeszcze z Rękopisowych maskarad. Przekonujemy
się o tym coraz bardziej, kiedy Alfons zaczyna przypuszczać, jakoby Rebeka udawała
jedynie, że rozumie uczone wywody Velasqueza (D.39,420). Ośmiela się ją nawet
nazwać "chytrą Żydówką" (D.33,363), ale tylko w wersji polskiej.
Nic w tym dziwnego, bowiem Rebeka okazuje się motorem całej wielkiej maskarady
urządzonej w górach Sierra Morena w celu wypróbowania honoru Alfonsa. Szejk
Gomelezów, na którego zlecenie odbywa się ta okrutna czasem gra, niewiele ma
tu właściwie do powiedzenia, bowiem wszystko zdaje się być organizowane i kontrolowane
przez Rebekę, ale zważywszy, że jest ona jego córką, wydaje się to najzupełniej
uzasadnione. Rebeka kieruje pojawianiem się kolejnych opowiadań. Pierwsza zwykle
prosi naczelnika lub inną osobę opowiadającą o podjęcie swojej historii. Dzieje
się tak na przykład w dniu siedemnastym (D.17,191), dwudziestym trzecim (D.23,251),
dwudziestym szóstym (D.26,275), dwudziestym siódmym (D.27,291), dwudziestym
ósmym (D.28,300) trzydziestym pierwszym (D.31,337), trzydziestym drugim (D.32,347),
trzydziestym dziewiątym (D.39,415) i innych. Na jej to życzenie zatrzymano karawanę
margrabiego Torres Rovellas, żeby ten mógł opowiedzieć swoją historię. Czasem
nawet ośmiela się Rebeka żądać, by historia nie była przerywana: "Proszę
cię, abyś nie przerywał w tym miejscu twego opowiadania. Muszę dziś jeszcze
dowiedzieć się, jak Sanudo wybrnął z tak drażliwego położenia" (D.26,283)
oraz (D.26,286). Wypowiada też uwagi metatekstowe dotyczące sposobu w jaki odbywa
się narracja w powieści. I tak w dniu siedemnastym pojawia się zdanie: "Rebeka
z niecierpliwością uczyniła uwagę, że zawsze ktoś nam przerywa w miejscu najbardziej
zajmującym" (D.17,197). A w dniu dwudziestym ósmym podkreśla defekty takiego
przerywania, wprowadzania coraz to nowych postaci i czynienia z niewinnych na
pozór opowieści istnego, niekończącego się labiryntu: "Ciągłe niespodzianki
czynią opowiadanie mało zajmującym, gdyż nigdy nie można zgadnąć, co po czym
nastąpi." (D.28,311) Posuwa się nawet do oceniania walorów artystycznych
poszczególnych historii: "Rebeka uczyniła uwagę, że Busqueros z wielką
zręcznością ułożył swoje opowiadanie" (D.49,494). Dlatego Rosset nazwał
ją "konsumentką powieści w odcinkach" . Jej wyższość w stosunku do
innych postaci kobiecych w Rękopisie... polega na tym, że jako jedyna, znajdując
się na najwyższym poziomie narracji, uczestniczy w akcie opowiadania - słuchania
stanowiącym kadr powieści.
Od samego początku występuje w jej postaci pewna niezgodność pomiędzy tym, czego
należałoby oczekiwać, wysłuchawszy opowiadania o niej jej brata oraz jej własnej
historii, a pewnymi cechami jej osobowości, które zdradza jakby mimochodem.
Dlatego Alfons był tak bardzo zdziwiony, ujrzawszy piękną blondynkę zamiast
- jak się spodziewał - czarnowłosej Medei. Podejrzany jest też fakt jej z jednej
strony zapału dla nauk kabalistycznych, a z drugiej wyraźnej do nich niechęci.
François Rosset, zauważając tę niezgodność, pisze, że w momencie, gdy Rebeka
sama nie jest zdecydowana co do swojej prawdziwej natury, to, co mówi, również
nie może nikogo przekonać. Po wysłuchaniu historii jej życia Alfons zdaje sobie
sprawę z tej niezgodności: "pierwszą moją myślą było, że [Rebeka] drwiła
ze mnie od początku do końca i że chciała tylko nadużyć mojej łatwowierności."
(D.14,168-169) Odnosi się więc wrażenie, że Rebeka cały czas kłamie, wymyśla
swoją historię dla zabawy tak, jak wymyśla całą maskaradę.
Jednocześnie ten duch drwiny daje jej poczucie wyższości wobec wszystkich innych
bohaterów, którzy nie są poinstruowani, że chodzi o maskaradę (przede wszystkim
wobec Alfonsa, który ostatecznie zdaje się być jedynym "niepoinstruowanym").
Świadomość, że jest to tylko gra, wznosi Rebekę ponad nią i daje dystans, który
pozwala kpić sobie z nieświadomych niczego uczestników zabawy, jak to ma miejsce
na przykład w dniu pięćdziesiątym siódmym, kiedy Rebeka podśmiewa się z ojca
Alfonsa: "twój ojciec dał dowód niezwykłej przezorności. Obawa przed niepotrzebną
kłótnią skłoniła go do pojedynkowania się cztery razy tego samego dnia."
(D.57,576) Alfons zauważa raz jeszcze: "Wydało mi się, że Rebeka drwi z
nas wszystkich. Odkryłem w jej charakterze coś szyderczego i wątpiącego."
(D.28,311)
Postać Rebeki jest najbardziej złożoną i - wydaje się - najważniejszą z postaci
kobiecych w Rękopisie znalezionym w Saragossie. Jak wszystkie kobiety w tej
powieści uwikłana jest w podwójność, ale się do niej nie ogranicza. Na jej przykładzie
widzimy istotność maskarady w konstrukcji powieści. Jest Rebeka inicjatorką
maskarady i sama bierze w niej udział, stąd niepewność co do jej pochodzenia,
charakteru oraz prawdy jej słów. Zresztą niepewność ta dotyczy wszystkich bohaterów
Rękopisu... (oprócz głównego). Prawie wszyscy zmieniają tu imiona, role. Czytelnik
waha się, jak interpretować opisywane wydarzenia. Jest to wahanie, które wspominana
już Kathryn Bulver określiła jako konstytutywne dla kobiet demonów.
Kobiety demony można podzielić na dwie kategorie: te, które udają demonów i
te, które są demonami, choć nie jest pewne, że opowiadanie o nich nie zostało
zmyślone. W przypadku tych pierwszych mamy do czynienia z wahaniem bohatera
co do ich natury, po czym okazuje się, że były one zwykłymi śmiertelniczkami,
w przypadku drugich bohater na początku nie zastanawia się nad tym, czy są one
realne, czy nie, a potem okazuje się z całą oczywistością, że miał do czynienia
z demonami.
Do pierwszej kategorii należą Emina i Zibelda. Niepewność co do ich natury pojawia
się już podczas ich pierwszego pojawienia się przed Alfonsem wskutek okoliczności,
w jakich je widzi. Zaczyna się więc zastanawiać nad ich wyglądem: "Nóżki
tych nieznajomych, nóżki - powtarzam - które winny być pokrzywione i zakończone
szponami, gdyby były do złych duchów należały, przeciwnie, skrywały drobne paluszki
w wykwintnych wschodnich papuciach." (D.1,21) Emina dziękuje Alfonsowi
za przyjęcie ich zaproszenia "z tak złośliwym uśmiechem, że w tej chwili
posądziłem ją o rozkaz uprowadzenia mego muła z zapasami." (D.1,22) Kolejnym
powodem do podejrzeń jest przestrach Zibeldy na widok krzyża, "przecież
złe duchy tylko lękają się krzyża." (D.1,23) Również nagabywania, by zmienił
wiarę, wydają się Alfonsowi pokusami szatana, które powodują, że szuka "śladów
rożków na pięknym czole Zibeldy." (D.1,26) Zastanawia się: "Możeż
to być, aby dwa tak miłe i rozkoszne stworzenia były złośliwymi duchami nawykłymi
drwić ze śmiertelnych, przybierając kształty wszelkiego rodzaju, albo czarownicami
lub też, co byłoby najstraszliwsze, upiorami, którym niebo dozwoliło ożywić
ohydne trupy wisielców z doliny Los Hermanos?" (D.10,115) W końcu wyznaje:
"W istocie nie wiedziałem, czy to kobiety, czy też podstępne jakieś widziadła"
(D.1,23), a gdzie indziej: "szatany czy też prawdziwe ziemianki, z tego
w żaden sposób nie umiałem zdać sobie sprawy." (D.16,190)
Jednakże Alfons cały czas wierzy, że ma do czynienia z prawdziwymi kobietami:
"tymczasem piękne Mauretanki przytuliły się do mnie i uczułem wyraźne dotknięcie
ciał żywych, nie zaś cieni." (D.1,29) Utwierdza się powoli w tym mniemaniu,
kiedy okazuje się, że z pianiem koguta dziewczęta nie "ulatują dymnikiem"
(D.1,29). W dniu trzecim jest już "mocno przekonany", że miał "do
czynienia z istotami z tego świata" (D.3,57). I nawet nagabywania pustelnika
ani naciski inkwizytora nie mogą zmienić jego wewnętrznego przekonania.
Paszeko również nie osiąga swego celu. Jego drugie opowiadanie, w którym pełni
rolę postronnego obserwatora tego, co się zdarzyło Alfonsowi, przedstawia Eminę
i Zibeldę jako ożywionych szatańską siłą wisielców z doliny Los Hermanos. Alfons
jednak odmawia jednoznacznej decyzji w sprawie natury swoich kochanek, mówiąc:
"Jeden z nas bez wątpienia był otumaniony, może nawet i obaj źle widzieliśmy."
(D.8,100) Właściwie bowiem niczego nie można być pewnym, bo wszystko jest względne
- jak dowodzi tego Don Belial (D.52,524) - tak jak w przypadku tygrysa, który
jest niegroźny z punktu widzenia owadów żerujących na liściach. Cały czas chodzi
o te same Eminę i Zibeldę. Mogą one być i demonami, i prawdziwymi kobietami
tak, jak tygrys może być jednocześnie groźny i łagodny. Bowiem w kobiecie demonie
najbardziej pociągające jest nie to, że jest ona kobietą albo diabłem, tylko
że może być jednocześnie i jednym, i drugim, że jest wątpliwość co do jej natury
i pochodzenia, a czasem nawet co do jej płci (Emina i Zibelda zmieniają się
w powieszonych braci Zoto).
Opowiadanie kabalisty o fałszywych córkach Salomona również dotyczy Eminy i
Zibeldy. Dowiadujemy się o tym, dzięki pojawieniu się ich imion. Ciągle więc
chodzi o te same kobiety, tylko widziane innymi oczyma. Narratorzy poszczególnych
historii nie mają wątpliwości, co do prawdy tego, o czym mówią, ale nie udaje
im się przekonać Alfonsa, który równie jak oni jest przekonany o prawdzie tego,
o czym opowiedział. Właściwie więc nie chodzi o prawdziwą naturę Eminy i Zibeldy,
ale o to, jak ich postacie są przekształcane przez tekst. Tym bardziej, że tak
jak zachodzi wątpliwość co do natury Mauretanek, tak istnieje też wątpliwość
dotycząca prawdziwości opowiadanych historii.
Do postaci, co do których - w obrębie historii, gdzie się pojawiają - nie ma
wątpliwości, że są demonami, choć jest wątpliwość - na wyższym poziomie narracji
- czy historie o nich opowiadane są prawdziwe, należy widmo Bianki Rossi z historii
Landulfa z Ferrary, Fenicjanka z historii Menipa Licejczyka, czy księżniczka
Monte Salerno. Do tej kategorii należy też Orlandyna z historii Tybalda de la
Jacquiere. Ciekawe jest jej uwikłanie w świat tekstów podkreślające - już w
obrębie historii, w której się pojawia, choć nie dla jej bohatera - fikcyjność
jej postaci. W tekście francuskim na jej określenie pojawia się słowo: Dariolette
(J,10,123), które - jak informuje nas przypis - jest imieniem bohaterki średniowiecznych
powieści dworskich. Co więcej w tytule jej historii pojawia się przymiotnik
gente ("Histoire de la gente Dariolette du châtel de Sombre" (D.10,124)),
najczęściej używany w średniowiecznych powieściach na określenie pięknych kobiet.
Ponadto w jej historii - jak w historii margrabiny Baduli - znajduje się motyw
Szkoły żon Moliera. Również kochanki Błażeja Hervasa okazują się demonami. Ich
żądza podsycana cukierkami Don Beliala przeraża bohatera (D.51,520), a kiedy,
szukając domu pani Santarez, nie znajduje go, przekonuje się ostatecznie, że
miał do czynienia z szatanami (D.52,526).
W rozdziale trzecim zwróciliśmy uwagę na związek kobiety demona ze śmiercią.
Związek ten daje się zauważyć w przypadku wszystkich kobiet demonów w Rękopisie
znalezionym w Saragossie. Emina i Zibelda, z którymi Alfons spędza noc, rano
zmieniają się w wisielców (D.2,31). Podobnie dzieje się z Kamillą i Inezillą,
które w postaci wisielców okrutnie torturują Paszeka (D.2,38-39). Kochanka Tybalda
de la Jacquiere okazuje się trupem, a kochanka Menipa Licejczyka - empuzą chcącą
go pożreć. W tym samym duchu na pierwszych stronach powieści pojawia się hiszpańskie
przysłowie: "Cyganki z Sierra Moreny pragną ludzkiego mięsa" (D.1,15).
Widoczny jest tu związek miłości cielesnej ze śmiercią. Taki związek Tzvetan
Todorov odkrył w baśni o Czerwonym Kapturku. Według niego baśń ta przedstawia
prawdę, że rozebranie się i położenie do łóżka z istotą odmiennej płci jest
równoznaczne z byciem zjedzonym, ze śmiercią. W historii Alfonsa, Paszeka, Uzedy,
Velasqueza kobieta, czyli ciało, którego się pragnie, zostaje utożsamione z
trupem, następuje tu rodzaj substytucji. W historii Tybalda jest ona jednocześnie
i trupem, i diabłem. W tych przypadkach u Potockiego następuje odwrócenie w
stosunku do Perraulta, gdzie to kobieta, która ulega żądzy, jest ukarana. U
Potockiego ukarany jest mężczyzna poprzez przekształcenie obiektu jego pożądania
w martwe ciało.
Pamiętamy, że Kathryn Bulver uznała fakt bycia doskonałą pięknością za charakterystyczny
dla kobiet demonów. I rzeczywiście Emina i Zibelda są doskonale piękne (D.1,21),
Celia i Zorilla są "doskonałymi pięknościami" (D.51,510), natomiast
Elwira de Noruna, która z demonami nie ma nic wspólnego, zdała się hrabiemu
de Penna Velez na pierwszy rzut oka "pospolitą pięknością" (D.18,205).
Z kolei Dolorita znaleziona pod szubienicą braci Zoto, choć "nadzwyczaj
piękna" (D.40,423) nie jest nawet przebranym demonem. Również margrabina
Baduli jest "niezwykłej piękności" (D.42,435), a nie ma nic wspólnego
z demonami. Zresztą - jak już wyżej zauważyliśmy - w Rękopisie... wszystkie
kobiety są piękne. Przyjrzyjmy się więc tym równie pięknym, ale nie demonicznym.
Niniejszy podrozdział ma za zadanie wskazać niektóre społeczne aspekty postaci
kobiecych w Rękopisie znalezionym w Saragossie. Pozostaniemy ciągle w obrębie
tekstu i postaramy się zobaczyć, jak uwikłane są kobiety pełniące pewne role
społeczne wobec innych członków społeczeństwa takiego, jakim zostało ono przedstawione
w powieści.
Pierwszą rzeczą, jaką daje się bez trudu zauważyć jest rola męża i ojca oraz
ojcowskiego autorytetu. Każdy bez wyjątku zaczyna swoją historię od ojca, natomiast
matce poświęca niewiele miejsca. Są nawet takie historie, jak opowiadanie kabalisty,
gdzie o matce się nie wspomina. Najczęściej pojawia się ona we wzmiance, że
ojciec się z nią ożenił, bardziej jako dodatek do jego postaci niż jako autonomiczna
postać i często umiera wydawszy na świat dziecko. Kobieta jest więc traktowana
jako własność mężczyzny. Żona jest podporządkowana mężowi zarówno finansowo
jak i moralnie. Ma on nad nią pełną władzę. Może ją ukarać, jak radził Monaldi
ojcu Zota (D.5,66), jest jej "małżonkiem i sędzią" (D.29,321). Z kolei
żona jest mu we wszystkim posłuszna: "[Mąż] raczył poradzić się mnie w
tej mierze [w sprawie wyjazdu z miasta]; byłam, jak zawsze, tego samego zdania"
(D.15,177) - opowiada Maria de Torres. Podobnie pani de Val Florida odpowiada,
że "zawsze zgodzi się z moim [tzn. margrabiego de Val Florida] zdaniem"
(D.28,303). Postawa żony wobec męża charakteryzuje się zupełnym oddaniem i rezygnacją
z własnych pragnień. Alfons mówi o swojej matce: "Matka moja chętnie byłaby
pozostała w Hiszpanii, ale tak dalece kochała swego męża, że bez najmniejszego
żalu zgodziła się na opuszczenie ojczyzny." (D.3,44) Ciekawe, że karze
podlegają jedynie niewierne (lub tylko podejrzane o niewierność) żony, jak księżna
Medina Sidonia, margrabina de Val Florida, czy Elwira de Noruna, natomiast nie
ma wzmianki, by ktokolwiek (lub cokolwiek) ukarał niewiernego małżonka.
Córka w pełni zależy od ojca. Ineza Moro wyznaje: "Mój ojciec od dawna
już rozporządził mną" (D.35,378). Elwira de Noruna, nie mając innego opiekuna
nad męża swojej siostry, jemu była winna posłuszeństwo i odpowiadała, że "we
wszystkim zastosuje się do [jego] rad" (D.16,182). Nawet wypowiedzi Rebeki
świadczą o roli ojcowskiego autorytetu w życiu córki (choć niekoniecznie należy
je odnosić do życia samej bohaterki): "mój ojciec tak chciał i muszę ulec
memu przeznaczeniu." (D.9,112) Również córka natury - Ondyna okazuje się
poddana autorytetowi ojca. Jego wspomnienie było jedynym sposobem na zmuszenie
jej do posłuszeństwa (D.60,594). Władza ojcowska bywa nawet utożsamiana z boską,
jak to się dzieje w przypadku Blanki, której ojciec wybrał na męża Henryka Velasqueza.
Sprzeniewierzywszy mu się Blanka wyznaje, że "zniszczyła los tego, któremu
niebo ją przeznaczyło" (D.23,252).
Innym problemem jest kwestia wykształcenia kobiet. Dotyczy to w zasadzie jedynie
Rebeki, bowiem niewiele jest wzmianek o kształceniu innych kobiet. Jak podaje
Ulrich im Hof, w końcu XVIII w., w wyższych sferach społecznych, wykształcona
i uczestnicząca w dyskusjach kobieta nie była nadzwyczajnym zjawiskiem. Zdarzało
się nawet otrzymanie przez kobietę tytułu uniwersyteckiego, jak się to stało
w przypadku siedemnastoletniej córki markiza de Montealegre w Hiszpanii. Jednakże
- jak kontynuuje Ulrich im Hof - odkrycie sensualizmu ogranicza stanowisko przyznające
kobiecie możliwość rozumowania i zdobycia wykształcenia na równi z mężczyzną:
"Kobiecie przyznaje się wprawdzie lotny umysł i żywą wyobraźnię, zarazem
jednak przypisuje się jej uwarunkowaną fizjologicznie, związaną z konstytucją
nerwową niezdolność do głębszej refleksji i rozumności." W związku z tym
funkcja kobiety ogranicza się do roli żony i matki. Tak też jest w przypadku
kobiet w Rękopisie..., gdzie nawet wykształcenie Rebeki okazuje się pozorne,
jak to zauważyliśmy w rozdziale jej poświęconym. Fakt zostania żoną i matką
w zupełności wystarcza im do szczęścia. W tym duchu Giralda zwraca się do księżniczki
Medina Sidonia: "Kochana Eleonoro, jesteś żoną i matką, jednym słowem,
jesteś szczęśliwa" (D.29,315).
Kobieta jest więc stworzona do miłości, tej legalnej i tej przeciwstawiającej
się normom społecznym. Pojawienie się kobiety jest równoznaczne z pojawieniem
się wątku miłosnego. Zobaczmy zatem, jak przedstawiona jest miłość w Rękopisie
znalezionym w Saragossie.
Już w pierwszym dniu, kiedy pojawiają się Emina i Zibelda, Alfons bierze je
za boginie miłości. Nawet fakt, że przedstawiają mu się jako muzułmanki, wykorzystuje,
by im powiedzieć, że są stworzone do kochania. Na słowa Eminy: "my jesteśmy
wierne, czyli, wyraźniej mówiąc, muzułmanki" (D.1,22) odpowiada: "bez
wątpienia prawdę wyrzekłaś; komuż słuszniej przystoi mówić o wierności? Jest
to religia serc prawdziwie kochających." (D.1,22) A w dniu dwudziestym
dziewiątym wyznaje im: "Wewnętrzny jakiś głos zapewniał mnie, że jesteście
istotami mego rodzaju, stworzonymi do miłości." (D.29,330)
O miłości małżeńskiej, legalnej nie mówi się w Rękopisie... dużo, choć wiele
tam małżeństw, być może dlatego, że - jak stwierdził Tołstoj - wszystkie szczęśliwe
małżeństwa są do siebie podobne, wiec nie warto o nich pisać. Jest natomiast
w powieści wiele przykładów miłości, która przekracza normy społeczne. Są to
trójkąty (a nawet czworokąty), miłość lesbijska oraz przejawy sadyzmu. Tego
rodzaju związki dotyczą kobiet, które określiliśmy wyżej jako kobiety demony.
To właśnie wprowadzenie sfery nadnaturalnej dało autorowi możliwość pokazania
miłości perwersyjnej, ponieważ stworzenia wywodzące się z tej sfery, jako nie
mające duszy, nie grzeszą, więc wszystko jest im dozwolone. Również przebranie
pozwala na przekraczanie konwencji. Tak więc kobiety demony, jak Biondetta w
Le Diable amoureux, nie są poddane nakazom moralnym, nakładanym przez społeczeństwo.
Mogą więc oddać się miłości, która się sytuuje poza zasięgiem konwencji i zakazów,
jakie ją zatruwają w życiu codziennym.
Ten rodzaj miłości już od dzieciństwa łączy Eminę i Zibeldę. Emina opowiada:
"Natura (...) obdarzyła nas niewypowiedzianą skłonnością do miłości i,
w braku innych osób, pokochałyśmy się wzajemnie." (D.1,24) Ich miłość miała
za wzór Miłostki Medżnuna i Lejli. Przeczytana chciwie książka ta sprawiła,
że dziewczęta postanowiły wcielić się w jej bohaterów i "kochać się ich
sposobem" (D.1,24). Emina przyjęła rolę Medżnuna, a Zibelda - Lejli. Oto
jak w "mowie kochanków" opowiada o tym Emina: "Naprzód oświadczyłam
jej moją namiętność, układając kwiaty w bukiecie (...), następnie rzucałam jej
pełne ognia spojrzenia, padałam przed nią na kolana, całowałam ślady jej stóp,
zaklinałam wietrzyk, aby jej moje żale zanosił, i chciałam go rozpłomienić gorącymi
westchnieniami. Zibelda, wierna naukom mistrza, naznaczyła mi schadzkę. Kochanka
moja z początku lekki opór stawiała, po chwili jednak dozwalała mi ukraść kilka
pocałunków i wreszcie podzielała zupełnie wrzące moje uczucia." (D.1,24-25)
Ta obopólna namiętność nie wygasła wraz z wiekiem. Można się jednak zastanawiać,
na ile jest ona fikcyjna, na ile jest tylko zabawą, udawaniem.
Przypomnijmy, co powiedzieliśmy wyżej na temat jedności Eminy i Zibeldy, tego,
że są one przeciwieństwami, które się dopełniają tworząc jak gdyby jedną duszę.
Przypomina to opowieść Arystofanesa z Uczty albo biblijny cytat: "Dlatego
opuści człowiek ojca i matkę i zwiąże się ze swoją żoną, i będą oboje jednym
ciałem. A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało." (Mt.19,5) Zwróćmy jednak
uwagę, że w przypadku Eminy i Zibeldy chodzi nie tyle o zjednoczenie ciał, co
dusz. Poza tym one to zjednoczenie już osiągnęły, podczas gdy - według Krystyny
Starczewskiej - miłość dąży do takiego zjednoczenia i kochać można tylko wtedy,
kiedy się nie jest jednością, w związku z tym nie mogłyby się kochać dwie przeciwstawne
części jednej duszy.
Eminę i Zibeldę łączy również związek z ich kuzynem Alfonsem. Oprócz tego, że
jest to miłość we troje, jest to więc jednocześnie miłość kazirodcza. Być może
zdanie z historii Rebeki: "Spojrzenia brata wywoływały na lica moje niewytłumaczony
rumieniec" (D.14,161) także zawiera ślady miłości kazirodczej. Kazirodztwo
przywoływane jest też w historii Kleopatry przytaczanej przez Żyda Wiecznego
Tułacza. Poślubiła ona swego brata Ptolemeusza Dionizego, a potem drugiego brata,
który był jednocześnie jej szwagrem (D.21,237). Ciekawe, że stosunek kazirodczy
we troje, mający na celu przedłużenie rodu, jak to było w przypadku Eminy, Zibeldy
i Alfonsa, jest opisany w Biblii. Chodzi o opowieść o Locie i jego córkach (Rdz.19,30-38).
I tak jak Emina i Zibelda każą Alfonsowi wypić odurzający napój (D.1,30), córki
Lota poją ojca winem. Miłość we troje dotyczy również Kamilli, Inezilli i Paszeka
oraz Velasqueza, Antonii i jej służącej. Te stosunki również noszą znamiona
kazirodztwa, bowiem Kamilla jest macochą Paszeka, a Antonia - ciotką Velasqueza.
Pewne cechy miłosnych trójkątów, jak nierozdzielność obu kochanek, nieobecność
zazdrości, wzajemność lub jej brak, omówiliśmy już przy okazji analizy poszczególnych
kobiecych par. Tutaj dodamy jeszcze, że Alfons porównuje Eminę i Zibeldę do
Psyche i Amora (D.5,70). W tym porównaniu zawiera się nie tylko dostrzeżenie
przewagi rozumu u jednej, a namiętności u drugiej, ale również faktu, że dziewczęta
kochały się wzajemnie. Trójkąt jest więc zupełny: wszyscy kochają się nawzajem.
Ponadto Emina i Zibelda noszą pasy cnoty, które tłumacz na polski omownie nazywa
"ozdobami, jakie w średnich wiekach miłość splatała nieufną dłonią."
(D.5,70) W wersji francuskiej pojawia się natomiast słowo "ceinture"
- "pas" (J.5,79). W tekście francuskim znajduje się też wiele o wzajemnym
stosunku całej trójki mówiący fragment, który nie istnieje w wersji polskiej.
Brzmi on następująco: "Zibeddé se rappela le rôle d'amante qu'elle avait
autrefois étudié avec sa soeur. Celle-ci voyait dans mes bras l'objet de ses
feintes amours et livrait ses sens a cette douce contemplation. La cadette,
souple, vive, brulante, dévorait par le tact et pénétrait par les caresses."
(J.5,79) Wynikałoby stąd, że w miłości tej trójki zawierają się również cechy
voyeryzmu. Zwróćmy też uwagę na słowa "feintes amours", które potwierdzałyby
tezę o fikcjonalności safizmu między Eminą i Zibeldą.
Miłości we czworo oddaje się Błażej Hervas z panią Santarez i jej dwiema córkami.
W przypadku tych ostatnich można też mówić o miłości lesbijskiej, tak jak w
u Eminy i Zibeldy. Kiedy Błażej je ujrzał po raz pierwszy, wszystkie trzy wzbudziły
jego zainteresowanie: "Celio, Zorillo (...) jesteście równie piękne jak
niewinne; ty zaś, pani, która wydajesz się ich matką dlatego tylko, że wdzięki
twoje są bardziej rozwinięte, pozwól, abym zanim mnie opuścicie, poświęcił kilka
chwil podziwowi, w jaki wszystkie trzy mnie wprawiacie." (D.51,510) Hervas
zamieszkał w ich domu. Od pierwszych chwil wspólnego przebywania trzy kobiety
zaczęły rywalizować o względy Błażeja: "Spojrzenia ich [córek] zdawały
się obejmować w posiadanie moją osobę; ale wzrok matki skarcił je surowo. Dostrzegłem
tę walkę zalotności i wynik jej zostawiłem przeznaczeniu" (D.51,510). Trzy
kobiety kolejno odwiedzały Hervasa w jego pokoju: Zorilla przynosiła atrament,
Celia przychodziła układać książki (te zajęcia mają świadczyć o niewinności
dziewcząt), natomiast matka zajmowała się łóżkiem (D.51,510-511). Po pewnym
czasie Hervas stwierdza: "Nie było wątpliwości, wszystkie trzy kochały
się we mnie; stan ten przepełniał pierś moją szczęściem." (D.51,512)
Gdy w domu pani Santarez pojawia się Don Krzysztof Sporadoz, Hervas jest zazdrosny,
i chyba nie bez powodu: "Byłem jeszcze głównym celem nadskakiwań trzech
piękności, ale spostrzegłem, że i dla nowo przybyłego nie szczędzono spojrzeń
i uśmiechów." (D.51,512) Co prawda nie powinien mieć powodów do zazdrości,
bowiem: "Pani Santarez i jej córki nie były wprawdzie moimi małżonkami
i nie składały mego haremu, ale serce moje pod pewnym względem zawładnęło nimi
i nadwerężenie moich praw zadawało mi śmiertelną boleść." (D.51,515) Jego
gospodyniom również nieobce jest uczucie zazdrości: siostry są zazdrosne o siebie
nawzajem i jednocześnie obie są zazdrosne o matkę: "obie córki poczuły
żądło zazdrości; wszelako przez uszanowanie dla matki nie śmiały jej tego okazywać."
(D.51,514)
Hervas śni nocą o "trzech pięknościach": "Celia, Zorilla i matka
ich kolejno mnie zajmowały, urocze ich obrazy krzyżowały się w moich marzeniach
i przez całą noc niepokoiły." (D.51,513) Wreszcie, dzięki cukierkom Don
Beliala, jego marzenia mogą się ziścić. Wchodzi do pokoju dziewcząt i znajduje,
że: "Zmysły ich były w daleko większym bezładzie od moich. Przeląkłem się,
chciałem wyrwać się z ich objęć, ale nie miałem na to dość siły. Matka weszła,
wymówki zamarły jej na ustach, a wkrótce nie miała już prawa czynić nam wyrzutów."
(D.51,520) Pośród pieszczot pani Santarez nazywa Hervasa synem (D.51,519). Może
to mieć znamiona związku kazirodczego między matką a synem. Cukierki Don Beliala
mają tę właściwość, że eliminują zazdrość: "Matka ich, bardziej świadoma,
ale nie mniej namiętna, dzięki moim cukierkom bez zazdrości spoglądała na szczęście
córek." (D.52,523) Cukierki te, jako pochodzące od szatana, wprowadzają
element nadnaturalny we wzajemne stosunki całej czwórki. Nie tylko "zagłuszają
uczucia natury" (D.52,521), ale dostarczają "rozkoszy, jakich żaden
śmiertelnik (...) nie doznał" (D.52,523), to znaczy rozkoszy pochodzących
ze sfery nadnaturalnej, co potwierdza, że panie Santarez nie były zwyczajnymi
śmiertelniczkami.
Elementy sadyzmu zawiera historia Giulia Romati i księżniczki Monte Salerno.
Opowiada ona, jak lubiła dręczyć swoje służące: "Zachciało mi się wystawiać
cierpliwość moich kobiet na próby wszelkiego rodzaju. Co chwila dawałam im sprzeczne
rozkazy, których zaledwie połowę były w stanie wypełnić, a wtedy karałam je
szczypaniem, drapaniem lub zatykaniem szpilek w ręce i nogi." (D.13,151)
W historii tej zawiera się również aluzja do miłości lesbijskiej. Na zapytanie,
dlaczego łoża w sypialni księżniczki są tak obszerne, Romati otrzymuje odpowiedź:
"Czasami księżniczka, gdy bezsenność ją trawi, ma zwyczaj przywoływania
swoich kobiet." (D.13,150)
Ten rodzaj miłości dotyczy księżnej Medina Sidonia (a właściwie panny de Val
Florida) i jej mlecznego brata - Hermosita, a raczej tylko jego jednego, bowiem
margrabianka nie była mu wzajemną. Jest to właściwie jedyny przykład uczucia
bez wzajemności i jedyny, w którym mężczyzna z ludu kocha kobietę wysokiego
stanu. Miłość ta rodzi się przez słowa, w słowach zawiera i do słów ogranicza.
Można zaryzykować stwierdzenie, że między tym dwojgiem istnieje pewien szczątkowy
rodzaj pokrewieństwa z uwagi na to, że zostali wykarmieni przez jedną kobietę
- Giraldę - matkę Hermosita, a mamkę i w istocie jedyną opiekunkę panny de Val
Florida (nie darmo dzieci karmione przez jedną kobietę nazywa się mlecznym rodzeństwem).
Dzieci wychowywały się więc razem, jak opowiada księżna Medina Sidonia: "Jedne
piersi nas karmiły i często spoczywaliśmy w tej samej kołysce. Zażyłość wzrastała
między nami aż do siódmego roku naszego życia." (D.27,295) Kiedy dzieci
miały siedem lat, Giralda pouczyła swego syna o różnicy stanów, jaka zachodzi
między nim a towarzyszką jego zabaw i przykazała mu być we wszystkim posłusznym
pannie de Val Florida. Hermosito przyjął te słowa z całkowitą wiarą i starał
się je jak najdokładniej do nich zastosować. Księżniczka mówi o tym tak: "Odtąd
wypełniał ślepo wszelkie moje żądania, starał się nawet odgadywać je i uprzedzać.
To nieograniczone posłuszeństwo zdawało się mieć dla niego niewypowiedziany
urok, ja zaś cieszyłam się, widząc go tak dla siebie powolnym." (D.27,295)
Syn Giraldy posuwał swoją gorliwość aż do ostateczności: o mało nie utonął,
kiedy margrabiance zachciało się muszli leżącej na dnie głębokiej wody; spadł
z drzewa, gdy panna de Val Florida zapragnęła ptasich jaj. Dzieci czytały te
same książki i zawsze upodobania margrabianki stawały się również upodobaniami
Hermosita.
Kiedy Giralda, spostrzegłszy uczucia swego syna, chciała tę parę rozdzielić,
"Hermosito wpadł w gwałtowną rozpacz. Rozpłakał się, zemdlał, odzyskał
zmysły, aby znowu zalewać się łzami." (D.27,296) Na uzasadnienie swojej
reakcji wyznaje: "Urodziłem się, ażeby służyć pannie de Val Florida, i
umrę, jeżeli mnie od niej oddalą." (D.27,297)
Młodzi zostali w końcu rozdzieleni. Hermosito nie mógł się jednak oprzeć, by
jeszcze raz ujrzeć swoją panią, tym razem już jako księżną Medina Sidonia, bowiem
- jak mówi - "Zdaje mi się, że czerpiąc pierwszy pokarm życia z jednego
z tobą, pani, źródła, jednakowo wykształciłem z tobą duszę, tak że mogłem myśleć
tylko o tobie, przez ciebie lub o tym, co cię dotyczyło." (D.29,318) Ta
chwila słabości kosztowała go życie i stała się początkiem nieszczęść księżnej.
W ten rodzaj miłości uwikłany jest kabalista i jego siostra. Wzmiankowana w
Rękopisie... apokryficzna księga Henocha (D.14,162), która jest opracowaniem
biblijnego opisu związków synów Boga z córkami ludzi (Rdz.6,1-4), potwierdza
możliwość fizycznych stosunków między istotami niebiańskimi i ziemskimi. Talmud
uczy, że aniołowie, którzy porzucili niebieskie chóry dla miłosnego łoża na
ziemi, otrzymali cielesną postać, mogli więc fizycznie połączyć się ze śmiertelnymi
kobietami. "Miłostki synów Elohima z córkami ludzi" (D.14,165) opisuje
również księga Edrisa, którą studiuje Rebeka. Jednakże, jak sama przyznaje:
"Niepodobna dziś wyobrazić sobie sposobu, jakim kochano w pierwszych wiekach
świata." (D.14,165) Pewne pojęcie o tym, jak mogłyby wyglądać niebiańskie
istoty płci żeńskiej, daje opowiadanie kabalisty o fałszywych córkach Salomona.
Mówi on, że widział: "dwie piękności, których wdzięków śmiertelni nigdy
nie zdołaliby pojąć. Przez przejrzyste ich ciała można było widzieć dusze i
dokładnie rozpoznać, jak ogień namiętności krąży im po żyłach i miesza się z
krwią." (D.9,109)
Miłość z tymi istotami jest możliwa za pośrednictwem lustra. I tak kabalista
widzi w lustrze nóżki "prawdziwych" córek Salomona (D.9,109). Rebeka
również widuje swoich niebiańskich kochanków jedynie w zwierciadle, tylko wtedy,
gdy Słońce jest w znaku Bliźniąt i wyznaje: "Czuję, że jestem zdolniejsza
kochać w rzeczywistości niż w zwierciadle." (D.11,124) Jej niebiańscy kochankowie
ukazują się przed nią w całej swojej postaci, ubrani jedynie w przezroczyste
skrzydełka, które "dostatecznie zasłaniały to wszystko, co mogłoby zadrasnąć
moją [tzn. Rebeki] wstydliwość." (D.14,163). Ich związek opiera się na
wzajemnym wpatrywaniu w oczy i całowaniu rąk (D.14,165). Kiedy Słońce opuszcza
znak Bliźniąt, Rebeka "z okiem przyłożonym do teleskopu śledzi [swoich]
kochanków aż do ich zniknięcia." (D.14,166) Oczywiście, ten rodzaj miłości
- jak bodaj wszystko w Rękopisie... - należy traktować z przymrużeniem oka.
IV.4. Kochanka a matka.
Rola matki w Rękopisie znalezionym w Saragossie jawi się jako przeciwstawna
do roli kochanki. Jest ona jak gdyby Maryją - łączącą abstynencję seksualną
i macierzyństwo - w opozycji do grzesznej Ewy - źródła zła. Alfons nosi medalion
zawierający "cząstkę prawdziwego krzyża" (D.1,23), który podarowała
mu matka. Jest to rodzaj talizmanu mającego go chronić od zła, dlatego obiecał
nigdy go nie zdejmować. Rolą kochanki jest oddalenie wspomnienia matki, żeby
mogła całkowicie zapanować nad ukochanym. Dlatego Emina i Zibelda pragną skłonić
Alfonsa, by zdjął swój medalion, na co ten odpowiada: "Przyrzekłem mojej
matce, że go nigdy nie porzucę, i sądzę, że nie ty [Emina] powinnaś wątpić,
jak umiem dotrzymywać moich przyrzeczeń." (D.6,84) Wydarzenia dnia siódmego
świadczą, że medalion jest jedyną przeszkodą na drodze do spełnienia, a oddalenie
go to warunek konieczny, żeby Emina i Zibelda mogły zdjąć swoje "ozdoby,
które pierwszego dnia zaraz tak mi [Alfonsowi] się nie podobały" (D.7,93),
czyli pasy cnoty. Również kochanka Landulfa z Ferrary, Bianka Rossi - "kobieta
wszeteczna" (D.3,52) chce skompromitować jego matkę wpraszając się do jej
domu na wieczerzę.
Kochanka i matka są więc w świecie powieściowym wartościami wykluczającymi się.
Kiedy nad bohaterem panuje jedna, nie może już być nawet śladu drugiej. Wspomnienie
matki stanowi też rodzaj sumienia bohatera. Chroni go ono przed popełnieniem
grzechu. Dopóki Alfons ma na szyi swój medalion, nie popełnia grzechu wielożeństwa
i kazirodztwa. Staje się to dopiero, gdy Zibelda rozcina wstążkę nożyczkami
i rzuca relikwie w rozpadlinę skały (D.7,93-94). Podobną rolę spełnia matka
w Le Diable amoureux Cazotte'a. Wspomnienie matki powstrzymuje Alvara przed
popełnieniem grzechu, miewa sny, w których pojawia się chroniąca go matka, a
w zakończeniu powieści u niej znajduje schronienie i jej opowiada swoją historię
z diabłem - Biondettą.
W Rękopisie znalezionym w Saragossie istotna jest również kwestia pokrewieństwa
przez matkę, które jest respektowane na równi z pokrewieństwem przez ojca. I
tak matka Alfonsa pochodzi z Gomelezów, co nie przeszkadza, by jego dzieci zostały
uznane za pochodzące z czystej krwi tego rodu. Przez kobiety z Gomelezami spokrewniony
jest także Velasquez (D.23,256). Podobnie jak wspominani w powieści przywódcy
szyitów, zwanych też Fatymidami, są spokrewnieni z Prorokiem poprzez jego córkę
Fatimę, która poślubiła swego kuzyna Alego.
Matki zwykle odznaczają się niepohamowaną dobrocią. Taka jest Maria de Torres.
Lonzeto wymyśliwszy wybieg polegający na przebraniu Avadora za Elwirę, przekonuje
go do włożenia sukien swojej kuzynki mówiąc: "Moja matka jest tak dobra,
że nam przebaczy." (D.17,193) Dobra i współczująca jest również matka szejka
Gomelezów. Ona pierwsza zauważa przygnębienie syna spowodowane ciągłym przebywaniem
w podziemiach i skutecznie umie mu zaradzić, wypraszając dla niego pozwolenie
wyjścia na powierzchnię (D.63,611).
Wyłączne poświęcenie swoim dzieciom okazują - jak dowiadujemy się z zakończenia
- kochanki, kiedy stają się matkami. Emina i Zibelda - o nich bowiem mowa -
"żyły w zupełnym odosobnieniu i zdawały się wyłącznie zajmować swymi dziećmi,
które w istocie piękne były jak aniołki. Przez cały dzień obie matki kołysały
je tylko, kąpały, ubierały i karmiły." (Zakończenie,632) Miłość zmysłowa
przekształca się zatem w miłość macierzyńską.
Nie ulega wątpliwości, że wszystkie kobiety w Rękopisie... są piękne. Ciekawe,
że imieniu każdej z nich towarzyszy zawsze pozytywnie ją określający epitet.
Zazwyczaj są to epitety stypizowane i zwykle jeden przymiotnik występuje ciągle
przy imieniu tej samej kobiety.
Najwięcej określeń odnosi się do postaci Rebeki i są one najbardziej różnorodne,
dominujący jest jednakże epitet "piękna". Pojawia się on aż trzynaście
na dwadzieścia pięć razy, kiedy mówi się o Rebece używając przymiotnika: (D.9:110,111,112),
(D.25,273), (D.11,124), (D.15,171), (D.29,329), (D.33:362,363,364), (D.37,400),
(D.38,409), (D.45,460). Oprócz tego epitetu występuje odnoszący się jedynie
do Rebeki przymiotnik "uczona": (D.9,110-2x), (D.29,329) oraz - również
trzy razy - "zachwycająca" jako odpowiednik francuskiego "aimable"
(D.9,110), (D.29,329), (D.33,363). Pozostałe epitety to: "młoda" (D.14,159),
(D.15,179), "boska" (D.14,168) i "czarowna" (D.33,363) jako
odpowiednik "charmante". W wersji polskiej znajdują się jeszcze dwa
określenia nie nacechowane pozytywnie. Są to "chytra Żydówka" (D.33,363)
w miejsce "la fausse Uzeda" (J.33,365) (oba przymiotniki podkreślające
skłonność Rebeki do udawania, podstępu i maskarady, choć może w wersji polskiej
nie jest to najszczęśliwsze zestawienie słów) oraz "zalotna kobieta"
(D.33,364), by powiedzieć, że używa swojego uroku osobistego do osiągnięcia
pewnych celów (tu: żeby skłonić Velasqueza do przejścia na mahometanizm). W
wersji francuskiej w tym miejscu jest bardziej konwencjonalne (nacechowane pozytywnie):
"cette aimable personne".
W odniesieniu do Eminy i Zibeldy również najczęściej stosowany jest przymiotnik
"piękne" (szesnaście na dwadzieścia jeden określeń): "piękne
podróżniczki" (D.1,22), "piękna Emina" (D.1,22), (D.1,24), (D.5,70),
(D.7,93), "piękne nieznajome" (D.1,22), "piękna Mauretanka"
(D.1,26), (D.5,70), w liczbie mnogiej (D.1,29) , (D.2,33), (D.5,71), "piękne
kuzynki" (D.1,30), (D.6,84), (D.30,331), "piękne Afrykanki" (D.3,57)
oraz w opowiadaniu Paszeka (D.8,99), gdzie w wersji francuskiej występuje przymiotnik
"charmantes". Inne pojawiające się jednokrotnie epitety to: "zachwycające"
(jedynie w wersji polskiej D.1,23) , "prześliczne" (w opowiadaniu
Paszeka D.8,99) jako odpowiednik "tres belles" oraz "czarujące"
(D.29,330) - odpowiednik "aimables". W dniu dziesiątym Alfons nazywa
swoje kuzynki "miłymi i rozkosznymi stworzeniami" (D.10,115). W wersji
francuskiej przymiotniki te brzmią: "aimables et aimantes" (J.10,121).
Oddają one dokładnie ideę dwustronności stosunku, jednoczesnej bierności i aktywności,
polegającą na tym, że Emina i Zibelda pozwalają się kochać (są kochane) i jednocześnie
same kochają, ponieważ "aimable" to "dający się kochać, zasługujący
na to, by być kochanym", a "aimant" to "kochający".
"Piękna" jest zdecydowanie najczęściej występującym w powieści epitetem.
Dominuje on w odniesieniu do Inezy Moro, gdzie pojawia się czternaście razy
na szesnaście określeń: (D.33,361), (D.34:368,369-2x,370-2x,371-2x), (D.35:378-2x,380,393
,393), (D.48,487). Pozostałe dwa razy użyty został przymiotnik "zachwycająca"
- raz jako odpowiednik "adorable" (D.35,379), drugi - jako odpowiednik
"charmante" (D.35,392). "Piękna" jest również Orlandyna
z historii Tybalda de la Jacquiere (D.10,118-2x i 121), empuza z historii Menipa
Licejczyka (D.11,125 i 126), hrabianka de Lirias (D.26,279), Sara z historii
Żyda Wiecznego Tułacza (D.39,412 i 414), Tuskula - czy też, jak w wersji francuskiej,
Tlascala - z historii margrabiego Torres Rovellas (D.43,446), (D.44,455), Getta
Cimiento (D.47,485), (D.54,539 i 542) oraz księżna Medina Sidonia (D.55,551).
Drugim pod względem częstości występowania jest przymiotnik "zachwycająca",
który w wersji francuskiej ma kilka odpowiedników. "Zachwycające"
są więc nóżki córek Salomona (D.9,107 - w wersji francuskiej "charmants"),
"zachwycająca" jest Inezilla (D.2,37 - "charmante"), Testa-Lunga
"miał żonę zachwycającej piękności" (D.7,85 - "femme charmante"),
"zachwycająca" jest Eleonora (D.28,302 - "aimable"), Frasqueta
(D.35,388 - "adorable") oraz Tuskula (D.44,451 - "adorable").
"Zachwycającą" została też nazwana bohaterka romansu czytanego przez
Elwirę i Lonzeta - Lindamora (czy też Linda Mora, tak w wersji francuskiej (J.16,194))
(D.16,189). Wyraźnie świadczy to o konwencjonalności, ale też o ironii związanej
z dodawaniem tego rodzaju epitetów.
Repertuar Rękopisowych epitetów można jeszcze uzupełnić o przymiotniki: "prześliczne"
- "końce dwóch prześlicznych kobiecych nóżek" należących do córek
Salomona (D.9,107 - "tres jolis"); "boska" - Blanka Velasquez
(D.19,219); "czarujące" - panie Santarez (D.51,511) oraz "nieporównana".
Ostatnie określenie odnosi się tylko do Elwiry de Noruna i jej córki Elwiry
Rovellas. Ciekawe, że w wersji francuskiej na określenie Elwiry de Noruna używany
jest wyłącznie przymiotnik "incomparable" - "nieporównana",
w wersji polskiej ta jednolitość nie została zachowana. "Nieporównana"
występuje tu dwa razy (D.16,181), (D.18,205), dwa razy jest "boska"
(D.16,186 i 187) i raz "nieodżałowana" (D.16,185). Mała Elwira najczęściej
bywa określana jako "zachwycająca" - pięć z dziesięciu epitetów (D.18,210),
(D.20:230,231,233), (D.42,433), "nieporównana" - trzy razy (D.18,203),
(D.20,232), (D.43,445), raz "anielska" (D.18,203) i raz "piękna"
(D.20,232). W wersji francuskiej przymiotnik "incomparable" pojawia
się tylko raz na dziewięć określeń małej Elwiry (J.43,447), przeważa epitet
"charmante" (J.18,213), (J.20:233,234,236) oraz "adorable"
(J.18,206), (J.20,234), (J.42,435), również raz pojawia się "belle"
(J.20,235). Z kolei w wersji polskiej jeden i zawsze ten sam epitet, a mianowicie
"dumna", odnosi się do księżniczki d'Avila (D.55:551,552,553), (D.57,570).
W wersji francuskiej księżniczka określana jest jako "fiere" - "dumna"
(J.55,540), (J.57,556) albo "altiere" - "wyniosła" (J.55:540,541).
Przedstawiony wyżej repertuar epitetów nie jest zbyt zróżnicowany. Są to w zasadzie
epitety konwencjonalne, niewiele mówiące o wyglądzie bohaterek. Warte odnotowania
jest użycie jednego przymiotnika w odniesieniu do tej samej kobiety, jak w przypadku
Elwiry de Noruna. Występują też nieznaczne odchylenia pomiędzy obiema wersjami.
Obok stałych epitetów konwencjonalnych pojawiają się również epitety sytuacyjne,
zawierające na przykład ocenę jakiegoś postępku, jak "niegodziwa"
w odniesieniu do Bianki z historii Landulfa z Ferrary, która zniesławiła matkę
i siostrę kochanka (D.3,53) albo zawierające współczucie, jak "biedna",
czy "nieszczęśliwa" (w wersji francuskiej dwa razy "pauvre"
(J.3,62)) w odniesieniu do tejże matki (D.3,53), czy też wyrażające stan uczuć
wobec danej osoby, jak "kochana Sylwia" (D.7,91 - w wersji francuskiej
"ma chere Sylvia") w historii Zota, a nawet podające w wątpliwość
status danej osoby, jak "mniemana Fenicjanka" (D.11,126 - "prétendue
Phénicienne") z historii Menipa Licejczyka. Są także epitety użyte przez
osobę mówiącą na określenie innej osoby po to, by podkreślić kontrast, jaki
pomiędzy nimi zachodzi. Na tej zasadzie pokutująca w klasztorze za swą płochość
Blanka Velasquez mówi o żonie Henryka Velasqueza (swego niedoszłego męża) "twoja
szczęśliwa małżonka" (D.23,252), a o sobie - "grzeszna Blanka"
(w wersji francuskiej "la coupable Blanche", D.25,270). Do tej grupy
można też zaliczyć przymiotnik "dumna" odnoszący się do lubiącej się
wywyższać siostry matki Zota (D.5,65) oraz "bonne" - "dobra"
(J.22,248 i 249) określający babkę Żyda Wiecznego Tułacza - Meleę, ale tylko
w wersji francuskiej, w wersji polskiej jest "droga" (D.22,246) i
"biedna" (D.22,247). Istnieją również przymiotniki wyrażające ogólne
oceny dotyczące kobiet, na przykład w informacji, że wszystkie Cyganki są "gburowate
i niewykształcone" (D.11,129).
Oprócz pojedynczych epitetów określających kobiety znajdują się też w powieści
dłuższe opisy. Najdłuższy i najbardziej wyczerpujący jest opis Eminy i Zibeldy.
Znajduje w nim odbicie z jednej strony pewien rodzaj wyczulenia na kolory, który
właściwie może być li tylko konwencjonalny, z drugiej skłonność do katalogowania,
do dokładności, dotycząca opisu ich stroju. Po pierwsze cera obu kobiet "z
róż i lilii utkana, dziwnie odbijała od czarnej barwy ich powiernic" (D.1,21),
łono ma kolor "śnieżysty", a nogi przy kostkach otoczone są "brylantowymi
obrączkami". Jednakże w wersji francuskiej kolory nie są explicite nazwane:
brak odpowiednika epitetu "śnieżysty" (J.1,31), a zdanie dotyczące
cery sformułowane jest następująco: "le teint de lis et de rose contrastait
parfaitement avec l'ébene de leurs soubrettes." (J.1,31) Nie pojawia się
zatem nawet kolor czarny, a wszystkie barwy - i oprócz wymienionych przykładów
tak samo jest w wersji polskiej - oddane są za pomocą nazw (kwiatów lub kamieni),
z którymi kolor się bezpośrednio kojarzy: lilie, róże, perły, brylanty, itp.
Po drugie opis stroju dziewcząt jest niezwykle dokładny, zwłaszcza rzucają się
w oczy nazwy materiałów, z których został on wykonany oraz podkreślanie faktu,
że bogaty ubiór dodaje uroku i tak pięknym kobietom: "Ubiór ten składał
się właściwie tylko z lekkiej zwierzchniej szaty i gorsetu. Suknia, czyli raczej
tunika, w górnej połowie była płócienna, od pasa zaś uszyta z gazy z Mequinez,
tkaniny, która byłaby zupełnie przezroczysta, gdyby szerokie wstęgi jedwabne,
jedne obok drugich spływające, nie zasłaniały wdzięków, które tyle pod tym lekkim
pokryciem zyskiwały. Gorset, bogato perłami haftowany i zdobny w diamentowe
zapinki, szczelnie więził śnieżyste łono, rękawy zaś od koszuli, także gazowe,
związane były na plecach. Kosztowne bransolety pokrywały ich ramiona. Nóżki
tych nieznajomych (...) skrywały drobne paluszki w wykwintnych wschodnich papuciach.
Obrączki brylantowe otaczały je przy kostkach." (D.1,21) Dodatkowo w wersji
polskiej znajdują się słowa "nadobne kibicie" (D.1,23), których odpowiedników
nie ma w tekście francuskim.
Ciekawe jest również porównanie różnic rysujących się między tekstem francuskim
a polskim przy opisie Rebeki. W wersji francuskiej jest to jeden z nielicznych
opisów, w których pojawiają się nazwy kolorów. Rebeka jest "la plus aimable
et touchante blonde" (J.9,116), czego odpowiednikiem w wersji polskiej
jest "najrozkoszniejsza blondynka" (D.9,110). Tekst francuski kontynuuje
opis włosów: "ses beaux cheveux dorés (kolejna nazwa koloru) tombaient
sans art sur ses épaules." Tej części zdania nie ma w wersji polskiej.
Jeszcze jedna nazwa koloru, "śnieżysta" - "blanche", jest
użyta przy opisie sukni, która w wersji polskiej "spływała po jej uroczej
kibici", podczas gdy w wersji francuskiej: "la couvrait négligemment."
Wersja polska skupia się w tym wypadku na szczególe wyglądu postaci, natomiast
francuska podkreśla niedbałość jej stroju. Podobnie jest w ostatnim zdaniu opisu:
"Zdawało się z powierzchowności, że mało dba o strój; wszelako, gdyby nawet
było przeciwnie, nie mogłaby powabniej podnieść uroku czarownych wdzięków",
co w wersji francuskiej brzmi następująco: "Son extérieur annonçait une
personne qui ne s'occupait jamais de sa parure, mais en s'en occupant davantage,
il eut été difficile de mieux réussir." Całość wersji francuskiej jak gdyby
szkicuje, pozwala zgadnąć wdzięki Rebeki poprzez skupienie się na jej stroju
i sposobie, w jaki się ubierała, natomiast wersja polska nie tyle uściśla ("urocza
kibić"), co dodaje informacje i słowa redundantne ("powabniej podnieść
uroku czarownych wdzięków"), co czyni tekst mniej lekkim i zręcznym niż
w wersji francuskiej.
Dodatkowe słowa w wersji polskiej znajdują się również przy opisie pań Cimiento,
a zwłaszcza panny Cimiento. Pani Cimiento "była to czterdziestoletnia osoba
ze świeżą cerą i słodkim wejrzeniem. Panna Cimiento (...) była wysoką, kształtnej
kibici, o pięknych oczach i wytoczonych ramionach dziewczyną." (D.54,538)
W wersji francuskiej panna Cimiento "avait d'assez beaux yeux et de tres
beaux bras" ("całkiem ładne oczy i bardzo piękne ramiona", J.54,527).
Ponadto "panna Cimiento, odziana w lekką spódniczkę i gorsecik, przychodziła
to po jedną, to po drugą flaszkę i alabastrowym ramieniem zdawała się zaćmiewać
świetne barwy, jakie dobywała z szafy." (D.54,538) Podkreślonej części
zdania zawierającej nazwę koloru nie ma w wersji francuskiej. Poza tym dziewczyna
jest tam ubrana jedynie w gorset, nie ma mowy o spódniczce (J.54,527).
Interesujący z punktu widzenia etnologicznej skłonności do katalogowania i porównywania
ras jest opis Tuskuli, o której margrabia Torres Rovellas opowiada w następujących
słowach: "Muszę jednak opisać wam córkę kacyków, czyli raczej dać wam niejakie
pojęcie o jej powierzchowności, gdyż nie byłbym w stanie słowami oddać tego
dzikiego wdzięku i tych żywych wzruszeń, w jakich namiętna jej dusza co chwila
przebijała się na jej twarzy. Tuskula Montezuma urodziła się w górzystej okolicy
Meksyku i nie miała wcale płci oliwkowej, jaką odznaczają się mieszkańcy nizin.
Przezroczystą jej cerę podkreślał blask czarnych oczu nieporównanej piękności.
Rysy jej, mniej wydatne niż u Europejczyków, nie były spłaszczone, jak to widzimy
u ludzi ze szczepu amerykańskiego. Tuskula przypominała ich tylko ustami, dość
pełnymi, ale zachwycającymi, ile razy przelotny uśmiech na nich wykwitał. Co
do jej kibici, nic wam nie mogę powiedzieć, zdaję się całkiem na waszą wyobraźnię
albo raczej na marzenia malarzy chcących odmalować Dianę lub Atalantę. Wszystkie
jej ruchy miały w sobie coś szczególnego, mimowolnie przebijał się w nich gwałtowny
poryw namiętności, hamowany silną wolą. Spokojność nie wydawała się w niej spoczynkiem
i zdradzała ciągłe wewnętrzne wzruszenie." (D.43,447)
W opisach zwracają również uwagę porównania kobiet do aniołów: "Aniołowie
nie mogą być piękniejszymi" (D.7,89) od kochanki Zota - Sylwii, Hermosito
widzi we śnie "otwarte niebiosa i aniołów, którzy twoją [księżnej Medina
Sidonia] postać (...) przypominają" (D.29,320), a Ineza uśmiecha się "z
anielskim wdziękiem" (D.35,378). Również Lonzeto nazywa Elwirę aniołem:
"zacząłem zastanawiać się nad moim postępowaniem, tak mało godnym tego
anioła, z którym wkrótce miałem się połączyć na wieki." (D.43,442)
Wersja polska kładzie większy nacisk na szczegół dotyczący opisu postaci, dodaje
na przykład przymiotniki określające kolor, których nie ma w wersji francuskiej.
Ta z kolei jest bardziej ogólna: "piękna" to w wielu wypadkach wszystko,
czego możemy się dowiedzieć o wyglądzie danej kobiety. I tak w wersji polskiej
Emina ma "alabastrową rączkę" (D.5,70), a przymiotnik ten nie pojawia
się w wersji francuskiej. Podobnie Fenicjanka z historii Menipa Licejczyka ma
"koralowe usta" (D.11,125), a w tekście francuskim mowa jest o "belle
bouche" ("pięknych ustach" J.11,132). W wersji polskiej daje
się zauważyć szczególne upodobanie do przymiotnika "śnieżny", który
pojawia się w wersji francuskiej jedynie we fragmentach ponownie przełożonych
z polskiego tłumaczenia Chojeckiego. Tak więc Frasqueta "wysunęła spod
kołdry dwa śnieżne ramiona" (D.35,383), podczas gdy w tekście francuskim
jej ramiona są "tres ronds" ("toczone", J.35,384); "śnieżną
rękę" ma w wersji polskiej margrabina Baduli (D.41,431), w wersji francuskiej
nie ma przymiotnika (J.41,433); a "śnieżne łono" - Sylwia, służąca
Baduli (D.42,440), w tekście francuskim brak w tym miejscu elementów opisu (J.42,442).
Również panna Cimiento ma w wersji polskiej "śnieżne ramiona" (D.54,542),
podczas gdy w wersji francuskiej mowa jest o "beaux bras" ("pięknych
ramionach", J.54,531). W wersji polskiej Orlandyna ma "udatną kibić",
co w wersji francuskiej ma odpowiednik "taille accorte". Przymiotnik
"udatna" odnosi się bardziej do kształtu, a "accorte" -
"wdzięczna, przyjemna" - raczej do sposobu, w jaki jej widok oddziałuje
na zmysły. Można jednakże znaleźć przykłady, choć nieliczne, gdzie różnica ta
nie obowiązuje. Ta sama Orlandyna ma "wysmukłą kibić" (D.10,120) w
wersji polskiej i "taille souple et ronde" ("wiotką i krągłą"
J.10,126) w wersji francuskiej, czyli w obu przypadkach występują przymiotniki
odnoszące się do kształtu.
Jako piękne określane są nie tylko kobiety dobrze urodzone, ale także służące.
"Piękne" są więc Murzynki usługujące Eminie i Zibeldzie (D.1,21),
"powabna" (w wersji francuskiej "aimable") jest ochmistrzyni
pięknej hrabianki de Lirias (D.26,279), "piękna" ("jolie")
jest również Sylwia - służąca czy też stryjeczna siostra margrabiny Baduli (D.42,434).
Z Sylwią związany jest jeden z nielicznych opisów wnętrz, jakie się w Rękopisie...
pojawiają. Chodzi o pokój służącej: "piękna posłanniczka zaprowadziła mnie
do swego pokoju, prawdziwej izdebki garderobianej, zdobnej w słoiki z pomadą,
grzebienie i tym podobne przybory do strojów. W głębi stało śnieżnobiałe łóżeczko,
spod którego wyglądała para pantofelków nader małego rozmiaru." (D.42,434).
Opis ten jest bardzo niekompletny, ale w wersji francuskiej jest on jeszcze
mniej dokładny i ogranicza się do wymienienia wszystkich sprzętów. Nie ma nawet
wyrażenia umiejscawiającego przestrzennie: "w głębi". Ponadto pantofle
zostały określone jako "d'une élégance remarquable" ("rzadkiej
elegancji", J.42,435). "Nadzwyczajnie piękna" jest służąca Rebeki
- Zulejka, której nawet został poświęcony króciutki opis, zrobiony - co ciekawe
- ustami samej Rebeki: "Oczy jej tchną słodyczą, usta umila rozkoszny uśmiech,
ciało zaś zadziwia doskonałością kształtów." (D.14,160) Jednym słowem jest
Zulejka stworzona do miłości. Jednakże nie są piękne służące szatanów przybierających
na siebie formy pięknych kobiet. Orlandyna w zamku Sombre Roche ma za całą służbę
ślepego odźwiernego, głuchą ochmistrzynię i jąkającą się służącą, która często
"usiłowała opowiedzieć [jej] jaką historię, o której zabawności (...) zapewniała,
ale nie mogąc nigdy dojść do drugiego zdania, wnet urywała i pierwsze i odchodziła
jąkając usprawiedliwienia, które równie trudno jej szły jak cała historia."
(D.10,118-119)
Z analizy opisów kobiet w Rękopisie znalezionym w Saragossie niewiele można
się dowiedzieć o wyglądzie bohaterek. Epitety je określające są konwencjonalne,
przez co ich użycie nabiera wydźwięku ironicznego. Opisy - w wersji francuskiej
mniej konkretne niż w polskiej - służą po to, by przybliżyć czytelnikowi to,
co nie jest dla niego oczywiste, jak strój mauretański, czy urodę mieszkanki
Ameryki. Są one zasadniczo krótkie, czynione mimochodem. Nie służą bynajmniej
indywidualizacji postaci, przeciwnie, poprzez podkreślanie ich urody, schematyzują
je i sprowadzają do jednej ogólnej idei: każda kobieta w powieści jest piękna.
Zasadniczo w Rękopisie znalezionym w Saragossie można wyróżnić trzy
sposoby mówienia o miłości: pierwszy odnosi się do miłości fizycznej i traktuje
ją jako wyczyn albo rozrywkę, drugi sposób polega na mówieniu o miłości językiem
czułym, a trzeci - językiem geometrii.
Pierwszy sposób posługuje się najczęściej retoryką związaną z polowaniem. Przykłady
takiego rodzaju traktowania miłości nie są zbyt liczne. Zoto w swojej historii
wyraża się następująco: "byłem jednak przeznaczony ulec bardziej wykwintnym
wdziękom i miłość przygotowywała mi pochlebniejszą zdobycz." (D.7,88) Kobieta
jest więc traktowana jako obiekt i cel pożądań. Jeszcze bardziej wyrazista jest
retoryka polowania w historii Tybalda de la Jacquiere. W wersji polskiej bohater
został określony jako "napastnik dziewcząt" (D.10,115), co ma związek
z czasownikiem "napastować" i jest zapewne niezbyt zręcznym przetłumaczeniem
francuskiego "pipeur de fillettes" (J.10,122). Wyrażenie to ma ścisły
związek z retoryką polowania, ponieważ "pipeur" pochodzi od czasownika
"piper", który oznacza "polować na ptaki wabiąc je za pomocą
naśladowania ich śpiewu". Jest to zapewne aluzja do sposobu postępowania
Tybalda z kobietami: zwabiał je i wykorzystywał, tym bardziej, że słowo "pipeur"
ma również znaczenie "oszust". W historii Tybalda retoryka polowania
obejmuje obie strony: i mężczyznę, i kobietę. Jego kochanka bowiem została potraktowana
jako łowna zwierzyna: "Tybald ze swojej strony, pragnąc ją zatrzymać, przyciskał
jej rękę do serca, zawsze jednak z wielką ostrożnością, ażeby nie spłoszyć zwierzyny."
(D.10,117)
Mówienie o miłości językiem czułym ma związek z pewnymi konwencjami miłości
sielankowej. Elementy natury znajdują swoje miejsce w tym typie dyskursu i odgrywają
w nim znaczną rolę. Ten sam zakochany w Sylwii Zoto, którego cytowaliśmy przy
okazji pierwszego sposobu mówienia o miłości, tak widzi przyrodę: "Podczas
podróży odkryłem w naturze nowe wdzięki, na które dotąd wcale nie zważałem.
Co chwila spotykałem rozkoszne trawniki, jaskinie, gaje w miejscach, które wprzódy
wydawały mi się dobrymi tylko do obrony lub zasadzek. Sylwia ułagodziła moje
rozbójnicze serce." (D.7,90) "Trawniki, jaskinie, gaje" są typowymi
elementami sentymentalnej literatury sielankowej. Być może umieszczenie ich
w opowiadaniu Zota z poprzedzającym epitetem "rozkoszne" ma za zadanie
zdystansowanie się do konwencji, czyli w jakiś sposób skarykaturalizowanie jej.
Ten sposób mówienia o miłości kładzie nacisk na przeżycia i uczucia. Znajduje
tu z pewnością swój wyraz (zwłaszcza w wersji francuskiej) tradycja zrodzonej
w XVII w. we Francji préciosité, której zasady zostały wyłożone w Astrei Honoré
d'Urfé. Wypracowała ona język uczuć posługujący się wyszukanymi środkami stylistycznymi,
gdzie "serce", "dusza", "czułość", "wrażliwość"
i "delikatność" stanowią słowa-klucze. Rękopisowi bohaterowie mówiący
o miłości językiem czułym częstokroć tych słów używają. Na przykład ojciec kabalisty
i Rebeki zwraca się do córki: "Serce twoje jest zbyt czułe" (D.9,106),
a ona sama pragnie znaleźć "człowieka z czułym sercem" (D.15,179),
z kolei Orlandyna rzuca Tybaldowi "czułe i niewinne spojrzenia" (D.10,122).
Miłość czuła wyraża się też poprzez delikatne i niewinne pieszczoty, tak jak
w przypadku Elwiry i Lonzeta, który "pod pozorem poprawiania siodła dotykał
się jej nogi lub ręki, czasami zaś całował jej stopę." (D.15,172)
Największa delikatność i czułość miłosnego języka przebija ze słów Rebeki. W
ten oto sposób opowiada ona o miłości jej służących - Mulata Tanzai i Mulatki
Zulejki: "Ujrzałam młodego Mulata Tanzai, wnoszącego koszyk napełniony
polnymi kwiatami. Zulejka pobiegła mu naprzeciw, wzięła pełne dłonie kwiatów
i przycisnęła je do łona. Tanzai zbliżył się, aby oddychać ich zapachem, który
mieszał się z westchnieniami jego kochanki. Zulejka zadrżała (...), powiodła
po nim błędnymi oczyma i padła w jego objęcia." (D.14,160) Podkreślonej
części zdania nie ma w wersji francuskiej (J.14,165). Obłęd jednak nie pasuje
do tej sielankowej i jakby wziętej z teatru pantomimy sceny. Mamy tu więc do
czynienia z teatralizacją miłości, tym bardziej, że Rebeka ogląda, a raczej
podgląda przez dziurkę od klucza, swoich służących tak, jak widz ogląda aktorów
na scenie. Rebeka - jako dziewczyna niewinna - akt miłosny tychże samych służących
określa jako "oddawanie się swawoli, która przejęła mnie przerażeniem"
(D.14,164). W wypowiedziach Rebeki przejawia się skłonność do patrzenia na miłość
z boku, do doszukiwania się w niej wartości estetycznych tak, jak czynią to
krytycy dzieł teatralnych lub literackich. Świadczy o tym chociażby następujące
jej zdanie: "Miłość wydała mi się zachwycająca w rysach Mulata Tanzai i
Zulejki, musiała być jednak daleko powabniejsza, gdy ożywiała pięknego Lonzeta
i Elwirę." (D.16,189)
Językiem czułym przypominającym dyskurs dwornej miłości, ale posuniętym aż do
karykatury, przemawia zakochany w Elwirze de Noruna hrabia de Penna Velez. Jego
szacunek dla ukochanej osoby jest tak wielki, że nie ośmiela się on nawet wyznać
jej swoich uczuć: "ukryty za żaluzjami, spoglądałem niekiedy na tę, do
której nie ośmieliłem się nigdy przemówić, a tym mniej oświadczyć jej moje uczucia."
(D.16,185) Jest dla niej całkowicie oddany i pragnie jedynie jej szczęścia,
do tego stopnia, że godzi się nawet na to, żeby jego ukochana poślubiła innego
mężczyznę: "kochałem Elwirę z tak zupełnym zaparciem się samego siebie,
że w duszy sam nawet pragnąłem, żeby poszła za Rovellasa." (D.18,206) Uczucia,
których nie ośmielił się wyznać Elwirze de Noruna, przenosi Penna Velez na jej
córkę, wyznając przed nią: "Pędząc dni tylko na odkrywaniu nowych stron
twojej pięknej duszy, będę szczęśliwy każdym twoim uśmiechem i przepełniony
radością najmniejszym dowodem przywiązania, jaki raczysz mi okazać." (D.20,232)
Całkowite oddanie swojej pani i ukochanej przejawia się również w słowach i
postawie Hermosita wobec księżnej Medina Sidonia. Jest on sługą swojej pani
gotowym dla niej poświęcić życie. I rzeczywiście umiera dostąpiwszy szczęścia
widzenia jej. Całe jego istnienie było wypełnione jej osobą i umierając także
myśli tylko o niej: "Tyżeś to, pani... - rzekł umierającym głosem. - Nie
mogę mówić, nie dają mi wody i język przysycha mi do podniebienia. Męczarnie
moje niedługo potrwają; jeżeli pójdę do nieba, będę się modlił za ciebie."
(D.29,321)
Sługą, a raczej wyznawcą księżniczki d'Avila jest z kolei Avadoro. Traktuje
on ukochaną kobietę z nabożną czcią. Mówi jej: "rysy twoje wyryte są w
mojej duszy jak obraz jakiegoś bóstwa." (D.55,556) W jego dyskursie również
pojawiają się echa miłości czułej, choć bardziej jest to widoczne w wersji polskiej
niż francuskiej. Avadoro opowiada: "Z boleścią rozstawałem się z księżniczką,
kochałem ją bowiem z całego serca." (D.55,557) W wersji francuskiej nie
pojawia się słowo "serce", a Avadoro mówi: "J'étais réellement
amoureux d'elle." ("Byłem w niej rzeczywiście zakochany.",J.55,545)
Dalej naczelnik Cyganów, zastanawiając się nad postępowaniem księżniczki, przypuszcza:
"gdy zechce oddać komu swoje serce, wybierze zapewne kochanka z niższego
stanu" (D.55,557), w tekście francuskim zamiast "oddać komu swoje
serce" jest "prendre un amant" ("wziąć kochanka", J.55,545)
Język czuły jest również językiem margrabiego Torres Rovellas. W wersji polskiej
jego wypowiedzi są bardziej czułe, czy też może bardziej pruderyjne niż w wersji
francuskiej. Porównajmy: "Pani Baduli podała mi śnieżną rękę, powiodła
po mnie łzawymi oczyma i drżącym głosem przemówiła kilka słów, których z początku
dosłyszeć nawet nie mogłem" (D.41,431), a w wersji francuskiej: "Elle
était dans son lit et me tendit la main; elle était brulante, ce que je crus
etre un effet de la fievre." (J.41,433) Tekst polski nie wspomina, że margrabina
leżała w łóżku, w ogóle nie wiemy, gdzie się znajdowała, natomiast w tekście
francuskim nie ma epitetu przy słowie "ręka". "Łzawe oczy"
i "drżący głos" sytuują się w retoryce czułości i delikatności uczuć,
podczas gdy fakt bycia "rozpaloną" podkreślony słowami "co przypisywałem
działaniu gorączki", a więc nie z powodu gorączki, odwołuje się do sfery
miłości fizycznej. Tę różnicę podkreśla dalszy ciąg cytatu: "Spojrzałem
na nią. Jakże jej pięknie było z tą bladością. Wewnętrzne cierpienia konwulsyjnie
łamały jej rysy, na ustach jednak błąkał się anielski uśmiech. Ta sama kobieta,
przed kilku dniami tak zdrowa i wesoła, dziś chyliła się już do grobu. Ja więc
byłem owym niegodziwcem, który podciął ten kwiat w samym rozkwicie, ja miałem
wtrącić w przepaść tyle wdzięków. Na tę myśl serce ścięło mi się lodem, niewypowiedziany
żal mnie ogarnął, pomyślałem, że może kilkoma wyrazami mogę jej życie ocalić,
padłem więc przed nią na kolana i przycisnąłem jej rękę do moich ust. Margrabina
pochyliła głowę na moją szyję, a krucze pierścienie jej włosów rozsypały się
po mojej twarzy. Pędzony niepojętym uczuciem wyznałem, że ją kocham. Sam nie
wiem, kiedy zapomniałem o Elwirze, chociaż myśl o niej czasami wracała do mego
serca. Z drugiej strony nie mogłem pozwolić umrzeć margrabinie. W istocie, nie
widziałem w życiu tak czarującej kobiety." (D.41,431) Wersja francuska
nie używa tak wielu słów: "Je levai les yeux sur la malade et je la vis
plus qu'a demi nue. Jusqu'alors, je n'avais connu des femmes que le visage et
les mains. Ma vue se troubla, mes genoux faiblirent. J'étais infidele a Elvire,
sans meme savoir comment cela m'était arrivé." (J.41,433) Z porównania
obu wersji wynika, że czułość i wielosłowie wersji polskiej ukrywają aspekt
seksualny omawianej sceny. Lonzeto usprawiedliwia swój krok, podkreślając piękno
i niezrozumiały dla niego urok margrabiny, ponadto w jego mniemaniu tłumaczy
go fakt, że chodziło tu o jej zdrowie i życie. Scena ta rozgrywa się na poziomie
uczuć: Lonzeto wyznaje Baduli, że ją kocha. Tekst francuski jest uboższy o tę
właśnie nadbudowę uczuciową. To widok - po raz pierwszy w życiu - nagiego kobiecego
ciała pchnął Lonzeta w ramiona margrabiny. Widoczna jest tu wyraźnie rola instynktu
i pożądania. W obu wersjach została oddana idea pomieszania - bohater nie wie,
jak doszło do tego, co się stało. W wersji polskiej jest to pomieszanie uczuć,
przypisane efektowi wdzięków margrabiny, miłości, jaką w nim wzbudziła jej uroda,
żalu związanego z faktem, że miał do czynienia - jak mu się wydawało - z kobietą
umierającą oraz poczucia winy za przyczynienie się do jej choroby, podczas gdy
w wersji francuskiej chodzi o pomieszanie zmysłów związane z nieoczekiwanym
widokiem nagiego ciała, będące efektem pożądania.
Podobna różnica pomiędzy wersją polską a francuską dotyczy przygody margrabiego
ze służącą Baduli - Sylwią. W tym przypadku tekst polski również kładzie nacisk
na opis urody bohaterki, a tekst francuski na pomieszanie zmysłów. "Ale
Sylwia była tak piękna, czarne jej oczy błyskały tak przenikliwym ogniem, śnieżne
łono tak rozkosznie wznosiło się, miotane gwałtownym uczuciem, że sam nie wiem,
jak przepędziłem resztę czasu" (D.42,440), a w wersji francuskiej: "Sylvia
profita de mon trouble pour porter le désordre dans mes sens." (J.42,442)
Językiem czułym opisuje również Lonzeto uroki pożycia małżeńskiego z Elwirą.
W tym wypadku także widoczne są różnice pomiędzy obiema wersjami. Dzień ślubu
nie był dla pana młodego zbyt szczęśliwy, gdyż dowiedział się, że Elwira niezupełnie
była mu wierną. Ceremonia odbyła się więc w niewesołym nastroju. "Jednakże
widok czarującej Elwiry powoli rozproszył chmurę trosk, jaka osiadła mi na czole.
Moja młoda żona była tak piękna, tak ujmującym wzrokiem na mnie spoglądała,
że wkrótce zapomniałem o niedawnych udręczeniach i całą duszą oddałem się nowemu
dla mnie szczęściu." (D.43,443-444) Wersja polska nie wspomina, że wszystkie
te uroki odkrył Lonzeto w swojej żonie podczas nocy poślubnej, w wersji francuskiej
jest to wyraźnie powiedziane: "Il n'en fut pas de meme la nuit [chodzi
o troski, które dręczyły Lonzeta w ciągu dnia]. L'hymen éteignant ses flambeaux
nous couvrit du voile protecteur de ses premiers plaisirs. La, tous les badinages
de la grille [niewierność Elwiry polegała na tym, że, będąc w klasztorze, przez
kratę rozmównicy przyjmowała zaloty innych mężczyzn] s'effacerent du souvenir
d'Elvire. Des transports inconnus remplirent son coeur et d'amour et de reconnaissance.
Elle fut toute a son époux." (J.43,445)
Margrabia Torres Rovellas, z perspektywy czasu, wygłasza pochwałę życia małżeńskiego:
"Ludzie, którzy znają życie, wiedzą, że nie ma szczęśliwszych chwil nad
te, które przynosi nam młoda, kochająca małżonka. Co do mnie, dziś jeszcze za
powrót dni takich z rozkoszą oddałbym i sławę, i zaszczyty, i dostatki."
(D.43,444) Pochwała ta w wersji francuskiej brzmi nieco inaczej i odnosi się
nie tyle do życia małżeńskiego, co do pożycia małżeńskiego: "Les hommes
qui ont traversé la vie savent que parmi les biens qu'elle peut offrir il n'en
est point de comparables au bonheur que donne la jeune épouse, portant dans
le lit nuptial et tant de mysteres a pénétrer, et tant de reves a réaliser,
et tant de pensées caressantes." (J.43,445)
Miłosne przygody margrabiego Torres Rovellas uzupełnia jeszcze jego związek
z Tuskulą Montezumą. W opowiadaniu o nim również nie zabrakło czułości. Margrabia,
wrażliwy na wszelkie przejawy tkliwości, dokładnie analizuje uczucia swoje i
swej kochanki i stara się je ubrać w odpowiednie słowa: "Nie mogę wytłumaczyć
wam obopólnego naszego obejścia. Z mojej strony była to cześć posunięta prawie
do fanatyzmu, z jej zaś - święty ogień, którego płomień podsycała w zadumie
i milczeniu. Wyznanie wzajemnych uczuć błąkało się nam na ustach, ale nie śmieliśmy
go wymówić. Stan ten był czarujący, poiliśmy się jego rozkoszą i lękaliśmy się
w czymkolwiek go zmienić." (D.43,450)
W dyskursie margrabiego Torres Rovellas zwraca uwagę ujmowanie miłości jako
niewytłumaczalnej siły. Jest to uczucie dziwne, niewypowiedziane, ale zawsze
dostarczające najwyższych przyjemności i jedyne, które może stanowić o szczęściu.
Miłość nawet więzienie zamienia w swój przybytek, wystarczy, aby pojawiła się
tam ukochana osoba: "Pewnej nocy, a w ciemnym moim podziemiu noc była wieczna,
spostrzegłem na końcu długiego korytarza słabe i blade światło, które, zbliżając
się ku mnie coraz bardziej, oświeciło zachwycające rysy Tuskuli. To czarowne
zjawisko w jednym okamgnieniu zamieniło moje więzienie w raj niewypowiedzianego
szczęścia. Zapomniałem o doznanych cierpieniach, nieznana rozkosz przeniknęła
całą moją istotę." (D.44,454)
Całe życie margrabiego było podporządkowane miłości. Jest on postacią, która
nie ma innej woli, jak wola kobiet które kocha. Sam mówi o tym w następujących
słowach: "Wielu ludzi zapewne gwiazda ich, a raczej sposób myślenia, przeznacza
na pędzenie życia pod prawami tej płci, która musi rozkazywać, kiedy nie może
być posłuszna. Bez wątpienia ja do tych ludzi należę. Byłem pokornym wielbicielem
Elwiry, następnie uległym jej małżonkiem" (D.43,449), a potem szczęśliwym
poddanym ostatniej z rodu władców Meksyku, kobiecie o silnej woli, skłonnej
do panowania. Cechą charakteru margrabiego jest skłonność do przystosowywania
się do upodobań i temperamentu swojej kochanki, które zaczyna przyjmować za
swoje. Tak o tym mówi: "Tuskula sądziła, że znalazła we mnie duszę podobną
do swojej. Myliła się, jej to własna dusza przelała się w moją, dodawała mi
natchnienia i prowadziła na drodze czynów. Mnie samego ogarnęły złudzenia o
sile mego charakteru." (D.43,449)
Opowieść o życiu margrabiego obrazuje wszechmoc miłości. Jest ona uważana za
uczucie pierwotne i jawi się jako jedno z praw natury. Jest też jednocześnie
uczuciem boskim. Pod koniec swego opowiadania margrabia w następujących słowach
przywołuje boga miłości: "Miłości, bożku starożytnych, którzy czcili cię,
ponieważ żyli wedle praw natury, boska miłości, nigdy w Paphos ani w Knidos
potęga twoja nie okazała się tak wielka, jak w tym posępnym więzieniu Nowego
Świata! Podziemie moje stało się twoją świątynią, słup, do którego byłem przykuty
- twoim ołtarzem, łańcuchy zaś - wieńcami." (D.44,455) Ma miłość niepojętą
zdolność przekształcania, nie tylko miejsc i przedmiotów, ale także ludzi. Z
najmądrzejszych czyni głupców. W tym sensie wypowiada się Busqueros na temat
małżonka Frasquety - Cornandeza: "Wasza wielmożność powie zapewne, że Cornandez
z tak wyłącznym upodobaniem do spokojności nie powinien był żenić się z pierwszą
lepszą swawolnicą, która stroiła doń miny przez okno, ale na tym właśnie polega
wielka zagadka serca ludzkiego, że nikt z nas nie postępuje tak, jak postępować
powinien." (D.48,487-488)
Kiedy Alfons czyni Rebece uwagę, że wkrótce zrobi "tyle postępu w nauce,
którą głosił Owidiusz, jak w [swoich] badaniach nad księgami Enocha i Atlasa"
(D.16,189), ta odpowiada: "Sądzę (...), że nauka, o której mówisz, jest
może niebezpieczniejsza od tych, którym dotąd się poświęcałam, i że miłość,
podobnie jak kabała, ma również swoją stronę czarodziejską." (D.16,189)
Wniosek stąd, że miłość jest traktowana jak nauka i że można o niej mówić w
kategoriach naukowych tak, jak czyni to Velasquez, próbując ująć w system zapisany
za pomocą matematycznych symboli wszystkie zjawiska świata. Nawet porównania,
które czyni, odnoszą się do geometrii i do przyjemności, jaką przynosi oddawanie
się jej. Na zapytanie Rebeki, czy geometria jest "najpewniejszą drogą do
szczęścia" (D.20,229), Velasquez odpowiada: "To poszukiwanie szczęścia
(...) według mego zdania, może być uważane za rozwiązywanie równania najwyższego
stopnia. Znasz pani ostatni wyraz i wiesz, że jest iloczynem wszystkich pierwiastków,
ale zanim wyczerpiesz dzielniki, przychodzisz do pierwiastków urojonych. Tymczasem
dzień mija w ciągłej rozkoszy rachowania i obliczania. Tak samo jest z życiem:
przychodzisz także do ilości urojonych, które brałaś za rzeczywistą wartość,
ale tymczasem żyłaś, a nawet działałaś." (D.20,229) Okazuje się też, że
nawet "uczucie nazwane miłością" może być wyrażone na przykład za
pomocą formuły geometrycznej dotyczącej teorii linii krzywych (D.20,229) albo
algebraicznej przedstawionej w następującym kształcie: "miłość jest dodatnią
wartością, oznaczoną znakiem w i ę c e j; nienawiść, jako przeciwległa miłości,
podpadnie wyrażeniu przez znak m n i e j, obojętność zaś, jako uczucie żadne,
będzie równała się z e r u." (D.33,362)
Z trzech wymienionych przez nas rodzajów mówienia o miłości najszerzej reprezentowany
jest sposób czuły. Co ciekawe - jak przekonaliśmy się na wymienionych wyżej
przykładach - jest on bardziej widoczny w wersji polskiej niż francuskiej. Ta
ostatnia ma większą skłonność do przedstawiania wymiaru fizycznego miłości,
pierwsza - skłania się bardziej ku uczuciom, dostrzegając nawet elementy obłędu
w zachowaniach zakochanych (błędny wzrok Zulejki), co będzie przedmiotem następnego
rozdziału.
Słowo "obłęd" ("folie") pojawia się w wersji francuskiej
rzadko. Występuje natomiast w wersji polskiej na określenie zamieszania, jakie
pod wpływem miłości dokonuje się w zmysłach lub umyśle zakochanych. Odpowiednikiem
tak pojętego "obłędu" jest francuskie "trouble" pochodzące
od czasownika "troubler" ("zmącić, pomieszać"). Jest to
szaleństwo chwilowe, którego doznaje w ramionach kochanki bądź kochanek wielu
powieściowych bohaterów.
Już w pierwszym dniu powieści tego rodzaju obłęd dotyka Alfonsa: "Przez
pewien czas spokojnie przypatrywałem się zachwycającym tancerkom, na koniec
poruszenia ich, coraz gwałtowniejsze, odurzający dźwięk mauretańskiej muzyki,
zmysły rozognione obfitym posiłkiem, wszystko to razem mimowolnie porywało mnie
w nieznany dotąd obłęd." (D.1,23) W wersji francuskiej zamiast słowa "obłęd"
pojawia się zwrot "troubler ma raison" ("pomieszać rozum",
J.1,33). Przywodzi on na myśl idee Kartezjusza na temat namiętności duszy. Według
niego namiętnością jest wszystko to, co przeciwstawia się rozumowi. Są zatem
namiętności rzeczą negatywną, gdyż zaciemniają rozum, zakłócając jego właściwe
funkcjonowanie. Dlatego, opierając się na ideach Kartezjańskich wyklucza się
szaleńców, czyli tych, u których namiętności dominują nad rozumem, ze społeczeństwa.
Pasja miłosna, jako namiętność, jest również godna potępienia. Wiąże się to
z postkartezjańską tradycją rozumienia cnoty jako opartej na rozumie. Tak pojmowana
cnota zapewnia szacunek i spokój. W tym kontekście miłość jako siła, która powoduje
utratę samokontroli, jasnego rozeznania i logicznego myślenia, wymyka się z
ram racjonalnej moralności. Dlatego na przykład prezydentowa de Tourvel z Niebezpiecznych
związków nie chce wyznać Valmontowi swojej do niego miłości z obawy przed tym
"szczęściem kupionym za cenę rozsądku." Z tego samego powodu również
Alfons zastanawia się, czy ma do czynienia z demonami, czy z prawdziwymi kobietami,
bowiem namiętność, jako rzecz grzeszna musi pochodzić od szatana. Namiętności
będące wynikiem sztuczek diabelskich są też podawane jako przyczyna obłąkania
Paszeka. Można więc w tych wypadkach widzieć obłęd jako działanie namiętności,
które zaciemniają rozum.
Jednakże zbyt wielka inteligencja również może być uważana za szaleństwo, jak
się to przydarzyło Velasquezowi, którego Arabowie uznali za niespełna rozumu,
co doprowadziło go do następujących refleksji: "Jak to (...), miałżebym
w ślady Locke'a i Newtona przejść do ostatecznych granic pojęcia ludzkiego,
wspierając zasady pierwszego na obliczeniach drugiego i stawiając kilka śmiałych
kroków w przepaści metafizyki, ażeby potem osądzono mnie za szaleńca? Zepchnięto
do kategorii istot zaledwie należących do rodu człowieczego?" (D.24,264)
Ostatnie pytanie odwołuje się do Kartezjańskiej definicji człowieka: człowiek
jest istotą myślącą, ci zaś, którzy nie myślą, czyli szaleńcy nie mogą być -
według tej definicji - traktowani jako ludzie.
W obłęd z miłości, ale tym razem już nie chwilowe zaćmienie rozumu spowodowane
namiętnością, popada Hermosito. Oddalony od panny de Val Florida, wspomina dziecięce
z nią zabawy i wspomnienia te stają się przyczyną jego dziwnej choroby: "Myśl
o utraconym szczęściu, o łąkach i ogrodach w Astorgas, które z tobą, pani, przebiegałem,
pomieszane wspomnienia tysiącznych dowodów twojej dobroci - w jednej chwili
zwaliły się na mój umysł. Nie mogłem oprzeć się tylu nieprzyjaciołom i wpadłem
w stan moralnego i fizycznego rozprzężenia. Lekarze utrzymywali, że dostałem
trawiącej gorączki; co do mnie, nie uważałem się za chorego, ale często do tego
stopnia wpadałem w obłęd, że spostrzegałem przedmioty wcale przed mymi oczyma
nie istniejące." (D.29,319) W wersji francuskiej zamiast słowa "obłęd"
pojawia się wyrażenie "le désordre de mes sens" - "pomieszanie
zmysłów" (J.29,321). W istocie tym razem nie chodzi jak w przypadku Alfonsa
o niezdolność jasnego myślenia spowodowaną zaćmieniem rozumu przez namiętność,
ale o fakt niewłaściwego funkcjonowania zmysłów, bowiem Hermosito widział i
słyszał rzeczy, których widzieć ani słyszeć nie mógł: "Ty to, pani, najczęściej
w widzeniach przedstawiałaś się rozmarzonej mojej wyobraźni - nie taka, jaką
dziś cię widzę, ale jaką cię opuściłem. W nocy nagle zrywałem się z pościeli
i widziałem, jak biała i promienista ukazujesz mi się w mglistej oddali. Gdy
wyszedłem z miasta, wrzawa dalekich wiosek i szmer pól powtarzały mi twoje imię.
Czasami zdawało mi się, że przesuwasz się na równinie przed moim wzrokiem, gdy
zaś wznosiłem oczy ku niebu, błagając je o zakończenie moich męczarni, widziałem
obraz twój pławiący się w obłokach." (D.29,319)
Jako "na pół obłąkanych" (D.41,428) określa wersja polska zakochanych
w sobie Elwirę i Lonzeta. Ich miłość wzorowana na romansowej fikcji była - jak
zapewnia Lonzeto - jak najbardziej rzeczywista: "Krata dzieląca nas podniecała
naszą miłość, krew wrzała w nas całym ogniem młodości, tak że mogę powiedzieć,
iż oboje byliśmy na pół obłąkani." (D.41,428) W wersji francuskiej znajdują
się słowa: "le désordre de nos sens compléta celui qui régnait déja dans
nos tetes." (J.41,430) To "zamieszanie w głowach" spowodowane
jest nadmierną ilością przeczytanych romansów.
W Rękopisie znalezionym w Saragossie szaleństwo dotyka nie tylko mężczyzn, ale
i kobiety. Można tu odnaleźć dwa przypadki kobiecego obłędu - oba z miłości.
Pierwszy z nich jest związany z miłością macierzyńską, a dotyczy Giraldy, której
syn został zamordowany na rozkaz księcia Medina Sidonia. Jest to szaleństwo
z rozpaczy i wyraża się nawet w jej wyglądzie. I tu znowu wersja polska dostarcza
dodatkowego szczegółu: "W tej chwili wpadła druga kobieta, na kształt furii,
z rozpuszczonym włosem i sztyletem w ręku" (D.27,292). Wersja francuska
nie wspomina o rozpuszczonych włosach: "Elle avait un poignard a la main
et tout l'air d'une furie." (J.27,291) Opowiadając o jej przygodach księżna
Medina Sidonia nazywa stan Giraldy "obłąkaniem" (D.29,322). W wersji
francuskiej pojawia się słowo "égarement" (J.29,324), które oznacza
fakt odejścia z drogi rozumu bądź moralności, co dobrze określa przypadek Giraldy,
bowiem zamordowawszy księcia Medina Sidonia pogwałciła zasady, jakimi powinna
się kierować prawdziwa chrześcijanka. Na uwagę księżnej poczynioną w tym duchu
Giralda odpowiada: "Jestem chrześcijanką (...) to prawda, ale jestem także
matką, i gdyby ci zamordowano własne dziecko, kto wie, czy nie stałabyś się
okrutniejszą od rozjuszonej tygrysicy." (D.29,323)
Drugi przypadek obłąkanej kobiety dotyczy znalezionej pod szubienicą Dolority.
Przypomina ona po trosze Karusię z Romantyczności. Jest to "biedna sierota,
która po śmierci kochanka dostała pomieszania zmysłów i nie mając nigdzie przytułku,
żyje z dobroczynności podróżnych lub miłosierdzia pasterzów." (D.46,462)
Wersja polska nazywa ją "wariatką" (D.46,462), w wersji francuskiej
pojawia się "la folle" - "szalona" (J.46,464). Szaleństwo
jej, podobnie jak w przypadku Hermosita, polega na tym, że zdaje się widzieć
zmarłego kochanka: "Czasami pasterze rozpaliwszy w nocy ognisko widzą ją
nagle zjawiającą się u ognia. Wtedy Dolorita (...) siada spokojnie, wpatruje
się bystrym wzrokiem w jednego z nich, nagle zarzuca mu ręce na szyję i nazywa
go imieniem zmarłego kochanka." (D.46,462) Dziewczyna, w przeciwieństwie
do Karusi, nie wzbudza współczucia w opowiadającym jej historię naczelniku Cyganów.
Wysuwając przypuszczenie, że błąkająca się po górach Dolorita może spaść ze
skały, komentuje: "przyznam się, że nie ma co żałować tak nędznego życia."
(D.46,462) Ciekawe, że jedynie Dolorita i Hermosito są obłąkani w sposób, który
zmienia ich percepcję rzeczywistości i że są oboje nieszlacheckiego pochodzenia.
Czyżby więc w wyższych sferach tego rodzaju szaleństwo z miłości nie było możliwe?
Na zakończenie powiemy o jeszcze jednym rodzaju szaleństwa z miłości. Jest to
rodzaj obłędu, który cechuje wszystkich mieszkańców Grenady. Każdy z nich wybiera
bowiem damę swoich myśli i ogłasza się jej "embecevido, czyli opętanym
jej wdziękami" (D.18,201). Ten rodzaj obłąkania ma związek z literaturą,
ponieważ - wedle hrabiego Penna Velez - Grenada i jej okolice to miejsce opiewane
przez hiszpańskich poetów sielankowych. Owi poeci "tak dobitnie przekonali
nas [tj. mieszkańców Grenady], że nasz klimat wpływa na rozbudzenie uczuć miłosnych,
że niewielu jest grenadczyków, którzy by nie przepędzili młodości swojej, a
czasami i całego życia na zalecaniu się i kochaniu." (D.18,201) Jako mieszkaniec
Grenady hrabia de Penna Velez nie mógł być wolny od pewnego rodzaju obłędu.
Jednakże jego obłąkanie różniło się bardzo od szaleństwa innych mieszkańców
Grenady, którzy ze swojej strony uważali go za obłąkanego (D.18,203). Hrabia
bowiem odmawiał wybrania damy swoich myśli, jego wyobraźnię zawładnęły natomiast
rojenia o idealnym szczęściu małżeńskim. Sam tak o tym mówi: "Nareszcie
wyznam wam, że myśl ta owładnęła tak dalece wszystkimi władzami mojej duszy,
że czasami zaczynałem prawić od rzeczy i z daleka można mnie było wziąć za prawdziwego
embecevido. Jeżeli wchodziłem do jakiego domu, zamiast zająć się powszechną
rozmową, wyobrażałem sobie natychmiast, że dom ten należy do mnie, i umieszczałem
w nim moją żonę. Ozdabiałem jej pokój najpiękniejszymi indyjskimi tkaninami,
matami chińskimi i kobiercami perskimi, na których, zdawało się, widzę już ślady
jej stóp. Również wpatrywałem się w sofę, na której, wedle mego mniemania, najczęściej
lubiła siadać. Jeżeli wychodziła dla odetchnięcia świeżym powietrzem, znajdowała
ganek umajony najwonniejszymi kwiatami i ptaszarnię napełnioną najrzadszym ptactwem.
Jej sypialnia była dla mnie świątynią, do której nawet moja wyobraźnia lękała
się wkroczyć. (...) Na przechadzkach ogarniało mnie równe szaleństwo: jeżeli
miałem potok do przebycia, brnąłem w wodzie po kolana, zostawiając kamienie
dla mojej żony, która wspierała się na moim ramieniu, wynagradzając te starania
boskim uśmiechem." (D.18,202-203) Ten rodzaj szaleństwa pokazuje, jak wielką
rolę w miłości może odgrywać literatura. W istocie, Rękopisowi bohaterowie są
w pewien sposób tym, co czytają, czemu przyjrzymy się w kolejnym rozdziale.
W wieku XVIII książka, a w szczególności powieść staje się powszechna i łatwo
dostępna. Jej odbiorcami są w głównej mierze ludzie dysponujący dużą ilością
wolnego czasu, a więc najwyższe i najbogatsze warstwy społeczeństwa (arystokracja
i burżuazja). Po książkę sięgają coraz częściej pozostające w domu bez zajęcia
kobiety, a także ich służące. Ta rozszerzająca się publiczność wymaga odpowiedniej
dla swego poziomu i zainteresowań literatury, w związku z czym karierę robią
w tym czasie romanse, który to gatunek definiuje Krasicki w Zbiorze potrzebniejszych
wiadomości porządkiem alfabetu ułożonych jako "nazwisko historii bajecznych,
po większej części miłosne awantury w sobie zawierających". Książka staje
się niezbędnym elementem codziennego życia, po pierwsze jako zbiór pewnych wzorów
zachowań godnych naśladowania, postaci i sytuacji, na które stylizowano swoje
życie oraz przejmowanego w towarzyskich rozmowach słownictwa, po drugie jako
rodzaj modnego bibelotu, który należało mieć w swojej bibliotece lub kłaść na
nocnym stoliku.
Tak rozumiana pasja czytania znalazła swoje odzwierciedlenie w literaturze.
Na przykład Mikołajowi Doświadczyńskiemu pierwszych wzruszeń emocjonalnych dostarcza
lektura Cyrusa, Klelii, Heroiny, Głosu synogarlicy oraz Ołtarzyka wonnego kadzenia
i to właśnie pod wpływem tych książek następuje pierwsze i gwałtowne wyznanie
miłosne skierowane do Julianny. Z kolei bohaterka satyry Żona modna czytuje
Pamelę oraz Nową Heloizę. Z literatury zagranicznej wymieńmy chociażby markizę
de Merteuil i prezydentową de Tourvel z Niebezpiecznych związków. Ta ostatnia
czytuje Klaryssę Richardsona, pierwsza natomiast odczytuje rozdział Sofy Crébillona,
jeden list z Nowej Heloizy oraz dwie powiastki La Fontaine'a, żeby "dostroić
rozmaite struny, jakie zamierza potrącić" podczas schadzki ze swym kawalerem.
Markiza przygotowuje sobie mieszaninę złożoną z fragmentów książek treści swobodnej
i sentymentalnej po to, by móc przybrać na się różnorodne postaci, a tym samym
dostarczyć kawalerowi wszystkich możliwych wrażeń: być "na przemian dziecinna
i pełna rozsądku, swawolna i tkliwa, niekiedy nawet nieco wyuzdana, stara[ć]
się obchodzić z lubym niby z sułtanem zasiadającym pośród swego seraju, w którym
[ona] grała kolejno rolę rozmaitych faworyt." Andrzej Siemek w artykule
Crébillon précurseur de Laclos? dowodzi, że w Sofie nie ma żadnego rozdziału,
który mogłaby przeczytać markiza, żeby wziąć go sobie za wzór. Znaczy to, że
autor i jego książka istnieją jako rodzaj mitu libertynizmu. Książka pojawiająca
się więc w innym tekście literackim nie odnosi już do samej siebie, ale stanowi
pewien znak, symbol odwołujący się do utartych na jej temat przekonań. Służy
zatem teatralizacji życia poprzez przenoszenie pewnego rodzaju konwencji zachowania,
postępowania, mówienia. Pojawiający się w jakimś tekście tytuł otwiera znany
już zakodowany system działań postaci, które daną książkę czytają. W praktyce
nieważne jest, jakiego konkretnego autora się czyta, ale do jakiego gatunku
należy czytany (bądź tylko wspominany) przez bohaterów tekst.
Gatunkiem czytywanym w Rękopisie znalezionym w Saragossie jest romans, a więc
książka traktująca przede wszystkim o miłości. Bohaterowie czytają i wcielają
się w role romansowych postaci, czasem nawet utożsamiają się z nimi do tego
stopnia, że w pewien sposób nimi się stają. Można powiedzieć, iż są oni czytelnikami
całkowitymi, tzn. wierzą, że wszystko to, co czytają, jest prawdą. Wskutek tego
odznaczają się rodzajem osobowości, którą można by nazwać osobowością romansową.
Polega ona na tym, że ich horyzonty myślowe nie wykraczają poza sferę nakreśloną
przez powieści, które czytają. Rzeczywistość przedstawiona w książkach jest
dla nich jedyną rzeczywistością i w sposób nieco paradoksalny stanowi przeszkodę
w rozwoju ich własnej osobowości, bowiem, czerpiąc jedynie z literatury, zatracają
swoją tożsamość.
Już w pierwszym dniu powieści mamy do czynienia z czytelniczkami całkowitymi.
Są nimi Emina i Zibelda. Z powodu serajowej nudy sięgają one po książki, które
matka ich, uznając za niebezpieczne, skrzętnie przed nimi chowała. W ten sposób
zapoznają się z Miłostkami Medżnuna i Lejli. Przypis do wersji francuskiej informuje,
że istnieje romans opisujący dzieje tych dwojga kochanków, napisany przez perskiego
poetę w roku 1188 na podstawie dawnej legendy arabskiej. Dzieło to było dla
Eminy i Zibeldy źródłem miłosnych wyrażeń, a następnie stało się inspiracją
do wcielenia się w role głównych bohaterów i przeniesienia tych ról na własne
życie, to jest do kochania się tak jak oni. W ten sposób zrodziła się ich wzajemna
namiętność. Na ile była ona prawdziwa, na ile tylko udawana, trudno ocenić.
Pewne co do tego wnioski pozwala wysnuć następująca wypowiedź Eminy: "Spodziewałyśmy
się, że [nasz przyszły wspólny małżonek] nam potrafi wytłumaczyć niektóre ustępy
z książki Ben Omara, których same nie byłyśmy w stanie zrozumieć." (D.1,26)
Dopuszcza to pewne braki w lekturze i pozwala sądzić, że namiętna miłość Eminy
i Zibeldy była raczej zabawą niż poważnym naruszeniem społecznych konwencji.
Osobowością romansową odznaczają się przede wszystkim Elwira i Lonzeto. Ich
edukacja miłosna znajduje również swój początek w romansach. Elwira - jak zauważa
Maria de Torres - już "od dziecięcych lat nauczyła się wymawiać wyrazy
miłości" (D.16,188). Stało się to - podobnie jak w przypadku Eminy i Zibeldy
- wskutek nudy wiejskiego życia, które prowadziła Maria de Torres ze swoimi
dziećmi. Jedyną ich rozrywką było właśnie "czytanie romansów lub nowel
i deklamowanie ballad przy towarzyszeniu gitary." (D.16,188) Maria de Torres,
tak jak i matka obu Mauretanek, uważa, że romanse są książkami szkodliwymi dla
młodych ludzi, zakazuje więc Elwirze ich lektury. Jednakże okazuje się, że jest
już za późno, bowiem "gdy pomyślałam o zakazie, już ona większą ich część
umiała na pamięć." (D.16,188)
Jako obiekt swoich uczuć wybiera Elwira Lonzeta, równie jak ona skłonnego do
"romantyczności" (D.16,188). W wersji francuskiej pojawia się w tym
miejscu słowo "romanesque" (J.16,193), które odnosi się do wszystkiego,
co ma związek z powieścią, co jest fikcyjne i ekstrawaganckie, bowiem w osiemnastowiecznej
francuszczyźnie "romantique" było używane jedynie na określenie pejzażu
i takie użycie rejestruje również francuska wersja Rękopisu... (J.18,204). Z
kolei "romanesque" w przytoczonym wyżej sensie pojawia się na przykład
w oryginale Niebezpiecznych związków, kiedy markiza opowiada swoją przemyślnie
opracowaną schadzkę z kawalerem. Boy - tak jak i Chojecki - przetłumaczył to
słowo jako "romantyczny".
Kiedy Elwira dowiedziała się, że hrabia de Penna Velez chce ją pojąć za żonę,
biorąc za wzór romansowe heroiny, "wyobraziła sobie, że zostanie nieszczęśliwą
kochanką, straszną ofiarą losu, sławną przez swoje nieszczęścia. Udzieliła tych
pięknych myśli swemu bratu ciotecznemu i oboje postanowili bronić świętych praw
miłości przeciw okrutnym wyrokom przeznaczenia." (D.16,188) Pożywką dla
romansowych wizji Lonzeta i Elwiry była powieść Fuen de Rozaz y Lindamora (czy
też, jak w wersji francuskiej Fuen de Rozas y Linda Mora). Maria de Torres opowiada:
"Pewnego dnia zaszłam ich w moim kurniku w najtragiczniejszych postawach.
Elwira leżała na kojcu, trzymając chustkę i zalewając się łzami; Lonzeto, klęcząc
koło niej, również z całych sił płakał. Zapytałam, co tu robią. Odpowiedzieli,
że powtarzają scenę z romansu Fuen de Rozaz y Lindamora." (D.16,188) W
tym przypadku nie chodziło tylko o zwykłą grę, o udawanie, gdyż - jak to szybko
dostrzegła Maria de Torres - Lonzeto i Elwira byli rzeczywiście w sobie zakochani.
Zaniepokojona matka przedsięwzięła kroki podyktowane jej przez proboszcza: "odmawiać
różaniec do Najświętszej Panny i dobrze drzwi zamykać od sypialnego pokoju Elwiry."
(D.16,189) Te środki ostrożności nie przeszkodziły jednak dzieciom pobrać się
tak, jak to zostało opisane w ich ulubionym romansie, bowiem Maria zapomniała
o oknie. Pewnej nocy zastała ich śpiących w jednym łóżku, a jako wyjaśnienie
usłyszała następującą historię: "Pobraliśmy się pod wielkim kasztanem.
Bóg natury przyjął nasze przysięgi, a rumiana zorza nas pobłogosławiła. Świadkami
naszymi były ptaszki, śpiewające z rozkoszy na widok naszego szczęścia. Tak
to zachwycająca Lindamora stała się małżonką mężnego Fuen de Rozaz, wreszcie,
wszystko to jest wydrukowane." (D.16,189)
Ze swojego romansowego wykształcenia robi Elwira użytek również podczas maskarady
mającej na celu skłonienie hrabiego de Penna Velez do porzucenia myśli o poślubieniu
jej. Gdy hrabia, odgrywając rolę zakochanego i nieśmiałego młodzieńca, śpiewał
pod jej oknem przy akompaniamencie gitary, "mała Elwira, znając dobrze
zwyczaje niewieściej grzeczności, zdjęła jedną z moich [tj. przebranego za nią
Avadora] rękawiczek i rzuciła ją na ulicę. Wicekról podniósł ją, pocałował i
schował w zanadrze." (D.17,196)
Niedoszły małżonek Elwiry - hrabia de Penna Velez także posiada osobowość romansową.
Hołduje on wzorom miłości dworskiej, do których dostosowuje się z dokładnością
posuniętą aż do karykatury. Jego stosunek do kobiet jest przesadnie nabożny,
a jego wobec nich zachowanie różni się diametralnie od jego postępowania z mężczyznami,
co obrazuje ambiwalencję jego postaci: "Do mężczyzn przemawiał grzmiącym
głosem, do kobiet zaś piszczał tak cienko, że nie można było powstrzymać się
od śmiechu. Gdy zwracał się do swoich ludzi, zdawało się, że daje polecenia
całemu wojsku, do mnie [tj. przebranego za Elwirę Avadora] zaś mówił tak, jak
gdyby pytał o rozkaz na chwilę przed bitwą." (D.17,195) To posunięte do
extremum romansowe ukształtowanie charakteru widoczne jest również w doborze
słownictwa, o czym świadczą wypowiedzi hrabiego, na przykład: "Pędząc dni
tylko na odkrywaniu nowych stron twojej pięknej duszy, będę szczęśliwy każdym
twoim uśmiechem i przepełniony radością najmniejszym dowodem przywiązania, jaki
raczysz mi okazać." (D.20,232)
"Upodobanie do romansowości" (D.41,425) wyraża się nie tylko w zachowaniu
wzorowanym na powieściowych bohaterach. Nawet otoczenie musi być dostosowane
do romansowego charakteru, z czego zdaje sobie sprawę Pandesowna, starannie
wybierając miejsce, w którym margrabia Torres Rovellas ma opowiedzieć swoją
historię (D.41,425). Naczelnik Cyganów mówi o nim: "piekny jak anioł i
tkliwy jak młoda dziewczyna." (D.41,427) Tę ideę zniewieścienia (do aniołów
porównywane są w Rękopisie... piękne kobiety) zawiera tylko wersja polska. W
wersji francuskiej słowa Avadora brzmią następująco: "vous ne respiriez
que la tendresse, et vous étiez plus beau que l'amour" ("oddychałeś
jedynie czułością i byłeś piękny jak Amor",J.41,428-429). Idea ta jest
jednakże znamienna, bowiem obrazuje, że czytanie powieści i związana z tym osobowość
romansowa są charakterystyczne właśnie i jedynie dla kobiet.
Ciągłe czytanie romansów powoduje, że miłość staje się jedynym przedmiotem rozmów.
Również wzory listów czerpie się z powieści. Tak czynili Lonzeto i Elwira: "Podczas
tych dwóch lat [kiedy Elwira udawała, że chce zostać mniszką, żeby uniknąć małżeństwa
z hrabią Penna Velez] co dnia widywałem Elwirę w rozmównicy, resztę zaś czasu
poświęcałem na pisanie do niej listów lub czytanie romansów, z których po większej
części czerpałem myśli do moich oświadczeń miłosnych. Elwira czytywała te same
książki i w tymże duchu mi odpowiadała. W ogóle do całej tej korespondencji
niewiele zużyliśmy własnych myśli" (D.41,428). O swoim ulubionym przedmiocie
rozmawia też Lonzeto z margrabiną Baduli. Rozmowa o miłości wydaje mu się czymś
tak naturalnym, że nie potrafi zdać sobie sprawy z faktu, iż czasem może ona
być niebezpieczna: "Jednakowoż gdy zgłębiałem ważne te zagadnienia z piękną
Włoszką, nigdy mi nie przyszło na myśl, żebym mógł jakimkolwiek sposobem stać
się niewierny Elwirze." (D.41,429) Jego włoskie przygody z margrabiną Baduli
i jej służącą oraz innymi kobietami nie miały wpływu na jakość jego uczuć w
stosunku do Elwiry. Romanse sprawiły, że Lonzeto nie potrafił się nigdy oprzeć
czułym słówkom ani romansowej sytuacji. Stał się osobą bezwolną. Kochając wszystkie
kobiety, nie umiał kochać żadnej z nich naprawdę, w związku z czym wystarczał
romansowy sztafaż, by pchnąć go w objęcia którejkolwiek z nich.
Tak samo jest w przypadku Elwiry. Ona również nie opierała się swoim romansowym
skłonnościom. Będąc w klasztorze, nie tylko z przyjemnością przyjmowała hołdy
innych mężczyzn, ale nawet do nich zachęcała. Upajały ją pochlebstwa i pochwały
i nie miało dla niej znaczenia z czyich ust one pochodzą. Romanse uczyniły ją
w pewien sposób ofiarą czułych słówek, bez których nie mogła się obejść. Przypomina
w tym prezydentową de Tourvel, która, również przesiąknięta romansami, łatwo
dała się zwieść retoryce Valmonta, biorąc ją za prawdę. Czytelnicy całkowici
pokroju Elwiry żyją jedynie w świecie słów i nie mają poczucia rzeczywistości.
Nie posiadają też innych norm postępowania jak tylko te wyniesione z romansów,
gdzie uśmiechem należy odpowiedzieć na uśmiech, uściskiem ręki na uścisk ręki
itd. Nie należy się zatem dziwić, że Elwira nie dochowała wierności swojemu
pierwszemu kochankowi. Lonzeto wyjaśnia jej postępowanie następująco: "Elwira
od pierwszych lat życia mówiła tylko o miłości, należało mi zatem zrozumieć,
że - zamiłowana w rozmowie o tym przedmiocie, nie tylko ze mną będzie o im rozmawiała."
(D.43,443)
Czytanie romansów niesie ze sobą inne jeszcze niebezpieczeństwa. Książki te
mianowicie stanowią przeszkodę w rozwoju emocjonalnym i umysłowym. Człowiek
ogranicza się do nich i nie potrafi wyjść poza nie. Jest to pułapka, w którą
wpadają Elwira i Lonzeto: "Miłość moja - mówi Lonzeto - zrodzona przy kolebce
Elwiry, na chwilę nie wyszła z dziecinnych lat, umysł zaś żony mojej, karmiony
szaleństwami romansowymi, nigdy nie miał czasu dojrzeć (...) pojęcia Elwiry
krążą wokół drobnostek, małych próżności, czasami nawet małych obmów, słowem,
w tym ciasnym widnokręgu, w którym częściej charakter niż rozum zatrzymuje kobietę."
(D.43,448) Elwira i Lonzeto nie potrafią już żyć inaczej, jak tylko na manierę
romansowych bohaterów, jak tylko odgrywając ciągle te same, przepisane książkami
role. Nie umieją być sobą, bo to, co jedynie umieją, to utożsamiać się z książkowymi
bohaterami. Dlatego Lonzeto jest tak bezwolny, że wpada w ramiona każdej kobiety
i tak łatwo się dostosowuje do nowych ról (np. do charakteru Tuskuli), a stare
właściwie nie pozostawiają na nim śladu.
Idea szkodliwości romansów przewija się we wszystkich historiach, gdzie się
one pojawiają. Zostały one uznane za książki tak dalece modyfikujące osobowość,
że zgubne konsekwencje może pociągnąć za sobą lektura nawet tylko jednej z nich.
Do tego stopnia niebezpieczny jest podsunięty przez młodego Avadora i jego przyjaciela
Veyrasa ich nauczycielowi, ojcu Sanudo, Zakochany Leontyn (D.26,278). W przypisie
do tekstu francuskiego znajduje się informacja, że w innych wersjach Rękopisu
znalezionego w Saragossie pojawiająca się w tym miejscu książka nosi tytuł Amoureux
Fernando. Pozwala to przypuszczać, że autor nie miał na myśli żadnej konkretnej
książki i chodziło mu jedynie o uogólnienie, a tym samym ośmieszenie romansów
jako rodzaju literatury.
Jako niebezpieczne określa również romanse namiętny ich czytelnik - Lopez Soarez.
Ich nadmierna lektura sprawiła, że "mimowolna tkliwość owładnęła moim [tj.
Soareza] umysłem" (D.32,350). Romanse nauczyły go, jak się powinien zachować
wobec swojej ukochanej, jak z nią rozmawiać oraz jak do niej pisać. Dostarczyły
mu też wiadomości na temat wzruszeń, których nie mógł co prawda odczuć, ale
mógł sobie o nich wyrobić pewne pojęcie. Naśladowanie romansowych bohaterów
związane jest z brakiem innych wzorców. Romanse są tu - jak w przypadku Eminy
i Zibeldy - jedynym źródłem poznania miłości, bowiem Lopez Soarez prawie w ogóle
nie widywał kobiet (D.32,350). Kiedy Ineza ściska go za rękę, konfrontuje swoje
odczucia z wyobrażeniami, jakie miał na ten temat w wyniku lektury: "Dotychczas
żadna kobieta nie ścisnęła mnie za rękę. Wprawdzie widziałem podobne przykłady
w romansach, ale czytając nie mogłem sobie dostatecznie wyobrazić rozkoszy,
jaka z takiego uścisku wynika." (D.34,372)
Fenomen naśladowania postaci powieściowych opisany w Rękopisie znalezionym w
Saragossie jest jedną z charakterystycznych cech przełomu XVIII i XIX wieku.
Jurij Lotman zauważa, że w wiekach wcześniejszych granica między życiem a teatrem,
czy literaturą była wyraźna: można było przedstawiać namiętności na scenie,
ale w życiu pamiętano o dobrych manierach. W końcu XVIII i na początku XIX wieku
ludzie kształtują swe zachowanie, język potoczny, nawet los według wzorców literackich.
Najpierw jest to maskarada antyczna, potem naśladowanie bohaterów romantycznych.
Jednakże idea teatru nie ogranicza się w tym czasie jedynie do odgrywania ról
postaci powieściowych. Uzupełnia ją, a nawet nad nią dominuje, wszechobecna
zarówno w życiu jak i w literaturze mania przebierania się, czyli maskarady.
Przybyła z Wenecji moda na karnawały i bale maskowe szybko rozpowszechnia się
w XVIII w. po całej Europie. Maskarady stają się ulubioną zabawą arystokracji.
Urządzane w celach ludycznych stają się pretekstem do chwilowego porzucenia
swojej rangi społecznej i stania się kimś innym, bowiem maska, przebranie rujnuje
wszystkie hierarchie i wszystkie tradycyjne przedziały. Ciekawe, że to kobiety
są w głównej mierze inicjatorkami maskarad. Są one zresztą - jak to widzieliśmy
w rozdziale drugim - z natury skłonne do przebieranek, gdyż się malują i odmieniają,
a ich niestała, nieokreślona natura podkreśla jeszcze tę skłonność. To "złe
duchy, [które] tyle umieją przybierać na się kształtów, że nie można wiedzieć,
z kim się ma do czynienia." (D.8,96) Typową fałszywą kobietą jest wspominana
w powieści Kleopatra, którą wersja francuska określa jako "femme artificieuse"
(J.22,244). Przymiotnik "artificieux" oznacza kogoś, kto oszukuje
przy użyciu dobrze obmyślonej i subtelnej sztuki, na przykład sztuki aktorskiej,
bowiem Kleopatra świetnie potrafiła "odgrywać rolę (...) Fryny [lub] Artemizji,
czyli, wyraźniej mówiąc, kobieta ta posiadała dziwną łatwość przechodzenia z
charakteru zalotnicy do obejścia czułej, a nawet wiernej małżonki." (D.22,242)
Maskarada jest ściśle powiązana z podwójnością, mamy w niej bowiem do czynienia
z rozdwojeniem jednej postaci na dwie często zupełnie sobie przeciwstawne osobowości.
Rękopis znaleziony w Saragossie obfituje w odniesienia do karnawału (D.6,73),
balów maskowych (D.43,446), a przede wszystkim w różnorodne aluzje do teatru.
Cała powieść została skonstruowana na zasadzie maskarady urządzonej przez Gomelezów,
której motorem, jak już wcześniej powiedzieliśmy, jest Rebeka. Częste są uwagi
narratorów dotyczące teatralności zachowań innych postaci, na przykład Alfons
mówi o córkach naczelnika Cyganów: "Zdawało się prawie, że tylko na jakiś
czas dla ukrytych celów przyjęły na siebie te role" (D.11,129), Maria de
Torres określa zabawy Elwiry i Lonzeta w naśladowanie bohaterów powieściowych
jako "komedie" (D.16,188), Avadoro, urządziwszy maskaradę mającą na
celu rozkochanie ojca Sanudo w hrabiance de Lirias, zastanawia się, "czy
należało zakończyć całą scenę (w wersji francuskiej zamiast "scenę"
jest "ce dernier acte de notre piece" - "ostatni akt naszej sztuki",
J.26,284) głośnym wybuchem śmiechu, czy też uszczypliwą ironią" (D.26,284).
Janusz Ryba pisze, że "obfitość odniesień do teatru określa symbolicznie
świat ludzki, który, zamiast odesłać nas ponownie do rzeczywistości wewnętrznej
lub zewnętrznej, tworzy pozorność. Określa symbolicznie świat, w którym rozważa
się wszystko tylko w odniesieniu do obserwującej was postaci."
Najczęściej występującym maskaradowym motywem jest metamorfoza płci. U Potockiego
rzadkie są przypadki, kiedy kobieta przebiera się za mężczyznę (czyni to jedynie
mała Elwira, kiedy zamienia się na suknie z Avadorem), natomiast motyw mężczyzny
przebranego za kobietę pojawia się wiele razy: margrabina Spinaverde, która
przebiera sześciu młodzieńców za służące księżniczki Monte Salerno; Avadoro
przebrany za Elwirę; tenże jako księżniczka de Lirias i jego przyjaciel Veyras
jako ochmistrzyni; książę d'Arcos przebrany za kobietę, by uwieść Frasquetę
Salero; tenże przebrany za "nabożną i przykładną sąsiadkę" (D.35,392),
by łatwiej romansować z Frasquetą Cornandez. Jako uczestników maskarad wprowadza
Potocki postaci dziecięce (tam, gdzie udział bierze Avadoro), dzięki czemu nadaje
metamorfozie płci charakter łobuzerskiej przygody, pozbawionej zmysłowości.
Janusz Ryba wyróżnia jeszcze poznawczy aspekt maskarad. Według niego, aby wiarygodnie
poznawać rzeczywistość, należy patrzeć na świat spoza maski. Człowiek przebrany
może zdobyć na temat innych wiedzę bardziej rzetelną niż ten, kto się nie przebiera.
Niektóre z Rękopisowych maskarad mają charakter czysto ludyczny. Ich zadaniem
jest dostarczenie rozrywki tym, którzy się przebierają albo tym, którzy ich
oglądają. Rzadsze jest przebieranie się wyraźnie służące jakiemuś z góry powziętemu
celowi. Kiedy ciotka Zota przebiera swego męża za lokaja i idzie z nim do Kościoła
(D.5,65), robi to, żeby zaimponować sąsiadkom i okazać się lepszą od siostry,
jednocześnie zaś dostarcza w ten sposób uciechy wszystkim znajomym. Czasami
maskarady mają cel, który wydaje się niewspółmierny do środków, jakich się używa,
by do niego dotrzeć, co więcej, łatwiej byłoby go osiągnąć bez uciekania się
do przebieranek. Tak jest w przypadku stanowiącej kadr powieści maskarady urządzonej
przez Gomelezów, jak i w przypadku Eminy i Zibeldy, które nie muszą udawać demonów
ani wkładać cygańskich strojów, ani podawać się za gnomidy, żeby uwieść Alfonsa.
Również Frasqueta urządza zakrojoną na szeroką skalę maskaradę praktycznie bez
powodu, z nudy. Opowiada: "Zostawszy żoną don Cornandeza zajęłam się wyłącznie
jego szczęściem. Niestety, zamiary moje zbyt mi się powiodły. Po trzech miesiącach
znalazłam go szczęśliwszym niżeli chciałam, i co gorsza, wpoiłam w niego przekonanie,
że on także mnie uszczęśliwia." (D.35,388) W tej sytuacji jedynym powodem,
by utrudnić mu życie, był fakt, że "z wyrazem zadowolenia wcale nie było
mu do twarzy" (D.35,388). Z kolei Avadoro podejmuje się zostać wicekrólową
Meksyku "powodowany jedynie grzecznością" (D.41,424). Natomiast nawet
mgliście określonego celu nie ma księżniczka Monte Salerno, by przedstawiać
się Romatiemu jako własna służąca. Zresztą w jej historii wszystko jest mistyfikacją:
i ona sama, i jej zamek, i jej przebrane za chłopców służące. Trudno też zrozumieć,
dlaczego hrabia de Penna Velez, który ma pełne prawo do złożenia wizyty Elwirze
de Noruna, przebiera się za wieśniaka, a siostrze każe udawać swoją żonę, po
to tylko, by móc raz spojrzeć na ukochaną. Nie są również jasne powody, dla
których zmienia imię Rebeka prosi Velasqueza, by nazywał ją Laurą Uzedą.
Są jednak przypadki, w których maskaradę, polegającą na udawaniu kogoś, kim
się nie jest, urządza się z pobudek materialnych i ma ona służyć wymuszeniu
na drugiej osobie pewnych dla siebie korzyści. Taki jest cel naprzemiennych
buntów i przymilań margrabiny Baduli w stosunku do Ricardiego. Przy okazji warto
tu zauważyć, że jej bunt jest bardziej śmiały w wersji francuskiej niż w polskiej.
W tej ostatniej, narzekając na życie, jakie prowadzi w roli krewnej Ricardiego,
Baduli mówi: "To głos natury (...), która stworzyła kobietę na córkę, żonę
i matkę, nie zaś na to, aby w pogardzie samej siebie wiodła dni pełne smutku
i zgryzot." (D.42,439) W wersji francuskiej jej wyrzuty są następujące:
"[La nature] a fait les filles pour devenir femmes et meres (...) et non
pas pour etre nieces de pretres libertins." (J.42,440) Kiedy taktyka buntów
i przymilań nie odnosi oczekiwanego skutku, margrabina postanawia udać niebezpiecznie
chorą. Naśladuje w tym celu aktorki, które widziała podczas pobytu w Londynie,
a chcąc się przekonać o efektach swojej gry, skutecznie uwodzi Lonzeta, udając
umierającą.
W celach matrymonialnych udaje inną niż jest panna Cimiento. Znając zamiłowanie
ojca Avadora - gdyż jemu to właśnie chce się przypodobać - do porządku, chce
się okazać dokładniejszą niż on: "Służąca odkurzała sprzęty, piękna zaś
siostrzenica za pomocą powiększającego szkła śledziła najlżejsze źdźbła pyłu
i pilnie je zdejmowała." (D.54,539) Do upodobań swojej przyszłej ofiary
(ojciec Avadora spędzał czas na paleniu cygar, liczeniu dachówek sąsiadującego
z jego domem pałacu oraz produkcji atramentu) dopasowuje też panna Cimiento
swoje zainteresowania i przeradza się w skromną, małomówną i uległą dziewczynę,
która, oprócz nadzorowania pracy służącej, zajmuje się wytwarzaniem laku. Osiągnąwszy
swój cel, panna Cimiento natychmiast zrzuca maskę: "Mój ojciec na próżno
szukał w swojej małżonce tej cichej i potulnej dziewczyny, która całowała go
w rękę z uczuciem tak głębokiej pokory. Zamiast tego z nieopisanym zdziwieniem
spostrzegł kobietę żywą, rozmowną i z upodobaniem oddającą się kokieterii."
(D.54,545) Nie ma już nawet mowy o produkcji laku. Busqueros uświadamia ojcu
Avadora, że młoda pani Avadoro "umie przyjmować gości. Na honor, nie poznasz
skromnej fabrykantki laku." (D.54,547)
W maskaradzie, tak jak w teatrze, istotne jest dokładne przygotowanie się do
roli. Dlatego przebrany za Elwirę Avadoro ćwiczy, jak być dziewczyną: "Jednym
słowem, postanowiłem o ile możności udawać młodą dziewczynę i ażeby się do tego
wprawić, zagłębiłem się w lektykę, uśmiechając się, spuszczając oczy i strojąc
różne kobiece miny. Przypomniałem sobie także, że chodząc powinienem wystrzegać
się stawiania zbyt dużych kroków, jak w ogóle wszelkich zbytecznych poruszeń."
(D.17,194) Księżniczka d'Avila również próbuje swoją rolę zanim pokaże się Avadorowi
jako Leonora (D.56,568).
Podobnie jak nadmierne czytanie romansów maskarady nie są niewinne i często
pociągają za sobą poważne następstwa. Już dziecięce figle Avadora, zwłaszcza
przebranie się za hrabiankę de Lirias, niosą za sobą konieczność ukrywania się
i kolejnych przebrań, tym razem za ulicznika. Gra zmienia się w rzeczywistość
i nie ma już odwrotu - trzeba grać do końca.
Maskaradę, która przeradza się w okrutną grę z losem, urządza księżniczka d'Avila.
Wmawia Avadorowi, że ma ona siostrę o imieniu Leonora - rzekomo nieślubną córkę
swego ojca. Jest to postać całkowicie wymyślona przez księżniczkę i to ona sama
wciela się w jej rolę. W przeciwieństwie do wyniosłej, żądnej władzy i skłonnej
do przemyślnych oszustw Manueli, "Leonora jest prostą, dobrą i wesołą dziewczyną."
(D.55,554) Fizycznie, choć siłą rzeczy niezwykle podobna, różni się trochę od
"siostry". Ma "płeć bielszą, włosy zupełnie jasne i nieco tęższą
figurę." (D.55,555) Taki efekt nietrudno było uzyskać dzięki peruce, pudrowi
i odpowiednio dobranym sukniom. Maskarada ta objawia dwa przeciwstawne oblicza
księżniczki d'Avila. Jej dusza ulega rozszczepieniu na dwie zupełnie różne,
acz dopełniające się osobowości. I jak w przypadku Eminy i Zibeldy mieliśmy
do czynienia z dwiema kobietami złączonymi jedną duszą, tak tutaj mamy do czynienia
z jedną kobietą o dwóch duszach. Gustaw Herling-Grudziński ujmuje to następująco:
"Motyw podwójności zewnętrznej (dwie siostry, dwie kochanki, dwóch wisielców)
ustępuje miejsca motywowi rozdwojenia wewnętrznego. Historia Leonory i księżnej
(sic) d'Avila nie jest już powtórzeniem wzoru bliźniaczej i mniej lub więcej
diabolicznej pary, lecz opowieścią o dwóch duszach kobiecych w jednym ciele,
maskaradą rozszczepienia jaźni."
Księżniczka w roli Leonory lubiła taniec, któremu oddawała się "z żywością
i wdziękiem" (D.55,556), skłonna do "tysiącznych psot" (D.55.556),
ciągle się śmiała i cieszyła najprostszą domową czynnością, na przykład przygotowywaniem
posiłku (D.55,557). Sam Avadoro, który miał sposobność ją obserwować, dziwił
się, że "poważna i zimna księżniczka ma tak wesołą siostrę." (D.55,556)
Avadoro kocha księżniczkę pod obiema postaciami: kocha to, co w Leonorze jest
z Manueli oraz wesołość, prostotę i otwartość, których ta ostatnia nigdy nie
objawia. Można więc powiedzieć, że w pewien sposób kocha on dwie kobiety.
Osobowości Manueli i Leonory dopełniają się jak dzień i noc. Co więcej - już
po swoim małżeństwie - Avadoro widuje swoją żonę Leonorę jedynie w nocy, natomiast
dla księżniczki zarezerwowany jest jego dzień; pierwsza stanowi dla niego wcielenie
namiętności, druga - przyjaźni. Mówi o tym: "Bądź co bądź księżniczka mnie
kochała, uczyniła mi wyznanie; spokrewniwszy się jednak ze mną, wyleczyła się
z namiętności, zachowała atoli przywiązanie, którego tysiączne odbierałem dowody.
Leonora, tajemnicza bogini moich nocy, rękami hymenu podała mi czarę rozkoszy."
(D.56,563)
Księżniczka urządza tę maskaradę, by móc, nie łamiąc przyjętego zobowiązania,
że nigdy nie wyjdzie za mąż, związać się z Avadorem. Bartoszyński zauważa, że
inscenizacja ta ma służyć ochronie jej honoru. Właściwie chciała się ona jedynie
przekonać, czy potrafi kochać, jak inne kobiety, a zakochany w niej don Juan
posłużył jedynie za instrument do tego eksperymentu. Tak o tym mówi sam Avadoro:
"Zostałem igraszką kobiety, która próbowała na mnie, czy jej serce stworzone
jest do miłości, i która skazuje mnie na wygnanie, uważając mnie za zbyt szczęśliwego,
że mogę poświęcić się jej własnej i przyjaciół jej sprawie!" (D.58,583)
I chociaż księżniczka zapewnia, że "instynkt [jej] płci wrodzony wzdryga
się przed każdym postępowaniem, w którym by można upatrzyć brak serca"
(D.59,586), to i te słowa nie są pozbawione elementu mistyfikacji, gdyż Manuela
po chwili "odzysk[uje] dawną dumę i wyniosłość" (D.59,587). Maskarada
pozbawiła księżniczkę umiejętności bycia sobą, a tym samym szczerości w stosunkach
z innymi ludźmi. Boi się ona prostoty, boi się również okazywania uczuć tak
jak opisywany przez Arthura Symonsa Pierrot, który "jest świadomy i tego
faktu, że ciągle musi znajdować się na oczach publiczności, a także wie o tym
dobrze, że uczucie do jego kostiumu nie pasuje. (...) Aż staje się wreszcie
wspaniałym fałszem, nad wszystko obawiając się jakiegokolwiek "dotknięcia
natury", mogącego wnieść nieład do jego przebrania, a tym samym uczynić
go bezbronnym. Prostota bowiem to najśmieszniejsza rzecz pod słońcem."
Okazuje się, że tego rodzaju zabawa nie jest dziecinną igraszką i poważnie ingeruje
w losy bohaterów. Tworzy ona zupełnie nową rzeczywistość, w której nikt już
nie jest w stanie odróżnić prawdy od fałszu. Jest to świat całkowicie pozorny,
co sprawia, że biorący udział w maskaradzie również zatracają swoją autentyczność
i nie tylko inni mają wątpliwości co do ich prawdziwej natury, ale nawet oni
sami nie wiedzą już, kim są. Stąd pytanie Leonory o jej nazwisko (D.55,558)
jest pytaniem Manueli poszukującej swojej tożsamości.
Przede wszystkim jednak zabawa księżniczki zmienia zupełnie życie Avadora. Staje
się on całkowicie zależny od księżniczki, co więcej, jest w pewien sposób jej
tworem. Jego świat został zaaranżowany przez Manuelę. On sam gra w nim przepisaną
przez nią rolę, od której nie może już uciec. Jego wyznanie "ty byłaś jedynym
marzeniem mego życia i ty mi zastąpisz wszelką rzeczywistość" (D.59,586)
stanowi wyraz świadomego pogodzenia się z nieautentycznością własnej egzystencji.
Wymyślona rzeczywistość zawładnęła jego losem i niesie ze sobą realne niebezpieczeństwa.
Uwikłany w kłamstwo Avadoro nie może zaprzestać maskarady. Maska staje się nieodłącznym
elementem jego egzystencji. Sam zdaje sobie sprawę, że znajduje się w pułapce,
w którą wciągnięty został mimo woli: "Księżniczka zawiera ze mną małżeństwo,
które nic nie ma w sobie rzeczywistego, i dla jakiejś wymyślonej Leonory popadam
w podejrzenie rządu i muszę słuchać plotek człowieka, którym pogardzam. Z drugiej
strony, nie mogę usprawiedliwić się nie zdradzając księżniczki, która zbyt jest
dumna, aby kiedykolwiek przyznać się do mnie chciała." (D.58,580) Decyzja
Avadora o pozostaniu wśród Cyganów jest podyktowana chęcią znalezienia spokoju,
ale, nawet by móc prowadzić spokojne życie, musi Avadoro ponownie zmienić swoją
tożsamość. Staje się Pandesowną, gdyż zdaje sobie sprawę, że maskarada jest
już jego przeznaczeniem. Podsumowując swoje życie, Avadoro podkreśla niebezpieczeństwa
życia nieautentycznego, życia maskaradą: "Niestety, jeden jest tylko sposób
utrzymania się na drodze cnoty: należy unikać wszelkich ścieżek, których ona
jasno nie oświeca. Jeżeli człowiek ukrywa swoje nazwisko, uczynki lub zamiary,
niedługo będzie musiał taić się z całym swoim życiem. Związek mój z księżniczką
w tym tylko był naganny, że musiałem go ukrywać i wszystkie tajemnice mego życia
stały się koniecznym jego następstwem." (D.61.599) W ten sposób maskarady
jednych zmieniają życie innych, dla których maska staje się tragiczną koniecznością
i nie mogą już jej zdjąć ani odrzucić. To, co zdaje się być zabawą dla jednych,
jest traktowane na serio przez innych i przekształca ich życie. Maska traci
więc u Potockiego swój aspekt ludyczny, częsty w literaturze XVIII w., na przykład
u Marivaux.
Wszystkie postaci w Rękopisie znalezionym w Saragossie (nie tylko postaci
kobiece, które są przedmiotem naszej pracy) opisane zostały z dużą dozą ironii.
Każdy z narratorów zachowuje dystans do świata przedstawionego oraz bohaterów,
w związku z czym status postaci jest niejednoznaczny. Następują ciągłe wahania
co do ich natury, co do prawdziwości ich słów, co do ich tożsamości. Mamy do
czynienia z pluralizmem opinii, światów, prawd. Te same postaci, te same zdarzenia
przedstawiane są pod różnymi aspektami, co sprawia, że czytelnik gubi się w
niejednoznacznym świecie powieściowym. Wszechwładna ironia nawet tragicznym
prawdom nie pozwala zapaść w pamięć. Ma się wrażenie, że wstąpiło się w świat
błazenady, gdzie każdy coś lub kogoś udaje, gdzie wszystkie prawdy są poddawane
w wątpliwość i gdzie nic nie jest "serio". Jednocześnie błazenada
ta ma wymiar tragiczny, co nadaje powieści cechy groteski w rozumieniu przyjętym
przez Janusza Rybę, czyli połączenia tego, co zabawne, z tym, co przerażające.
Maskarada urządzona przez Gomelezów posiada oba te aspekty. Ludyczny charakter
dostępny jest jej świadomym uczestnikom, którzy nie zauważają grozy opanowującej
Alfonsa. Ten natomiast, nie zdając sobie sprawy, że został uwikłany w maskaradę,
widzi tylko jej przerażający charakter. Czytelnik natomiast dostrzega i to,
co śmieszne, i to, co makabryczne.
Można by powiedzieć, że Rękopis... jest dziełem rokokowym w rozszerzonym
znaczeniu tego terminu zaproponowanym przez Rogera Laufera. Jest to ujęcie dialektyczne,
szukające sensu dzieła na przecięciu jego warstwy powierzchniowej i treści głębokiej,
w subtelnej grze pomiędzy tymi dwiema warstwami. Dzieło rokokowe odznacza się
więc podwójnością, prezentuje zawsze dwa oblicza. Podwójność w Rękopisie znalezionym
w Saragossie posunięta jest do extremum. Dotyczy ona nie tylko podwojenia bądź
rozdwojenia postaci kobiecych, ale przejawia się na wszystkich poziomach tekstu,
od najmniejszych szczegółów (jak hrabia de Penna Velez mówiący innym głosem
do kobiet, a innym do mężczyzn) po strukturę ogólną (jak podwójna tożsamość
uczestników maskarady). Co więcej, bohaterowie odznaczają się podwójną świadomością:
oceniając powieść, oceniają jednocześnie samych siebie. Na przykład zdanie Velasqueza:
"W istocie, nie wiem, kto mówi, a kto słucha" (D.28,311) sytuuje się
w podwójnej perspektywie. Określa ono sytuację mówiącego jednocześnie jako bohatera
i jako czytelnika-słuchacza.
Prześledzenie konstrukcji postaci kobiecych pod kątem ich uwikłania w różnego
rodzaju podwójności jest tylko jednym z możliwych aspektów analizy. Pozostaje
zaledwie zaznaczony aspekt psychoanalityczny powiązany z punktem widzenia krytyki
feministycznej. Jednocześnie kwestia podwójności nie wyczerpuje się jedynie
w analizie postaci kobiecych. Ponadto pozostaje otwarta, daleka od wyczerpania
w tej pracy, gdyż nie stanowi jej głównego tematu, problematyka romansowości
i maskarady.
J. Potocki, Manuscrit trouvé a Saragosse, wyd. R. Radrizzani, Paris, Le Livre
de Poche, 1992.
J. Potocki, Rękopis znaleziony w Saragossie, przeł. E. Chojecki, przyg. L. Kukulski,
wstęp J. Tazbir, Wrocław 1998.
J. Potocki, Rękopis znaleziony w Saragossie, przyg. L. Kukulski, Warszawa, 1965.
Rękopis znaleziony w Saragossie. Romans wydany pośmiertnie z dzieł hr. Jana
Potockiego, wyd. J. N. Bobrowicza, t. 1-6, Lipsk, 1847.
***
N. Auerbach, Woman and the Demon. The life of a Victorian Myth, Cambridge Massachussetts,
Harvard University Press, 1982.
K. Bartoszyński, O budowie i znaczeniu Rękopisu znalezionego w Saragossie, "Pamiętnik
Literacki", 1989, nr 2.
G. Bataille, Erotyzm, Gdańsk, 1999.
I. Bessiere, Le Récit fantastique. La poétique de l'incertain, Paris, Larousse,
1974.
J. Brzeziński, Styl językowy polskiej powieści sentymentalnej, Zielona Góra,
1991.
K. M. Bulver, La Femme-démon. Figurations de la femme dans la littérature fantastique,
Paris, Peter Lang, 1995.
R. Caillois, Au coeur du fantastique, Paris, Gallimard, 1965.
R. Caillois, Dzieje człowieka i książki: hrabia Jan Potocki i Rękopis znaleziony
w Saragossie, przeł. L. Kukulski [w:] tenże, Odpowiedzialność i styl, Warszawa,
1967, ss. 67-97.
R. Caillois, Images, images: Essais sur le rôle et les pouvoirs de l'imagination,
Paris, José Corti, 1966.
J. Cazotte, Le Diable amoureux, Paris, Garnier Flammarion, 1979.
M. de Cervantes Saavedra, Przemyślny szlachcic Don Kichote z Manczy, t. 1, Warszawa,
1972.
M. Ciechomska, Od matriarchatu do feminizmu, Poznań, 1996.
G. Décote, L'Itinéraire de Jacques Cazotte: De la fiction littéraire au mysticisme
politique, Paris, Librairie Droz, 1984.
J. Delumeau, Strach w kulturze Zachodu. XVI-XVIIIw., Warszawa, 1986, r. X :
Agenci Szatana III. Kobieta, ss. 287-325.
R. Descartes, Namiętności duszy, Warszawa, 1958.
Fabliaux, wyd. G. Rouger, Paris, Gallimard, 1978.
Figures féminines et roman, études réunies par J. Bessiere, Paris, 1982.
S. Freud, Totem et tabou. Interprétation par la psychanalyse de la vie sociale
des peuples primitifs, Paris, Payot, 1976.
M. Głowiński, Style odbioru, Kraków, 1977.
G. Herling-Grudziński, Srebrna kulka [w:] tenże, Dziennik pisany nocą 1980-83,
Warszawa, 1990, ss. 317-324.
U. im Hof, Europa oświecenia. Tworzenie Europy, Warszawa, 1995.
K. Horney, Psychologia kobiety, Poznań, 1997.
M. Janion, Kobiety i duch inności, Warszawa, 1996.
M. Jasińska, Narrator w powieści przedromantycznej. 1776-1831, Warszawa, 1965.
"Les Cahiers de Varsovie", 1981, z. 3. (Tu: J. Fabre, Jean Potocki,
Cazotte, et le roman noir, ss. 139-166.)
J. Lotman, Teatr i teatralność w kształtowaniu kultury początków XIX w., "Nowy
Wyraz", 1974, nr 11, ss. 96-111.
T. Kostkiewiczowa, Proza Jana Potockiego [w:] taż, Klasycyzm, sentymentalizm,
rokoko. Szkice o prądach literackich polskiego oświecenia, Warszawa, 1975, ss.
393-407.
T. Kostkiewiczowa, W kręgu serca i czucia [w:] taż, Horyzonty wyobraźni, Warszawa,
1984, ss. 146-198.
E. Krakowski, Un témoin de l'Europe des lumieres. Le comte Jean Potocki, Paris,
Gallimard, 1963.
I. Krasicki, Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki, wstęp B. Gubrynowicz, Wrocław,
1950.
I. Krasicki, Żona modna [w:] tegoż, Satyry i listy, Wrocław, 1990.
J. Kristeva, Pouvoirs de l'horreur: essai sur l'abjection, Paris, Editions du
Seuil, 1980.
J. Krzyżanowski, Paralele. Studia porównawcze z pogranicza literatury i folkloru,
Warszawa, 1977, r. LX: Dziewica-trup. Z motywów makabrycznych w literaturze
polskiej, ss. 819-837.
Księga tysiąca i jednej nocy, wyb. i przeł. W. Kubiak, Wrocław, 1959.
P. Choderlos de Laclos, Les Liaisons dangereuses, EDDL, 1996.
P. Choderlos de Laclos, Niebezpieczne związki, tłum. T. Boy-Żeleński, Warszawa,
1956.
R. Laufer, Style rococo, style des Lumieres, Paris, José Corti, 1963.
E. Lehouck, Les Liaisons dangereuses et le masque romantique [w:] Laclos et
le libertinage. 1782-1982. Actes du colloque du bicentenaire des Liaisons dangeureuses,
Paris, Presses Universitaires de France, 1983, ss. 219-232.
A. R. Lesage, Przypadki Idziego Blasa, t. 1-2, Warszawa, 1975.
Z. Libera, Rękopis znaleziony w Saragossie Jana Potockiego na tle polskiej kultury
literackiej XVIII wieku [w:] tenże, Wiek oświecony, Warszawa, 1986.
J. Łojek, Wiek markiza de Sade. Szkice z historii obyczajów i literatury we
Francji XVIII wieku, Lublin, 1976.
P. Mabille, Le merveilleux, Paris, Fata Morgana, 1992.
Maski, red. M. Janion, S. Rosiek, Gdańsk, 1986.
M. Milner, Le Diable dans la littérature française. De Cazotte a Baudelaire.
1772-1861, Paris, José Corti, 1960.
Ch. Nodier, Du Fantastique en Littérature, Paris, Chimeres, 1989.
J. Bellemin-Noël, Des formes fantastiques aux themes fantastiques, " Littérature
", 1972, nr 8.
Polska Stanisławowska w oczach cudzoziemców, opr. W. Zawadzki, t. 1-2, Warszawa,
1963.
Polski Słownik Biograficzny, red. W. Konopczyński, t. 28, Kraków, 1984-1985,
ss. 36-42.
J. Reychman, Orient w kulturze polskiego oświecenia, Wrocław, 1964.
W. S. Reymont, Wampir, Warszawa, 1950.
F. de Rosset, Les Histoires mémorables et tragiques de ce temps 1619, Paris,
Le Livre de Poche, 1994.
F. Rosset, Le théâtre du romanesque. Manuscrit trouvé a Saragosse entre construction
et maçonnerie, Lausanne, L'Age d'Homme, 1991.
F. Rosset, W muzeum gatunków literackich : Jana Potockiego Rękopis znaleziony
w Saragossie, " Pamiętnik Literacki ", 1985, nr 1.
J. Rudnicka, Opowiadanie w XVIII-wiecznym cyklu Tysiąc nocy i jedna w zestawieniu
z opowiadaniem w Poncjanie i Rękopisie znalezionym w Saragossie, " Przegląd
Humanistyczny ", 1967, nr 6.
M. Rudwin, Diabeł w legendzie i literaturze, Kraków, 1999.
J. Ryba, Jan Potocki (1761-1815) [w :] Pisarze polskiego oświecenia, red. T.
Kostkiewiczowa, Z. Goliński, t. 2, Warszawa, 1994, ss. 424-450.
J. Ryba, Maskarady oświeconych. Próba opisu zjawiska, Katowice, 1998.
J. Ryba, Motywy podróżnicze w twórczości Jana Potockiego, Wrocław, 1993.
M. Schneider, La Littérature fantastique en France, Paris, Fayard, 1964.
A. Siemek, Crébillon précurseur de Laclos? [w :] Laclos et le libertinage. 1782-1982.
Actes du colloque du bicentenaire des Liaisons dangereuses, Paris, Presses Universitaires
de France, 1983, ss. 47-62.
Z. Sinko, Powieść zachodnioeuropejska w kulturze literackiej polskiego oświecenia,
Wrocław, 1968.
K. Starczewska, Wzory miłości w kulturze Zachodu, Warszawa, 1975.
T. Todorov, Introduction a la littérature fantastique, Paris, Editions du Seuil,
1970.
T. Todorov, Ludzie-opowieści, " Pamiętnik Literacki ", 1973, nr 1.
L. Vax, L'art et la Littétature fantastiques, Paris, Presses Universitaires
de France, 1960.
L. Vax, La séduction de l'étrange: étude sur la littérature fantastique, Paris,
Presses Universitaires de France, 1965.
M. Żurowski, Artyzm i sens Rękopisu znalezionego w Saragossie, "Przegląd
Humanistyczny", 1972, nr 6.